Grodzka o "śledztwie" tygodnika "wSieci": Bzdury wyssane z palca. To zbiór insynuacji i kłamstw

Anna Grodzka o doniesieniach tygodnika "wSieci" mówi twardo: to zbiór insynuacji i kłamstw. - Warto rozważyć pozew, ale jeszcze nie wiem, czy go złożę. Nie chcę przypadkiem spełnić celów autora - mówi w rozmowie z Gazetą.pl posłanka i kandydatka na prezydenta.
Najnowszy numer tygodnika "wSieci" przedstawił czytelnikom wyniki swojego "dziennikarskiego śledztwa" ws. Anny Grodzkiej. Co udało się ustalić gazecie? Z tekstu dowiadujemy się np., gdzie i z kim mieszka posłanka, jak wygląda rozkład jej dnia oraz z kim wyjeżdża na wakacje.

Tygodnik insynuuje też, że kandydatka na prezydenta nie jest osobą transpłciową i "przebiera się" wyłącznie na potrzeby politycznego spektaklu. Ma o tym świadczyć fakt, że transseksualistka mieszka z heteroseksualną kobietą. "Czy Anna Grodzka dalej pozostaje Krzysztofem Bęgowskim?" - pyta "wSieci", powołując się na dziennikarski obowiązek.

O komentarz do rewelacji gazety poprosiliśmy samą posłankę.

Grodzka: Cały artykuł to zbiór insynuacji i kłamstw

Anna Grodzka: Doniesienia tygodnika "wSieci" są po prostu wyssane z palca. Pewnie większość z nas znalazła się kiedyś sytuacji, w której ktoś oskarżył nas o coś absurdalnego. Nie wiadomo, co wtedy robić: tłumaczyć się, nie komentować? Co zrobić z emocjami? Artykuł gazety to paszkwil i bezprzykładna napaść, zbiór insynuacji i kłamstw. Na podstawie kilku tendencyjnie zinterpretowanych faktów można napisać wszystko, jeśli tylko jest takie zapotrzebowanie. Dlatego powstał ten tekst: impulsem do jego napisania było najprawdopodobniej ogłoszenie mojego startu w wyborach prezydenckich.

Nie mam nic do ukrycia, jeśli tylko dotyczy to sfery publicznej. Ale o sprawach prywatnych, intymnych nie chcę i nie muszę mówić. Pytania, które mi zadawano podczas pracy nad artykułem, w cywilizowanym świecie uznano by za skandaliczne. Do tego trzeba wielkiej głupoty i złej woli, a także niewiedzy o transseksualności.

"Warto rozważyć pozew. Ale nie chcę przypadkiem spełnić celów autora"

Łatwo podjechać do domu, w którym mieszkam, i zrobić zdjęcie. Trudniej jest przedstawić sprawę taką, jaka jest w rzeczywistości. Dom, w którym mieszkam, to bliźniak - w jednej części mieszkają moi przyjaciele: Stanisława Lalka Podobińska i jej mąż, Piotr. Ale o tym autor już nie wspomniał. Skalę kłamstwa pokazują też szczegóły: nigdy rano nie zacięła mi się brama, nie mam w domu męskich ubrań. To wszystko bzdury.

Myślę, że warto rozważyć pozew, ale jeszcze nie wiem, czy go złożę. W kategoriach prawniczych prawo jest po mojej stronie, ale nie chcę przypadkiem spełnić celów autora. Myślę, że robienie PR-u tygodnikowi to ostatnia rzecz, na której mi teraz zależy.

Lalka Podobińska: Za takie insynuacje oboje z mężem składamy pozew

Do publikacji "wSieci" na Facebooku odniosła się też Lalka Podobińska, którą, według tygodnika, z Grodzką "łączy nie tylko zależność służbowa". Współpracowniczka posłanki już zapowiedziała, że wraz z mężem złoży pozew przeciwko gazecie:



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!