Bezdomni psują wizerunek Świnoujścia, dlatego dostaną bilet w jedną stronę. Ekspert: inicjatywa cenna, ale wykonanie...

- Popieram ideę powrotu do środowiska macierzystego, wydaje mi się ona bardzo sensowna i cenna. Niestety, to jest dużo bardziej skomplikowane od powiedzenia ?damy wam bilet do domu, jedźcie sobie? - tak dla TOK FM.pl nowy pomysł władz Świnoujścia na rozwiązanie problemu z bezdomnymi skomentował Jerzy Żurko. Miasto postanowiło sponsorować przyjezdnym bezdomnym bilety w rodzinne strony.
Władze Świnoujścia będą sponsorowały przyjezdnym bezdomnym bilety kolejowe w jedną stronę. Tłumaczą, że takie osoby psują wizerunek miasta i odstraszają turystów. Jak donosi TVP INFO, pomysłodawcą akcji jest zastępca prezydenta Świnoujścia Paweł Sujka. Bezdomni dostaną bilet w swoje rodzinne strony, a miasto pozbędzie się niechcianych mieszkańców.

Chybiony pomysł

- Miasta takie jak Świnoujście i inne nadmorskie kurorty zawsze będą miały problem z bezdomnymi, szczególnie w miesiącach letnich - mówił dla TOK FM.pl dr Jerzy Żurko, który od lat zajmuje się badaniem bezdomności. - Wielokrotnie podczas wywiadów, które przeprowadzałem z bezdomnymi, opowiadali mi, że lato spędzają nad morzem. Jadą z Warszawy czy Krakowa do Sopotu, Gdańska czy Świnoujścia. Dlatego też uważam, że nawet jeżeli uda się odprawić do domu pięciu bezdomnych przebywających tam na stałe, to nie rozwiąże to problemu, bo na ich miejsce w czerwcu przyjedzie 10 innych - tłumaczył Żurko.

Zdaniem eksperta niewielu bezdomnych uda się namówić do powrotu w rodzinne strony. - Z tej pięćdziesiątki, która zamieszkuje Świnoujście na stałe, pojedzie może pięciu. Czy to rozwiąże problem ich lub miasta? Nie sądzę - dodał Żurko.

Sama idea jest cenna

Żurko zaznaczył jednak, że idea stojąca za akcją jest dobra. - Całkowicie popieram pomysł, aby bezdomni wracali w swoje rodzime strony, i zgadzam się z poglądem, że pomoże im to na wyjście z bezdomności - komentował. Podkreślił jednak, że nie da się tego osiągnąć w tak prosty sposób, jaki wprowadzono w Świnoujściu. - Popieram ideę powrotu do środowiska macierzystego, wydaje mi się ona bardzo sensowna i cenna. Niestety, to jest dużo bardziej skomplikowane od powiedzenia "damy wam bilet do domu, jedźcie sobie" - tłumaczył ekspert.

Rozwiązanie teoretycznie proste, praktycznie trudne

Rozwiązaniem problemu według Żurki jest w efekcie odnawianie więzi rodzinnych i powrót do miejsca, w którym takie osoby w bezdomność weszły, czyli zazwyczaj miasta, z którego pochodzą. Problem polega na tym, że samo kupienie biletu w jedną stronę jest najłatwiejszym i ostatnim krokiem na drodze do wyjścia z bezdomności. - Trzeba byłoby za pomocą streetworkingu lub poradnictwa życiowego przekonać bezdomnych, żeby przestali się błąkać po mieście, sypiać na poddaszach w bunkrach czy szałasach. Należałoby ulokować ich w schroniskach, w których mogliby się podleczyć i wyjść z nałogu - tłumaczył. Podkreślił, że schronisko to nie odwyk, ale panujące w nim zasady, np. zakaz spożywania alkoholu, pomagają przebywającym tam osobom zacząć walkę z nałogiem.

- Osoba, która od trzech lat przebywa w schronisku, chcąc nie chcąc musi być od trzech lat abstynentem. Z kimś takim można już zacząć rozmawiać o odnawianiu więzów rodzinnych. Można ich namówić, żeby nawiązali kontakt z rodziną i znajomymi. Polski system jest na tyle wadliwy, że utrwala bezdomność. Schronisk jest stosunkowo mało, a powinny one powstawać właśnie w takich miejscach jak Świnoujście.