Mobbing i molestowanie w pracy: "problem, który formalnie w Polsce nie istnieje". Ofiary zostawione same sobie

- W PIP dowiedziałam się, że w 2013 r. na ponad 40 tys. skarg tylko 16 dotyczyło molestowania. Czyli molestowanie formalnie w Polsce nie istnieje - mówiła w TOK FM Aleksandra Pawlicka z "Newsweeka". Wg dziennikarki potrzebna jest nie tylko zmiana prawa, bo kodeks pracy nie obejmuje pracowników bez umowy o pracę. - Trzeba np. robić kampanie społeczne, które będą sączyły ludziom do głów, co jest niedobre.
Według statystyk problem mobbingu to w Polsce marginalny problem. Choć mieliśmy do czynienia z głośnymi sprawami dotyczącymi molestowania seksualnego: oskarżającej liderów Samoobrony Anety Krawczyk i byłego prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego, oskarżonego o molestowanie urzędniczek (i gwałt na jednej z kobiet).

Jak informuje "DGP", u nas tylko 9 proc. pracowników spotkało się z przemocą w miejscu pracy, mobbingiem lub molestowaniem. W ubiegłym roku, w sądach rejonowych i okręgowych, 46 spraw związanych z tymi problemami zostało w całości lub w części uwzględnionych.

- Moim zdaniem mamy do czynienia z bardzo poważnym, ale nieuświadomionym problemem. Część pracowników nie zgłasza mobbingu w obawie o utratę pracy. W mniejszych firmach w ogóle nie ma procedur dotyczących takich kwestii. Dodatkowo, w Polsce utarło się przekonanie, że ofiara molestowania - tak jak w przypadku gwałtu - sama jest sobie winna. Bo miała za krótką spódniczkę, zbyt głęboki dekolt - komentowała w TOK FM Renata Grochal z "Gazety Wyborczej".

Pracownik zostaje sam

Aleksandra Pawlicka zwraca uwagę, że choć mamy w Polsce przepisy dotyczące mobbingu i molestowania, nie dają one dostatecznie mocnej broni w walce z tymi zjawiskami. Choćby dlatego, że regulacje Kodeksu pracy nie obejmują osób zatrudnionych na umowę o dzieło, kontrakt czy stażystów. A coraz więcej Polaków zamiast na etacie pracuje na umowach cywilnych.

Słabą pozycję ma Państwowa Inspekcja Pracy. - Ofiara mobbingu czy molestowania zwykle nie przychodzi do PIP. A jeśli przyjdzie, to może pójść do pracodawcy i na podstawie anonimowych ankiet - jeśli pracodawca się zgodzi - stwierdzić, czy doszło do złamania prawa. Ale zwykle to się nie udaje i inspekcja pracy odpuszcza. Jak dzwoniłam do PIP, to powiedziano mi, że w roku 2013 na ponad 40 tys. skarg tylko 16 dotyczyło molestowania. Czyli formalnie molestowanie w Polsce nie istnieje - mówiła dziennikarka "Newsweeka" w TOK FM.

Zdarzają się też przypadki, kiedy ofiara - nawet jeśli przełamie wstyd i strach - nie znajdzie pomocy w PIP. - Feminoteka przeprowadziła prowokację. Dzwoniono do inspekcji i zgłaszano różne skargi. Bardzo często osoba dzwoniąca słyszała: musisz sobie z tym jakoś poradzić. Pisaliśmy o tym>>

Zmiany prawa to za mało

Wzmocnienie pozycji PIP czy znowelizowanie przepisów, tak by mogły z nich korzystać osoby niezatrudnione na podstawie umowy o pracę, nie rozwiążą problemu. Bo mamy do czynienia z kulturowymi stereotypami, a nawet przyzwoleniem na składanie niestosownych propozycji pracownikom lub zarządzanie tzw. twardą ręką - trzeba robić wszystko, żeby zmienić takie podejście.

- Trzeba robić duże kampanie społeczne, które będą uczyły, sączyły ludziom do głowy, co jest niedobre. Ważne jest też robienie szkoleń dotyczących molestowania i mobbingu. Feminoteka robiła takie szkolenia dla wojska, a Centrum Praw Kobiet dla sędziów. To powinno być powszechne - uważa Pawlicka.

Trzeba też znacznie skrócić czas rozpatrywania spraw. - Po zgłoszeniu molestowania ofiara zwykle traci pracę. Zostaje bez środków do życia. I nikt jej nie chce zatrudnić, bo ma łatkę osoby, która sprawia problemy - jest czarną owcą - oceniła dziennikarka.

Warto przypomnieć, że choć seksafera z udziałem Czesława Małkowskiego wybuchła w 2008 roku, proces do tej pory się nie zakończył. Część zarzutów zdążyła się przedawnić.

"Jest problem z ochroną osób niezatrudnionych na umowy o pracę" przyznała szefowa Państwowej Inspekcji Pracy>>>

Więcej o: