Brytyjski generał krytykuje decyzję o wysłaniu na Ukrainę starych transporterów. "Są bezużyteczne"

- Ten sprzęt jest nieprzydatny do operacji bojowych. To nieprawdopodobne, że go sprzedano - tak były szef brytyjskiego sztabu generalnego gen. Richard Dannatt skomentował na łamach "The Sunday Telegraph" sprzedanie Ukraińcom transporterów bojowych Saxon. Ukraińcy uważają jednak, że można je będzie dostosować do potrzeb armii.
W wypowiedzi dla brytyjskiej gazety Dannatt, dowodzący brytyjskim sztabem w latach 2006-09, skrytykował nierozważny sposób militarnego wspierania ukraińskich wojsk.

Chodzi o transportery opancerzone Saxon, które otrzymują od Brytyjczyków Ukraińcy. 20 transporterów już przyjęli, wkrótce mają otrzymać kolejnych 55 maszyn.

Przestarzałe maszyny z demobilu

- One są bezużyteczne. To na półopancerzone ciężarówki, które nie powinny się znajdować na linii frontu. Nie mogę uwierzyć, że je sprzedano. Jestem tym rozdrażniony - powiedział Dannatt na temat rzeczonych transporterów. Dodał też, że prezentowanie Ukraińcom tych pojazdów jako pomocnego sprzętu, jest "niemoralne" oraz "groteskowe i niebezpieczne".

To właśnie Dannatt podjął w połowie poprzedniej dekady decyzję o wycofaniu Saxonów ze służby (korzystano z nich w czasie wojny w Iraku). Uznał bowiem, że jest to sprzęt niefunkcjonalny w ramach operacji bojowych.

Ukraińcy zadowoleni

Ukraińskie dowództwo wypowiada się jednak pozytywnie na temat otrzymanego od Brytyjczyków sprzętu, zapowiadając, że będą go używać podczas walk z separatystami. - Mimo, że transportery będą potrzebowały usprawnienia, to na pewno dostosujemy je do potrzeb naszej armii - stwierdził sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandr Turczynow, dodając, że pojazdy zostaną w najbliższym czasie przetestowane.

Saxony dotarły na Ukrainę nieuzbrojone. Potwierdza to biuro prasowe brytyjskiego resortu obrony, oświadczając, że "nasza polityka od początku konfliktu nie zakładała dostarczania sprzętu bojowego. Nic się w tej sprawie nie zmieniło".

Sytuacja niepewna

Sytuacja na wschodzie Ukrainy cały czas jest niepewna. Pomimo zawartego w Mińsku porozumienia "grupy normandzkiej" (Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec) i wprowadzonego 15 lutego zawieszenia walk, rosyjskie czołgi nadal stacjonują na terytorium swojego sąsiada.

Kanclerz Angela Merkel zagroziła, że jeżeli Rosja nie dotrzyma wszystkich warunków rozejmu, musi się liczyć z kolejnymi sankcjami oraz zdecydowanymi działaniami ze strony Zachodu.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: