Wróblewski: Komorowski może tylko mówić, że jest przywódcą, który zapewnia spokój. Wyrazistą kampanią mógłby zaszkodzić PO

- Jeśli Duda dotrze do II tury wyborów prezydenckich, nie będzie to zagrożeniem dla Komorowskiego. Ale będzie to zagrożenie dla PO w jesiennych wyborach parlamentarnych - uważa Tomasz Wróblewski. Wg byłego szefa "Newsweeka" i "Rz" skazani jesteśmy na nijaką kampanię obecnego prezydenta. Bo musi pamiętać o interesach rządu.
Poparcie dla Andrzeja Dudy rośnie, ale według Tomasza Wróblewskiego z Warsaw Enterprise Institute kandydat PiS nie ma co marzyć o prezydenturze. Jednak poparcie dla niego może mieć duży wpływ na wyniki jesiennych wyborów parlamentarnych.

Na razie - według najnowszego sondażu TNS Polska - Bronisław Komorowski może liczyć na 47 proc. głosów, a Andrzej Duda na 17 proc.

- Jeśli Duda wypadnie dobrze i dotrze do II tury, nie będzie to zagrożenie dla Bronisława Komorowskiego. Ale będzie to zagrożenie dla PO. Prawo i Sprawiedliwość jest spokojne i wyważone. Pokazuje wyborcom: nie jesteśmy partią, przez którą macie problemy z systemem podatkowym czy świadczeniami. Nie jesteśmy PO - mówił Wróblewski, były szef "Newsweeka", "DGP", "Rzeczpospolitej", w "Poranku Radia TOK FM".

Prezydent musi uważać

Zdaniem komentatora urzędujący prezydent jest w niezręcznej sytuacji. Bo walcząc o reelekcję, nie może zapominać o wyborach parlamentarnych. Bo jego kampania może mieć wpływ na wyniki wyścigu o trzecie wyborcze zwycięstwo Platformy Obywatelskiej.

- Z Pałacu Prezydenckiego wychodzą ciekawe propozycje, takie jak interpretowanie niejasności prawa podatkowego na korzyść podatników. Prezydent mógłby na tym zbudować mocną kampanię, przyciągnąć elektorat. Ale byłoby to przeciwko PO. Dlatego Komorowski jest w wyjątkowo trudnej sytuacji. Może więc mówić, że jest spokojnym przywódcą, który gwarantuje, że przez kolejne pięć lat nie będzie ekscesów i awantur - ocenił Tomasz Wróblewski.

Sam Bronisław Komorowski krytykuje kontrkandydatów za podkreślanie w wystąpieniach konieczności zmian w kraju. Jak mówił w wywiadzie dla "Sygnałów dnia", należą oni do polityków, "którzy się po prostu spóźnili na rewolucję". - I mają jakieś kompleksy. Teraz nadrabiają hasłem "zmiana", "pełna rewolucja", "wywróćmy wszystko do góry nogami, zmieńmy całe prawo polskie". No, na Boga, jesteśmy dwadzieścia parę lat po rewolucji - stwierdził prezydent. - Polska potrzebuje stabilności funkcjonowania prawa, systemu państwa. Ta zmiana dla zmiany to jest fragment echa właśnie z tego piekła. Nie mówi się, na czym ma zmiana polegać, tylko chce się zmienić dla samego zmieniania, bo się nic więcej nie potrafi - skwitował Komorowski.

Więcej o: