"Kto szukał dowodów na rzekome nieróbstwo Tuska, musi połknąć język"

"Wybrzydzanie ministra Ławrowa na wizytę szefa RE w Białym Domu oznacza, że Kreml zabolało. Wizyta była politycznie symboliczna, bo Tusk reprezentował UE, a prezydent Obama przypomniał o idei transatlantyckiej. Rosja robi wszystko, by podzielić Unię i skłócić ją z USA" - napisał na blogu Adam Szostkiewicz.
Zdaniem publicysty "Polityki", wizyta Donalda Tuska w Stanach Zjednoczonych to dowód, że krytycy polskiego szefa Rady Europejskiej nie mieli racji.

"Kto w polskich mediach szukał dowodów na rzekome nieróbstwo Donalda Tuska w Brukseli i jego marginalizację, musi połknąć język. Były polski premier ma dziś pilnować interesu Unii, a nie Polski. Jeśli Tuska nie ma w brukselskim gabinecie, to może należy go szukać w gabinecie innego przywódcy, np. w Owalnym Gabinecie prezydenta USA" - napisał Adam Szostkiewicz na blogu.

Rosjan ubodło

Publicysta jest przekonany, że reakcja szefa rosyjskiej dyplomacji najlepiej pokazała, jak ważna była wizyta Tuska w USA.

Siergiej Ławrow oskarżył szefa Rady Europejskiej, o podsycanie napięć, między Moskwą a UE w związku z Ukrainą.

"Wybrzydzanie ministra Ławrowa na wizytę szefa RE w Białym Domu oznacza, że Kreml zabolało. Wizyta była politycznie symboliczna, bo Tusk reprezentował Unię Europejską, a prezydent Obama przypomniał o idei transatlantyckiej. Rosja robi wszystko, by podzielić Unię i skłócić ją z USA" - ocenił Szostkiewicz.

Polak na jednym z najważniejszych stanowisk w UE to zły scenariusz dla Rosji. Bo Tusk nie jest tak przychylny Moskwie jak np. liderzy Węgier czy Cypru, którzy podpisują z Rosją porozumienia dotyczące współpracy wojskowej i gospodarczej.

"Tusk, z wykształcenia historyk, zna Rosję polityczną lepiej niż wielu zachodnich polityków czujących miętę do putinizmu. Tuska nie da się przekonać, że w polityce rosyjskiej czarne jest białe. Rosja gra na podział w UE. Dziś nie ma wpływu na Waszyngton Demokratów - tym bardziej nie będzie go miała na Waszyngton Republikanów - koncentruje się na wbijaniu klina między kraje członkowskie UE i między Unię a USA" - napisał Adam Szostkiewicz na blogu.