Senat zagłosuje nad przyjęciem konwencji antyprzemocowej. W nocy zwrot akcji: Rulewski zgłasza poprawkę

Senat będzie jednak głosował wyłącznie nad przyjęciem konwencji antyprzemocowej. Na posiedzeniu połączonych komisji zdecydowano, że nie będzie głosowania nad poprawką przesuwającą termin jej wejścia w życie. Gdyby senatorowie ją poparli, konwencja wróciłaby do Sejmu. Z kuluarów dochodziły głosy, że senatorowie nie chcieli stawiać prezydenta przed koniecznością ratyfikacji ustawy przed wyborami.
Senat ma dziś głosować nad przyjętą przez Sejm ustawą o ratyfikacji konwencji antyprzemocowej. Choć niektórzy senatorowie głośno krytykowali dokument, większość komentatorów przyznawała, że ustawa zostanie skierowana do prezydenta. Wczoraj późnym wieczorem nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji. Jan Rulewski z PO podczas posiedzenia zgłosił poprawkę, w myśl której konwencja miałaby wejść w życie dopiero 1 stycznia 2016 roku.

Jak informuje Wyborcza.pl, na posiedzeniu czterech połączonych komisji senackich (komisja praw człowieka, praworządności i petycji, komisja spraw zagranicznych, komisja nauki i edukacji oraz komisja rodziny, polityki senioralnej i społecznej) przyjęto wniosek, by konwencja została przegłosowana bez poprawek.

"Szef klubu senackiego PO Marek Rocki mówi, że to oznacza, iż na posiedzeniu plenarnym nie będzie już głosowana poprawka senatora PO Jana Rulewskiego o tym, by konwencja weszła w życie dopiero od 2016 roku. Będzie za to głosowany zgłoszony przez senatorów PiS wniosek mniejszości o odrzucenie konwencji w całości. Potem senatorowie będą głosowali nad przyjęciem ratyfikacji konwencji. Głosowanie jest planowane około godziny 18" - czytamy.

Co z konwencją?

Gdyby poprawka Rulewskiego została przyjęta, ustawa wróciłaby do Sejmu. I nie wiadomo, kiedy znów by z niego wyszła, bo choć posłowie raz już przyjęli konwencję, to nie są zobowiązani do przyjęcia ustawy w terminie 30 dni, jak senatorowie. Z kuluarów ubiegłotygodniowych posiedzeń senackich komisji dochodziły głosy, że niektórzy senatorowie nie chcą stawiać prezydenta przed koniecznością ratyfikowania konwencji przed wyborami. Podpisując ustawę, Bronisław Komorowski mógłby się narazić prawicowemu elektoratowi.

W ten sposób Rulewski wyświadczyłby prezydentowi niemałą przysługę. Już przed miesiącem senator zapowiadał, że będzie głosować przeciw ustawie ratyfikującej konwencję. Stwierdził, że skłania go ku temu cechujący ją "przesyt doktrynalny".



"Medali za to nie dają"

Teraz senator użył innego argumentu. "A co by się stało, gdyby ten termin przesunąć, choćby w celu przetarcia się niektórych wątpliwych zwrotów tej konwencji, uzyskania większego konsensusu społecznego?" - pytał w Senacie, mówiąc o dacie wejścia w życie konwencji.

"Nie chodzi mi o grę datami. Chodzi o to, żeby w miarę pełna konwencja stała się faktem publicznym, stała się powszechną praktyką w takim zakresie, w jakim stawia zadania przed władzami, w tym przed parlamentem i Senatem" - tłumaczył. Jego zdaniem problemem jest "dramatyczna sytuacja" dotycząca infrastruktury umożliwiającej realizację postanowień konwencji. Senator mówił głównie o... braku mieszkań dla ofiar przemocy domowej.

"Należy zatem zadać przedstawicielowi rządu pytanie, jakie są powody takiego przyspieszenia w uchwalaniu ratyfikacji tej konwencji. Nie ma żadnych przesłanek, żeby się spieszyć. Za to nie dają medali, ani Polska, ani te osoby nie dostaną chleba" - zaznaczył senator.

Długa droga konwencji

Dzisiejsze prace miały być zwieńczeniem długiej parlamentarnej drogi ustawy o ratyfikacji konwencji. Po tym, jak w lutym przyjął ją Sejm, negatywnie zaopiniowała ją część senackich komisji: komisja praw człowieka oraz komisja rodziny, polityki senioralnej i społecznej (dzięki Filipowi Libickiemu z PO, który dołączył do senatorów PiS w głosowaniu). W międzyczasie o zablokowanie konwencji apelowali do senatorów w listach otwartych bp Ignacy Dec i Konferencja Episkopatu Polski.

Więcej o: