"Dość władzy szkodników". Rolnicy: Dopóki rząd nie spełni żądań, będziemy koczować przed Kancelarią

Przez Warszawę miało przejść 10 tys. rolników, a zjawiła się ich połowa. Tym razem zjechali autokarami, a nie ciągnikami. Chcieli rozmawiać z Ewą Kopacz, ale w końcu zadowolili się wiceministrem rolnictwa. Protestu nie zakończyli. Przed KPRM rozstawili namioty.
Po ubiegłotygodniowym najeździe na Warszawę traktorami wartymi po paręset tysięcy złotych, tym razem rolnicy postanowili przez stolicę przemaszerować. Skrzyknęli się o 10 rano w dwóch grupach. Pierwsza w sile ok. trzech tysięcy z NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych wyruszała spod Torwaru kilka minut po godzinie 10. Najpierw udała się przed Sejm, gdzie ustawiła trumnę z napisem "rolnictwo". OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych pod przywództwem Sławomira Izdebskiego wyruszyło pół godziny później. Było ich ok. dwóch tysięcy. Ulice na trasie przemarszu trzeba było wyłączyć z ruchu kołowego, co spotkało się z nieukrywaną wściekłością wielu warszawiaków. Od ostatniego weekendu i tak jest im trudno przejechać przez miasto z powodu spalonego mostu Łazienkowskiego. Na rolnikach nie zrobiło to jednak wrażenia. Maszerowali najpierw w rytm disco polo, a później hip-hopu.

Orban w kancelarii, rolnicy na ulicy

Obie grupy z biało-czerwonymi flagami, wspomagając się syrenami, trąbkami i bojowymi okrzykami, przed południem dotarły przed Kancelarię Premiera. Z tego powodu na prawie cały dzień z ruchu trzeba było wyłączyć Aleje Ujazdowskie. Na niesionych przez rolników transparentach można było przeczytać "Polska polityka niszczy rolnika", "Dość władzy szkodników", "Pomagacie Ukrainie, a wasz polski rolnik ginie", "Sawicki, ty frajerze, odjedziesz z Wiejskiej na rowerze" czy "Dziś dopłata, jutro spłata. Rząd ukręcił na nas bata". I właśnie żądania zmiany polityki rządu wobec rolnictwa była generalnym postulatem protestujących. W szczegółach, podobnie jak tydzień temu, chodzi im o wypłaty odszkodowań za szkody wywołane przez dziki oraz interwencję państwa na rynku trzody chlewnej. Chcieli o tym rozmawiać przede wszystkim z Ewą Kopacz. Dali premier czas do godziny 14. Wiedzieli, że gościem szefowej rządu był premier Węgier Viktor Orbán. Mimo to liczyli na to, że po jego wyjeździe ktoś do nich wyjdzie. - Jeżeli pani premier zasiądzie z nami do stołu i będzie okazja do podpisania porozumienia, to zakończymy protesty. Jeżeli nie, to rozpoczniemy przed Kancelarią Premiera budowę zielonego miasteczka - zagroził Izdebski. Gdy dziennikarze przypominali mu, że zielone miasteczko zostało uznane przez Zarząd Dróg Miejskich za nielegalne, Izdebski stwierdził: - Proszę mi pokazać chociaż jeden artykuł w polskim prawie, który mówi o jakimkolwiek zielonym miasteczku! Zielone miasteczko zostało wymyślone miesiąc temu i nikt żadnego prawa na ten temat nie wprowadził. My mamy pozwolenie na przeprowadzenie protestu, a forma protestu może być różna. Popierający rolniczy protest poseł PiS Jacek Bogucki zadeklarował, że przeznaczy swoją dietę na opłatę za rozstawienie namiotu pod kancelarią premiera. Oczekując na spotkanie z premier Kopacz, rolnicy odśpiewali "Rotę", a później hymn.

Nocne dyżury w namiotach

Gdy w końcu z KPRM nadeszła informacja, że z protestującymi spotka się wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke, na rozmowę z nim udał się Sławomir Izdebski. Po spotkaniu oświadczył: - Miło nam, że po raz pierwszy zaczęliśmy rozmawiać o konkretach. Jeden postulat już jest prawie dogadany - ten odnośnie do odszkodowań za szkody wyrządzone przez dziki. To, co jeszcze kilka, kilkanaście dni temu było niemożliwe, stało się możliwe - relacjonował do kamer. Dodał też, że jest blisko kompromisu w sprawie kwot mlecznych i trzody chlewnej. O tych uzgodnieniach nic nie wiedzieli przedstawiciele rolniczej "Solidarności". - Myśmy żadnego porozumienia nie zawarli, a nam przede wszystkim chodzi, żeby nie sprzedawać polskiej ziemi obcym - mówił jeden z członków "Solidarności" RI.

Sławomir Izdebski pytany, czy rozmowy w Kancelarii Premiera oznaczają porozumienie z rządem i koniec protestu, stanowczo zaprzeczył. Wezwał rolników do rozstawienia namiotowego miasteczka pod KPRM. - Nie daj Bóg, żebyśmy zaczęli się rozchodzić. Kto ma blisko, niech jedzie po zdrową polską żywność. Jabłka, marchewki. Będziemy częstować warszawiaków. Zaapelował do rolników, aby się nie rozchodzili. W namiotach mają być ustalone dyżury tych rolników, którzy zostają tam na noc.

Protest uliczny zakończył się punktualnie o godz. 17. Wtedy rolnicy zeszli z jezdni przed Kancelarią Premiera, a policja wpuściła na Aleje Ujazdowskie samochody.