Komorowski: Siły rozjemcze tylko w przypadku rozejmu. Twitter reaguje: "Nie wierzę", "umarłem ze śmiechu"

- Wysłanie sił rozjemczych ma sens, jeżeli jest rozejm, bo jak jest wojna, trudno tam wysyłać żołnierzy - oznajmił Bronisław Komorowski. W świetle wcześniejszej wypowiedzi Davida Camerona, który zapowiedział wysłanie personelu wojskowego na Ukrainę, stanowisko polskiego prezydenta brzmi dość niefortunnie.
POLUB NAS
Bronisław Komorowski był gościem porannej audycji "Sygnały dnia" w radiowej "Jedynce". Tematem rozmowy był m.in. konflikt rosyjsko-ukraiński. - Ukraina może liczyć na nasze poparcie w zakresie np. wniosku o siły rozjemcze ONZ, jeżeli taki wniosek złoży - stwierdził prezydent w kontekście polskiego zaangażowania w sytuację w Donbasie. Po chwili Komorowski dodał jednak, że ma to sens tylko wtedy, kiedy jest rozejm. Wypowiedź prezydenta została też opublikowana na jego oficjalnym koncie Twitterze:



Komorowski zasugerował w ten sposób, że wszelka pomoc dla Ukrainy ze strony Polski może zaistnieć przede wszystkim na płaszczyźnie politycznej. Na razie nie ma natomiast mowy o naszym ewentualnym militarnym wkładzie w operację.

Słowa prezydenta nie są jednoznaczne: można je interpretować zarówno jako kwestionowanie mińskiego rozejmu, jak i niefortunny lapsus - wiadomo, że siły rozjemcze zajmują się zapewnieniem bezpieczeństwa właśnie na terytorium objętym porozumieniem. Z drugiej strony w przeszłości wojska ONZ wysyłane były również na tereny objęte działaniami militarnymi, np. podczas wojny w Korei.

Cameron: Rozmieścimy na Ukrainie personel wojskowy

Stanowisko Komorowskiego kłóci się chociażby z mocnym stanowiskiem Davida Camerona. Brytyjski premier zapowiedział wcześniej, że jego kraj w najbliższym czasie wyśle na Ukrainę personel wojskowy w celach doradczych i szkoleniowych. Polityk tłumaczył, że w przeciwnym razie Rosja posunie się w swojej imperialistycznej polityce dalej na zachód.

Cameron nawiązał w ten sposób do swojego poprzednika z czasów XX-lecia międzywojennego, Neville'a Chamberlaine'a. Jego bierność wobec Hitlera i brak sprzeciwu wobec aneksji Sudetów w 1938 roku doprowadziły pośrednio do wybuchu II wojny światowej.

"Umarłem ze śmiechu. Kto pisze te bzdety!"

Wypowiedź Komorowskiego wywołała natychmiastowe reakcje internautów, którzy w komentarzach nawiązywali do wydarzeń z ostatniej soboty. Oficjalny profil prezydenta zasłynął tego dnia z lawiny postów, które ukazywały się na nim w trakcie konferencji Andrzeja Dudy. Każdy następny wpis był ripostą na kolejny postulat wygłoszony w wystąpieniu kandydata PiS-u.

Użytkownicy Twittera zasypali wtedy portal komentarzami i odniesieniami do wirtualnej aktywności prezydenta. Także i tym razem zareagowali błyskawicznie:







Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: