Atak epilepsji na wysokości 9 tys. stóp. Instruktor otworzył spadochron nieprzytomnemu 22-latkowi 1,5 kilometra nad ziemią

Ten skok skończyłby się tragicznie, gdyby nie szybka decyzja instruktora. Przez atak epilepsji 22-letni Christopher Jones nie był w stanie otworzyć swojego spadochronu. "To był najbardziej przerażający moment mojego życia" - napisał po wszystkim uratowany mężczyzna.
POLUB NAS




Wydarzenie z 14 listopada zeszłego roku zarejestrowała kamera z kasku instruktora, Sheldona McFarlane'a.

Feralny skok

"Dostałem ataku padaczki na wysokości ok. 3 kilometrów nad ziemią - wspomina w opisie filmu Christopher Jones. - A potem przez pół minuty spadałem w stanie nieprzytomności. Na szczęście instruktor zdołał otworzyć mój spadochron na wysokości ok. 1500 metrów. Odzyskałem przytomność jakiś kilometr nad ziemią i bezpiecznie wylądowałem".

Mężczyzna stracił przytomność kilka tysięcy metrów nad ziemią

Wszystko wydarzyło się w Australii Zachodniej. Choremu na epilepsję Jonesowi nic się nie stało, a po wszystkim do domu odwiozła go jego matka.

Mężczyzna twierdzi, że nie miał ataku epilepsji od czterech lat, sądził więc, że był w stanie wykonać skok. "Zawsze chciałem poczuć uczucie unoszenia się w powietrzu" - powiedział Jones. - Wybrałem spadochron, bo rola pilota samolotu z moją chorobą nie wchodziła w grę".

Feralny skok

Spadochroniarz wspomina, że pamięta wszystko do momentu utraty przytomności. "Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, a potem obudziłem się jakiś kilometr nad ziemią".

Sheldon McFarlane, instruktor, który zdołał złapać w locie bezwładnie spadającego Jonesa twierdzi, że spadochron i tak prawdopodobnie otworzyłby się automatycznie. Ale w tej sytuacji, na wszelki wypadek, lepiej było zrobić to wcześniej, manualnie.