Stempin: Cipras udowodnił, że jest gotów pogwałcić dziewiczą solidarność unijną w kwestii rosyjsko-ukraińskiej

Okrzyknięty w międzyczasie Aleksandrem Wielkim Cipras, ?igrając z ogniem?, podbija na razie własną cenę. W marcu skończą się mu pieniądze z Unii. Wtedy albo Grecja zbankrutuje, albo, co prawie niemożliwe, uzyska świeże pieniądze na rynkach finansowych. Albo co najbardziej prawdopodobne, potulniej usiądzie do rokowań z UE - pisze prof. Arkadiusz Stempin.
"Cipras igra z ogniem" - tak skomentował wczoraj postępowanie greckiego premiera europoseł Manfred Weber z siostrzanej chadeckiej partii Angeli Merkel. Na myśli miał stanowisko greckiego premiera zarówno w kwestii nałożonych na Rosję unijnych sankcji, jak i wobec deklarowanego odejścia od kursu oszczędzania i dalszego reformowania kraju.

Unia razem, choć nie bez przeszkód

Na wczorajszym posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych w Brukseli Grecja jako jedyna stawiała twarde veto wobec zaostrzenia sankcji, będących przecież odpowiedzią na współodpowiedzialność Moskwy za ostatni atak separatystów w Mariupolu, gdzie rakiety przeszywały bloki mieszkalne i samochody na ulicach, a śmierć poniosło 30 Ukraińców. Wprawdzie postawy unijnych członków na sankcje są generalnie zróżnicowane - kraje bałtyckie, Wielka Brytania, Polska (a także Donald Tusk jako prezydent Rady Europejskiej) i Niemcy Merkel opowiadają się za twardym kursem, podczas gdy Węgry, Słowacja, Austria i Włochy reprezentują stanowiska od krytycznego po dezawuujące.

W Brukseli udało się jednak ustalić wspólną linię nakierowaną na zaostrzenie sankcji. Aż Rosja wcieli w życie układ z Mińska, zawiesi na Ukrainie pomoc dla separatystów, zmuszając ich do zawieszenia broni. Grecja w Brukseli ostatecznie ugięła się i przyjęła stanowisko Wspólnoty. Wpływ na to miały nie tylko perswazje unijnych ministrów, ale i wizyta przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schultza w Atenach. Schultz, który w przeciwieństwie do Angeli Merkel cieszy się u Hellenów opinią "dobrego Niemca", wprawdzie zdecydowanie odrzucił redukcję długu, ale zapowiedział inne możliwości wyjścia naprzeciw poturbowanej kryzysem i polityką zaciskania pasa Grecji. Dziś w Atenach przebywa kolejny emisariusz z Brukseli - szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem. Możliwe jednak, że do Greków bardziej od nacisku dyplomatycznego przemówiły płynące z rynków finansowych suche fakty.

"Dziewicza unijna solidarność"

W ubiegłym roku rząd poprzedniego premiera Samarasa upłynnił dwie duże obligacje. I to bez pomocy Unii. Inwestorów do zakupu przekonały przeprowadzane reformy oszczędnościowe. Wczoraj z kolei, po oświadczeniu Martina Schultza dla prasy, że Grecja będzie jednak szukać porozumienia z UE, spadło oprocentowanie na trzyletnie greckie obligacje rządowe.

Obecne gierki Aten to jednak niestety zapowiedź przyszłych z nimi kłopotów. Teraz już także na odcinku polityki zagranicznej. Na razie szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini mogła odtrąbić sukces. Demonstrowana w ostatnich miesiącach jednomyślność i solidarność unijna wobec Putina wzmocniła pozycję Brukseli jako globalnego gracza. Ale premier Aleksis Cipras udowodnił, że jest gotów pogwałcić dziewiczą solidarność unijną w kwestii rosyjsko-ukraińskiej. A w Grecji osiągnięcia poprzednika, który bolesną polityką oszczędnościową niemal zrównoważył bieżący budżet.

Grecki szantaż

Cipras jednak woli szantażować Wspólnotę groźbą współpracy grecko-rosyjskiej, by w ten sposób albo dostać się w objęcia nowego sponsora, skoro dotychczasowy wzdraga się przed dalszą pomocą na greckich warunkach, podczas gdy rosyjski minister finansów Anton Siljanow w wywiadzie dla CNBC ogłasza wszem i wobec, że Rosja "rozważa pomoc finansową dla Grecji". Albo też Cipras chce pozyskać rosyjski rynek zbytu dla owoców i warzyw. Po tym, jak w ubiegłym roku 600 000 ton moreli oraz innych owoców i warzyw zgniło w hurtowniach słonecznej Hellady. Tragedia wyjątkowo namiętnie i z oburzeniem komentowana na ateńskiej ulicy.

Choć istotnie, 60 procent moreli i 90 procent truskawek trafia z Grecji do Rosji. A 1 greckiego PKB pochodzi z sektora rolniczego, z którego produkcja dociera głównie na rosyjski rynek. Grecja z kolei nie istnieje bez rosyjskiego gazu i rosyjskiej ropy. Całościowa wymiana handlowa między obydwoma krajami wynosi 9,3 mld euro. Bez uwzględnienia rzeszy rosyjskich turystów, spędzających urlop na Półwyspie i na greckich wyspach.

Głębia grecko-rosyjskich relacji

Związki grecko-rosyjskie sięgają znacznie głębiej. Dla wielu Greków Rosjanie uchodzą za religijnych pobratymców. A nierzadko obydwa kraje łączyła ze sobą wspólnota politycznych celów. Ostatnio podczas wojny na Bałkanach pod koniec lat 90., gdy rządy w Moskwie i Atenach oponowały przeciwko natowskim nalotom na Serbię.

Ale głębia obecnych relacji grecko-rosyjskich pozostaje nieznana. Wiadomo jednak, że nie tylko lewicowa Syriza premiera Ciprasa, ale i koalicyjna, prawicowa "Partia Niezależnych Greków" utrzymuje kontakty z Putinem. Jej lider, Panos Kammenos, bawił niedawno w Moskwie. Czy jednak, tak jak "Front Narodowy" we Francji, otrzymuje ze szkatuły kremlowskiej subwencje - nie wiadomo. Natomiast całkiem oficjalnie rosyjski ambasador w Atenach jako pierwszy z zagranicznych dyplomatów pośpieszył do nowego premiera greckiego z gratulacjami. I został przyjęty przed ambasadorami z UE.

"Teraz wszyscy jesteśmy Ciprasem"

Grając rosyjską kartą, Cipras wywiera presję na UE. I wymusza poluzowanie bolesnej terapii oszczędnościowej. Mało tego, nowy grecki premier próbuje stworzyć koalicję biedaków z południa Europy. "Przeciwko dyktatowi Angeli Merkel". I namawia ich, by przyłączyli się do greckiego żądania redukcji długu. Rządowi w Atenach widmo spłaty wierzycielom do sierpnia tego roku sumy 6,7 mld euro spędza sen z powiek. Ale redukcja długu hiszpańskiego kosztowałoby UE 6,6 mld, a włoskiego 10 mld euro. We Włoszech postulat Ciprasa, odrzucenia "dyktatu Merkel", już zaraził sporą część politycznego establishmentu. Nawet po prawej stronie. "Da się żyć także wtedy, gdy odrzuci się te wszystkie szalone pomysły Europy", zachwyca się greckim premierem lider ultraprawicowej Lega Nord - Matteo Salvini. Na co dzień naturalny sojusznik Marine Le Pen. A włoska ulica skanduje: "Przed dwoma tygodniami wszyscy byliśmy Charlie Chebdo, teraz wszyscy jesteśmy Ciprasem".

Wydaje się jednak, że okrzyknięty w międzyczasie Aleksandrem Wielkim Cipras, "igrając z ogniem", podbija na razie własną cenę. W marcu skończą się mu pieniądze z Unii. Wtedy albo Grecja zbankrutuje, albo, co prawie niemożliwe, uzyska świeże pieniądze na rynkach finansowych. Albo co najbardziej prawdopodobne, potulniej usiądzie do rokowań z UE.

Więcej o: