Mocna teza Cieńskiego: Zachód nie pomógł Ukrainie. Powinna się teraz poddać, jak Czechosłowacja w '38

Ukraina powinna wrócić do statusu państwa półsatelickiego, by reformować kraj, a w końcu wyrwać się z objęć Rosji, gdy ta będzie słabsza - uważa Jan Cieński. Jako przykład podaje Czechosłowację, która w 1938 r. poddała się hitlerowskim Niemcom, by ocalić państwo przed zagładą. - Romantyczna walka skazana na porażkę nie ma sensu - mówił w TOK FM gość Cezarego Łasiczki.
Jan Cieński, korespondent "The Economist" tłumaczył w audycji OFF Czarek Cezarego Łasiczki, że Ukraina przegrywa wojnę z Rosją. Zaznaczył, że choć takie rozwiązanie jest "wątpliwe etycznie i moralnie", Ukraina powinna zachować się jak Finlandia na przełomie 1939 i 1940 roku. - Finowie wygrali pierwszą wojnę z Sowietami, ale potem musieli oddać około 10 proc. swojego terytorium i ograniczyć swoją wolność, żeby zachować część swojego państwa i dalej istnieć - przypomniał.



- Ukraińcy mieli szansę uciec na zachód, kiedy Rosja była słaba, ale tego nie wykorzystali. Teraz Rosja nie jest słaba i nie ma żadnego zamiaru przegrać tej wojny. Jeśli pojawi się broń zachodnia na Ukrainie, to Rosjanie bardzo łatwo mogą podkręcić liczbę dostaw zbrojenia i własnych żołnierzy. Już mówi się o stworzeniu stutysięcznej armii. Ukraińcy nie są w stanie wygrać tej wojny i będą musieli się dogadać, w jakiś sposób się poddać, dołączyć do sojuszu euro-azjatyckiego, który Rosja buduje, odciąć się od NATO i zostać państwem półsatelickim - ocenił.

Podkreślił przy tym, że Ukraina powinna powrócić do status quo, ale reformować swoje państwo, by "poczekać do momentu, kiedy Rosja będzie słaba i uciec".

Uchronić państwo na przyszłość

Cieński przypomniał też historię Czechosłowacji w 1938 roku. - Wiedzieli, że nie mogą wygrać z Niemcami, poddali się, ale to marionetkowe państwo w tajemnicy współpracowało z rządem na uchodźstwie. Głównym celem było zachowanie jak największej liczby Czechów przed zagładą, przetrwanie tego okresu i późniejsza odbudowa państwa - tłumaczył i dodał, że plany Rosji wobec Ukrainy nie są tak radykalne, ale przykład Czechosłowacji pokazuje, że "romantyczna walka skazana na porażkę nie ma sensu".

- Zachód nie wspiera Ukraińców, więc nie powinni podejmować walki. Ukraina musi działać w swoim interesie - stwierdził publicysta i dodał: - Jeśli tak się stanie, to zagrożone mogą być republiki bałtyckie, ale to już Ukraińców nie obchodzi. Zachód nie pomógł Ukrainie i Ukraińcy muszą ochronić jak najwięcej swojego państwa na przyszłość.

Reformy Ukrainy, albo rewolucja

Czy taka postawa jest możliwa, po tym, co działo się na Majdanie i wschodzie Ukrainy i po rozbudzeniu nadziei na zwrot w stronę wolnego Zachodu? Zdaniem Cieńskiego, niewykluczone, że wywołałoby to kolejny przewrót na Ukrainie, a nawet wypędzenie Poroszenki, gdyby podjął decyzję o poddaniu się Rosji. Publicysta nie wykluczył też, że przeforsowanie takiej drogi będzie możliwe dopiero po "druzgocącej porażce" na froncie.

- Poroszenko mógłby negocjować z Rosjanami, że jeśli nie zostawią mu żadnego pola manewru, to na Ukrainie dojdzie do rewolucji i wojny domowej i Rosjanie będą mieli za swoimi granicami państwo małe, ale bardzo antyrosyjskie. Że jeżeli Rosja zostawi Ukrainie wystarczającą wolność, to ta w zamian odetnie się od kierunku NATOwskiego, przybliży się do Rosji i zapewni dużą dozę autonomii wschodowi Ukrainy - mówił Cieński.

Idee Zachodu poniosły klęskę?

Publicysta poruszył też temat klęski świata zachodniego, idei wolności, demokracji i współpracy. - Idea jest bardzo przyciągająca, tysiące ludzi wyszło na Majdan, a rząd Janukowycza został wyrzucony. Wielu Ukraińców chciało iść w kierunku Zachodu, bo pamiętają, że Polska 25 lat temu była państwem podobnym do Ukrainy i chcieliby być podobni do dzisiejszej Polski - tłumaczył.

Wyjaśniał przy tym, że demokracje "organizują się powoli". - W pierwszych latach II wojny światowej Zachód organizował się powoli i niezdarnie, ale potem już szło z impetem. Długo trwało zanim Zachodowi objawiła się prawdziwa istota Rosji i dużo czasu zabierze zmiana polityki wobec Rosji - powiedział.

- Są momenty, kiedy można wygrać, ale są też takie, kiedy trzeba patrzeć bardziej realistycznie i wyciągnąć tyle, ile się da - podsumował.