"To byłby rekord świata, gdyby załoga JSW zrobiła wszystko, by zlikwidować swój zakład pracy"

- Górnicy z JSW powinni związkowców wyrzucić na kopach z zakładu, zamiast głosować za odwołaniem prezesa - uważa dziennikarz "GW" Paweł Wroński. Strajk w firmie trwa już ponad dwa tygodnie. Wg Adama Szostkiewicza "to jeden z najbardziej niedorzecznych strajków ostatnich lat". Bo ceną za protest może być upadek firmy.
Strajk w Jastrzębskiej Spółce Węglowej trwa od 16 dni, bierze w nim udział ponad 5 300 osób. 19 prowadzi strajk głodowy. Szans na rozwiązanie konfliktu nie widać. Prezes firmy Jarosław Zagórowski, którego odejścia domagają się strajkujący, nie zamierza zrezygnować ze stanowiska. Nie rezygnuje też z zapowiedzi zmian w firmie: przedłużenia czasu pracy kopalń do sześciu dni i uzależnienia wypłaty "czternastki" od sytuacji finansowej spółki. Chce też karać liderów górniczych związków za nielegalny strajk.

- Mamy pat. Strajk będzie dogorywał, aż spółka padnie. Może niech upadnie - komentowała w TOK FM Janina Paradowska.

Rekord świata

Jak ocenił Adam Szostkiewicz, upadek JSW byłby sytuacją zupełnie wyjątkową. - To byłby rekord świata, że pracownicy, którzy tyle mówią o swojej krzywdzie, zrobili wszystko, by zlikwidować własny zakład pracy. To jeden z najbardziej niedorzecznych strajków ostatnich lat. Na dodatek to, że protest jest de facto wymierzony w jedną osobę, zwiększa absurdalność sytuacji - mówił publicysta tygodnika "Polityki".

Dla Pawła Wrońskiego górnicy, z których część to akcjonariusze spółki, powinni "związkowców wyrzucić na kopach z zakładu, zamiast głosować za odwołaniem prezesa".

We wtorek w Warszawie zbierze się Rada Nadzorcza Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Podczas posiedzenia zacznie się audyt. - Nie obawiamy się. Postępujemy zgodnie z prawem. Bardzo wiele audytów już przeszliśmy - stwierdził prezes Jarosław Zagórowski w TOK FM.