Ogórek to ogromna porażka SLD? "Miller wpadł w furię". Stankiewicz o kulisach kampanii

"Leszek Miller sądził, że Magdalena Ogórek to strzał w dziesiątkę. Że to kobieta manekin, którą da się ubrać w dowolną formę i treść" - pisze w "Rzeczpospolitej" Andrzej Stankiewicz. Jego zdaniem szef SLD ogromnie się mylił i nie ma prawie żadnego wpływu na kampanię swojej kandydatki. Ogórek sama ma decydować o programie i przekazie medialnym. Kierownictwo SLD "wpadło w furię".
Andrzej Stankiewicz pisze w "Rzeczpospolitej" o kulisach prezydenckiej kampanii Magdaleny Ogórek, kandydatki SLD na prezydenta. "Leszek Miller sądził, że Ogórek to strzał w dziesiątkę. Że to kobieta manekin, którą da się ubrać w dowolną formę i treść. Tylko że szybko się rozczarował" - podkreśla dziennikarz.

Seksistowskie SLD

Kiedy okazało się, że wyborach prezydenckich nie ma zamiaru startować Wojciech Olejniczak, a lokalne struktury Sojuszu oprotestowały kandydaturę Ryszarda Kalisza, Miller postawił na celebrytkę. Stankiewicz wytyka SLD, że partia o lewicowej proweniencji przyjęła "seksistowski model".

Stankiewicz opisuje kolejne konflikty Ogórek z kierownictwem SLD. Zdaniem dziennikarza problem Millera polega na tym, że nie ma żadnej kontroli nad popieraną przez własną partię kandydatką. "Miał przekonanie, że to miła dziewczynka, która będzie pokornie słuchać jego poleceń" - pisze Stankiewicz. Okazało się, że Ogórek szybko zaczęła się uniezależniać.

"Miller wpadł w furię, ale niewiele mógł zrobić"

Punkty zapalne są dwa. Pierwszy to program. Według Stankiewicza Miller chciał oprzeć się na twardym elektoracie SLD - dawnych oficerach służb mundurowych i ich rodzinach oraz środowiskach antykościelnych. Ale młoda i wierząca Ogórek "zdecydowanie odmówiła wdzięczenia się do sierot po PRL i antyklerykałów" - zaznacza Stankiewicz. "Miller wpadł w furię, ale niewiele mógł zrobić" - dodaje dziennikarz. Wycofanie kandydata byłoby dla SLD druzgocącą porażką.

Ogórek postanowiła samodzielnie poprowadzić swoją kampanię. Według Stankiewicza to ona podjęła decyzję, by nie kontaktować się z mediami. I to ona samodzielnie przygotowała wszystkie trzy dotychczasowe wystąpienia, korzystając ze wskazówek własnych zaufanych doradców od wizerunku. Zdaniem dziennikarza tłumaczy to niektóre wpadki i niezręczności kandydatki, jak choćby egzotyczny postulat "napisania prawa od nowa".

SLD ma płacić i siedzieć cicho

Ogórek jest więc kandydatką SLD, choć partia ma na nią wpływ wielce ograniczony. "SLD ma się nie wtrącać i opłacać faktury" - pisze Stankiewicz. Choć i z tym jest problem, bo partyjna kasa świeci pustkami. Według "Rzeczpospolitej" Sojusz przeznaczy na kampanię niezbyt imponującą sumę miliona złotych. W nadziei, że Ogórek wywalczy w wyborach trzecie miejsce i uratuje skórę Millera.

Cały tekst w "Rzeczpospolitej".