"Bez woli politycznej wspólna europejska armia nie będzie miała kłów. A woli politycznej nie widać"

Bartoszowi Węglarczykowi podoba się pomysł powołania wspólnej europejskiej armii. Ale publicysta "Rz" wątpi, by udało się go zrealizować. "Europa zatrzymała się na obecnym etapie integracji politycznej i ekonomicznej i nie chce pójść naprzód. Nie ma na to przyzwolenia wyborców, a politycy nie próbują ich do tego przekonać. Widzimy to we wspólnej polityce zagranicznej, a raczej jej braku" - ocenił Węglarczyk.
O powołaniu wspólnej armii mówi głośno szef Komisji Europejskiej. Według Jeana-Claude'a Junckera, byłby sygnał dla Rosji, że wspólnota poważnie traktuje obronę europejskich wartości.

Pomysł powołania unijnej armii podoba się Bartoszowi Węglarczykowi. Jak pisze wiceszef "Rzeczpospolitej", wspólna armia jest potrzebna. Ale "by jednak miał prawdziwe kły, konieczna będzie gigantyczna wola polityczna wyborców, a tej nie widać".

Wszystko przez to, że jak zauważył publicysta, "Europa zatrzymała się na obecnym etapie integracji politycznej i ekonomicznej i nie chce pójść naprzód".

"Nie ma na to przyzwolenia wyborców, a politycy nie próbują ich do tego przekonać. Widzimy to we wspólnej polityce zagranicznej, a raczej jej braku. Europejska dyplomacja funkcjonuje, bo zatrudnia ludzi i wynajmuje ambasady, ale nie robi wiele więcej" - napisał Węglarczyk w dzisiejszym wydaniu "Rz".

Nie tylko w polityce zagranicznej widać, że integracja kuleje. Podobnie jest, zdaniem publicysty, w polityce gospodarczej. "Nie ma pomysłu na dalszą integrację wspólnego rynku, a o strefie euro mówimy raczej w kontekście jej zmniejszania się niż poszerzania. Zatem skoro nie widzimy potrzeby mówienia jednym głosem w sprawie taryf celnych, to jak wyobrażamy sobie mówienie jednym głosem w sprawie życia i śmierci" - uważa zastępca redaktora naczelnego "Rz".

Więcej o: