"Wprost" oskarża z nazwiska: "Przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok"

"Po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok, szef Faktów" - pisała redakcja "Wprost", prezentując dzisiejszą okładkę tygodnika. Sam Durczok zapewniał w zeszły poniedziałek w radiu TOK FM, że "nigdy nie molestował żadnej kobiety".
"O molestowaniu seksualnym w jednej z dużych stacji telewizyjnych napisaliśmy trzy tygodnie temu. Nie ujawniliśmy ani nazwy stacji, ani nazwiska dziennikarza, który dopuszczał się tego procederu. Powód był jeden: ofiara się na to nie zgodziła" - piszą dziennikarze "Wprost" na swojej stronie internetowej. Teraz postanowili ujawnić, o kogo dokładnie chodzi: swoje oskarżenia kierują bezpośrednio pod adresem Kamila Durczoka.

"Wiedzieliśmy, że ofiar jest więcej" - piszą dziennikarze tygodnika, zaznaczając, że to był właśnie powód publikacji wcześniejszych materiałów, których bohaterowie pozostali anonimowi. "Liczyliśmy, że nazwanie i opisanie problemu przerwie zmowę milczenia wokół sprawy. Że ofiary poczują, iż nie są same, nabiorą odwagi, żeby mówić" - czytamy na stronie internetowej "Wprost".

Jak sugerują redaktorzy, w dzisiejszym numerze możemy spodziewać się relacji ofiar molestowania i mobbingu, nie potwierdzili jednak tego na pewno: "Mieliśmy przekonanie, że uda nam się dotrzeć do kolejnych osób, które zdecydują się mówić. I że tym razem otrzymamy zgodę ofiar na ujawnienie zarówno nazwy stacji, jak i nazwiska dziennikarza".

Czy Latkowski i Majewski nagle okażą się profesjonalistami, nie będąc nimi dotychczas? [BLOG]

Według "Wprost", dzięki ich poprzednim artykułom "istniejący wokół sprawy mur milczenia powoli się kruszy", a ataki na redakcję świadczą o "źle pojętej solidarności zawodowej": "Trzeba to wyraźnie powiedzieć: większość atakujących nas dziennikarzy doskonale wiedziała, że broni osoby dopuszczającej się molestowania i mobbingu. Prawda jest taka, że o sprawie mówiło się od dawna".

"Wprost" o "Ciemnej stronie Durczoka"

Przed tygodniem dziennikarze " Wprost" opisali w tekście "Ciemna strona Durczoka" zajścia, do których miało dojść 16 stycznia na warszawskim Mokotowie. Według tygodnika uczestniczył w nich właśnie szef "Faktów" TVN.

W historii pojawia się postać 29-latki, która miała wynajmować mieszkanie od biznesmena-informatora redakcji tygodnika. W apartamencie miały znajdować się rzekomo m.in. prywatne rzeczy Durczoka i "biały proszek". Wezwana na miejsce policja wedle tekstu "Wprost" spisała dziennikarza na klatce schodowej budynku jako - jak mówił w rozmowie z tygodnikiem sam szef "Faktów" - "świadka czegoś tam". Informację potwierdził rzecznik Komendy Głównej Policji.

Tekst został ostro skrytykowany przez część środowiska dziennikarskiego jako nierzetelny i będący de facto formą "nagonki" na Durczoka. Podkreślano m.in. fakt, że wbrew zapowiedziom z poprzedniego numeru "Wprost" w żaden sposób nie podjęto w nim wątków domniemanego molestowania podwładnych przez szefa "Faktów".

Krytycznie odniosła się do niego także Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Wcześniej, na początku lutego, "Wprost" opublikował tekst opisujący historię "bardzo popularnej twarzy telewizyjnej, szefa zespołu w jednej ze stacji", który miał molestować swoje podwładne. Nie padło wtedy żadne nazwisko, jednak np. Omena Mensah w rozmowie z Wirtualnymi Mediami stwierdziła : "Jak większość osób wiem, o kogo chodzi".

Durczok: Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety

Durczok odniósł się do obu artykułów na antenie Radia TOK FM . - Nigdy nie molestowałem żadnej z podległych mi pracownic. Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety - zapewnił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. - Czym innym jest wymagający szef, czym innym szef molestujący. Nigdy nie byłem molestującym szefem - powtarzał. Jak dodał, rozważa kroki prawne przeciwko tygodnikowi.

Stacja TVN 13 lutego poinformowała, że powołała wewnętrzną komisję, która zbada "publicznie rozpowszechniane twierdzenia" na temat przypadków molestowania w firmie.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: