Ksiądz blokował pogrzeb, bo nie doszedł zasiłek z ZUS. Zgodził się po interwencji mediów

Proboszcz parafii w Wąbrzeźnie przez tydzień blokował pogrzeb 37-letniego Rafała, ponieważ ZUS nie wypłacił jeszcze zasiłku pogrzebowego po śmierci brata zmarłego. - Ostatnio mieliśmy cztery pogrzeby, za które wierni nie zapłacili. Nie możemy dopuszczać do takich precedensów - mówił proboszcz ?Dziennikowi Toruńskiemu?.
80-letnia Gertruda Firchow w ciągu tygodnia straciła dwóch synów. Dzień po pogrzebie starszego syna zmarł jego młodszy brat.

Jak informuje "Dziennik Toruński", w Wąbrzeźnie nie ma cmentarza komunalnego. Są dwa parafialne, którymi administruje jeden ksiądz. W jego cenniku pogrzeb to koszt ok. 2 tys. zł, drugie tyle to należność zakładu pogrzebowego. Zasiłek pogrzebowy z ZUS wynosi obecnie 4 tys. zł i jest wypłacany po mniej więcej 2-3 tygodniach od śmierci.

"Można wziąć pożyczkę"

Starszy syn pani Gertrudy został pochowany 12 lutego, zasiłek jeszcze nie został wypłacony, a więc ksiądz nie dostał zapłaty za pierwszy pogrzeb. Z tego powodu nie chce pochować młodszego syna. Ciało 37-letniego Rafała zakład pogrzebowy umieścił w parafialnej kostnicy. Pogrzeb miał odbyć się 16 lutego, jednak nie odbył się do dziś.

W rozmowie z "DT" matka zmarłych relacjonowała: Partner córki usłyszał od pani prowadzącej biuro parafialne, że albo wpłacimy do ręki 2400 zł, albo pogrzebu Rafała nie będzie. I że jak nie mamy pieniędzy, to można wziąć gdzieś pożyczkę.

Nie ma nic za darmo

Ksiądz Jan Kalinowski mówił "Dziennikowi", że nie może dopuszczać do takich precedensów. - Przecież kopiący groby nie mogą pracować za darmo - mówił. Za opłaty pogrzebowe ksiądz opłaca też sprzątanie cmentarza i wywóz śmieci.

"Ksiądz nie płaci żadnych podatków za cmentarny biznes. Inkasując po ok. 2 tys. zł za pogrzeb, wystawia druk KP. Z adnotacją ?złożono w formie ofiary ?" - czytamy.

Proboszcz: Nie chodziło o pieniądze

Po interwencji mediów ksiądz zmienił zdanie i zgodził się na to, by pieniądze na pogrzeb dostać dopiero po wypłacie zasiłku. Pogrzeb odbędzie się po dziewięciu dniach od umieszczenia ciała w kostnicy.

Proboszcz mówi teraz, że pieniądze nie były wcale najważniejsze i chodziło o nieporozumienia rodzinne co do miejsca pochówku. - Rodzina nie była zgodna co do czasu i miejsca pochówku. Nigdy pieniądze nie odgrywały roli decydującej. Nie stawiamy warunku pieniężnego jako warunku godnego pochówku - mówił w rozmowie z TVN24.

Mimo ostatecznego porozumienia matka zmarłych braci podtrzymuje przedstawioną wcześniej wersję. Potwierdzają ją też przedstawiciele zakładu pogrzebowego, którzy "wyraźnie słyszeli, że pogrzeb został odwołany z przyczyn finansowych".

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!