Rulewski: Król węgiel odchodzi w przeszłość, jak to się stało z parowozem

"Kryzysu w górnictwie węglowym nie da się przeczekać ani przełożyć na lata następne. Mamy do czynienia z chorobą przewlekłą" - ocenia legenda "Solidarności", senator PO Jan Rulewski. Wg polityka porozumienie rządu z górnikami KW nie wystarczy, by sytuację uspokoić. Dlatego trzeba rozmawiać. "Przesilenie na Śląsku wskazuje, że niemała część opinii publicznej już więcej nie chce płacić za jego wyjątkowość. Czuje się odepchnięta od partycypacji we wspólnocie III RP" - napisał Rulewski w "Rz".
Górnicy Jastrzębskiej Spółki Węglowej rozpoczęli strajk. To kolejny pożar na Śląsku, z którego gaszeniem będzie musiał sobie poradzić rząd Ewy Kopacz.

Legendarny lider "Solidarności" z lat 80. Jan Rulewski, uważa, że sytuacja w górnictwie wymaga poważnych działań. Jak napisał w dzisiejszej "Rzeczpospolitej", kłopotów nie rozwiązują posunięcia, takie jak porozumienie rządu z górnikami Kompanii Węglowej. Według Rulewskiego porozumienie i podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy o górnictwie, powinny być "preludium do nowego otwarcia w sprawie rzeczywistych reform".

"Kryzysu w górnictwie węglowym nie da się przeczekać ani przełożyć na lata następne.

Oto mamy do czynienia z chorobą przewlekłą, wzmożoną zawałem cenowym na rynkach energetycznych świata, ofensywą klimatologów, a przede wszystkim zestarzeniem się cywilizacji węgla. Król węgiel odchodzi do przeszłości, jak to się stało z parowozem. Próżna jest zatem wiara w bogatego prywatnego inwestora. Wyzwanie, które rzucili Amerykanie łupkami czy nawet Niemcy z energią odnawialną, straszy niczym autostrady zastępujące szosy" - ocenił.

Dlatego, jak podkreślił senator PO, najważniejszym krokiem powinien być powrót związkowców do Komisji Trójstronnej, "bez warunków wstępnych".

"Przesilenie na Śląsku wskazuje, że niemała część opinii publicznej już więcej nie chce płacić za jego wyjątkowość. Czuje się odepchnięta od partycypacji we wspólnocie III RP" - napisał Jan Rulewski w "Rz".

Wszyscy mają swój wkład

Senator - i doświadczony działacz związkowy - przekonuje, że wina za kłopoty w górnictwie nie leży po jednej stronie. "Górnicy zarzucają nam, politykom, dezercję. Ale przecież mocą paktu o przedsiębiorstwie mają w radach nadzorczych swoich przedstawicieli. To zgodnie z ich powinnościami zatwierdzono nie tylko strategie kopalń, ale i płace, m.in. zgodne lub niezgodne z kominówką".

Rulewski przyznał, że władza państwowa, na której spoczywa główna odpowiedzialność za sytuację w spółkach skarbu państwa, dołożyła swoje do dzisiejszych problemów na Śląsku. "Była zbyt spolegliwa, ale to nie usprawiedliwia ignorancji tych, którzy żyją z kopalń, ich funkcjonowania i zarządzania, jako że władza odchodzi, a górnicy pozostają".

Więcej o: