Komorowski o kontrkandydatach: Zmiana? "Na Boga, jesteśmy dwadzieścia parę lat po rewolucji"

- Kandydaci, którzy przekonują o konieczności zmian w Polsce, być może po prostu spóźnili się na rewolucję i mają jakieś kompleksy - stwierdził Bronisław Komorowski w rozmowie z Polskim Radiem. Nie dał też nadziei na debatę ze swoimi przeciwnikami.
POLUB NAS
Bronisław Komorowski w rozmowie z Pierwszym Programem Polskiego Radia mówił przede wszystkim o kampanii wyborczej. Zapewniał, że ma w niej duże poparcie, które jest szersze niż sam elektorat Platformy Obywatelskiej. Zapytany o sondaże, które pokazują, że jego popularność spada, odparł, że on takich sondaży nie odnotowuje.

- Moi konkurenci starają się odzyskać poparcie tzw. elektoratu partii politycznych, z których się wywodzą - tłumaczył. - Na razie odzyskali dopiero około połowy, bo druga połowa wyborców PiS-u, PSL-u czy lewicy w dalszym ciągu obdarza mnie zaufaniem - stwierdził.

Komorowski wcześniej zapowiadał, że jako urzędujący prezydent nie będzie brał udziału w debatach z innymi kandydatami. Jego doradca Tomasz Nałęcz w niedawnej rozmowie powiedział wprawdzie, że "wszystko się może zdarzyć", ale w rozmowie z "Jedynką" prezydent nie wydaje się skłonny do takiego kroku. - Ci, którzy oczekują, że będę stawał w szranki z dziesięcioma przeciwnikami jednocześnie, którzy będą we mnie bili jak w worek treningowy, między sobą też nie chcą dyskutować - zauważył. - Wszyscy są zainteresowani tylko tym, żeby walić jak w bęben w urzędującego prezydenta. Proszę wybaczyć, ja znam inne sposoby komunikowania się z opinią publiczną - stwierdził.

"Polskie piekiełko"

- Natomiast wie pan, mogę się podzielić pewną taką refleksją - dodał Komorowski. - Ja odczułem gigantyczną ulgę, gdy zostałem prezydentem, że już nie musiałem uczestniczyć w tym ciągłym polskim piekiełku, awanturach politycznych w parlamencie, w kłótniach, sporach, że nie musiałem chodzić do programów publicystycznych, gdzie był wrzask i przekrzykiwanie się, inwektywy, jakieś obrażanie i tak dalej. Naprawdę chciałbym tego polskiego piekła jak najdłużej nie zwiedzać ponownie - stwierdził.

Zapytany o to, czy rozmawiał z rolnikami protestującymi pod Belwederem, odparł, że był na Śląsku i rozmawiał z liderami związków zawodowych górników. - Rolą prezydenta jest działanie na rzecz odbudowy dialogu i kontaktu między rządem a związkowcami i górnikami. To się udało zrobić - stwierdził. Do protestu rolników się nie odniósł.

Zmiana? "Na Boga..."

Wracając do wyborów prezydenckich, Komorowski skrytykował swoich przeciwników podkreślających w swoich wystąpieniach konieczność zmian w Polsce. - Jest taka kategoria ludzi w polityce, którzy się po prostu spóźnili na rewolucję - z różnych powodów, na przykład życiorysowych, bo się za późno urodzili - i mają jakieś kompleksy - stwierdził. - Teraz nadrabiają hasłem "zmiana", "pełna rewolucja", "wywróćmy wszystko do góry nogami, zmieńmy całe prawo polskie". No, na Boga, jesteśmy dwadzieścia parę lat po rewolucji - przypomniał prezydent.

- Polska potrzebuje stabilności funkcjonowania prawa, systemu państwa. Ta zmiana dla zmiany to jest fragment echa właśnie z tego piekła. Nie mówi się, na czym ma zmiana polegać, tylko chce się zmienić dla samego zmieniania, bo się nic więcej nie potrafi - skwitował Komorowski.

Ukraina nie jest częścią kampanii

Prezydent wspomniał też o bezpieczeństwie kraju i w tym kontekście przypomniał, że za naszą granicą toczy się wojna. Nie uważa jednak działań politycznych na Ukrainie za element kampanii, tylko za część swojej pracy, którą wykonuje jednocześnie ze staraniem się o reelekcję.

- Jaki to jest efekt? Trzeba było jechać do Kijowa, żeby zaznaczyć polską wolę wspierania zmian na Ukrainie i podtrzymanie jej woli utrzymania drogi prozachodniej, a następnego dnia już jechałem do Nieporętu, żeby zjeść wyborczą szarlotkę - opowiadał. - Dzisiaj lecę do Japonii, żeby budować strategiczne relacje między naszymi państwami. A po Japonii pojadę pewnie do któregoś z polskich miast już jako kandydat kampanijny - stwierdził.

- Niektórzy moi konkurenci wsiadają i wysiadają z autobusu cały czas, zajmują się tylko kampanią. Ja nie mogę, ja muszę przede wszystkim być prezydentem - podkreślił.

Wspieramy reformy wewnętrzne

W kwestii polskiego zaangażowania na Ukrainie Komorowski mówił przede wszystkim o pomocy na płaszczyźnie politycznej. - Ukraina może liczyć na nasze poparcie w zakresie np. wniosku o siły rozjemcze ONZ, jeżeli taki wniosek złoży - stwierdził, zaznaczając, że ma to sens tylko wtedy, kiedy jest rozejm.

- Ja oceniam po dłuższej rozmowie z prezydentem Poroszenką, że jest szansa na rozwiązanie tej kwestii - zapewnił. - Poza tym Polska wspiera Ukrainę na arenie unijnej, dla Ukraińców niesłychanie ważne jest to, że na czele Rady Europejskiej jest Polak. Wspieramy Ukrainę też w NATO - wymieniał dalej. Na koniec dodał, że Polska nalega na wewnętrzne reformy na Ukrainie. - Popieramy, zachęcamy i dajemy ekspertów do przeprowadzenia reformy samorządowej, aby nie było tylko i wyłącznie reformy w Donbasie. Więc Polska ma swoją misję na Ukrainie i ją konsekwentnie realizujemy i realizować będziemy - stwierdził.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: