Kaczyński: Możemy wygrać wybory, może wtedy nastąpić nowy 1989 rok

Strajki górników mogły być grą na zdymisjonowanie Kopacz, a Duda ma szanse na wygraną w drugiej turze. Potem w wyborach samorządowych może nastąpić "nowy 1989 rok, o podobnej skali odrzucenia starego systemu". PiS w Sejmie nie będzie nawet potrzebował koalicjanta - stwierdza Jarosław Kaczyński w rozmowie z "Do Rzeczy".
Prezes Prawa i Sprawiedliwości w wywiadzie z tygodnikiem "Do Rzeczy" mówi między innymi o ostatnich protestach górników i porozumieniu, jakie opracował rząd. Według Jarosława Kaczyńskiego na całej sytuacji jak zwykle ucierpieli niewinni pracownicy, płacąc za błędy osób "na górze". Do tego cała sytuacja mogła być pułapka na Ewę Kopacz, mającą doprowadzić ją do dymisji. Taki scenariusz zasugerowała Barbara Fedryszak-Radziejowska, a Kaczyński przyznał, że mogła to być gra obliczona na zwiększenie poparcia dla obecnego prezydenta. - Miało dojść do szerszego protestu, w pewnym momencie Bronisław Komorowski daje do zrozumienia, że Ewa Kopacz musi odejść i wprowadza własnego premiera - tłumaczy ten scenariusz Kaczyński. - To bardzo awansowałoby jego pozycję przed wyborami, umocniło jego władzę - wyjaśnia.

"Na Śląsku codziennie podejmowaliśmy działania"

W kontekście wyborów prezydenckich pojawiła się też kwestia kandydata PiS Andrzeja Dudy i jego obecności podczas protestów górników. Kaczyński tłumaczy, że jego partyjny kolega był na miejscu jeszcze przed szefem Solidarności Piotrem Dudą i że naciskał on na prezydenta w sprawie ustawy górniczej. - Sam byłem na wiecu, przemawiałem, zażądaliśmy wycofania się z likwidacji kopalń, mówiliśmy, że to nie pensje górników, ale koszty zarządów są przyczyną kłopotów kopalni - codziennie w tej sprawie podejmowaliśmy działania - zapewnia.

Zapytany o to, dlaczego Andrzeja Dudy nie było na Śląsku podczas największych manifestacji, stwierdził, że nie było powodu, żeby tam był. - Górnicy mogliby nam powiedzieć: "Przepraszamy, ale jednak nie chcielibyśmy tego protestu polityzować", i to trzeba zrozumieć - odparł.

Dziennikarz postawił też pytanie, czy "protest zaskoczył PiS, a Andrzej Duda został przykryty Piotrem Dudą". Prezes odpowiedział, że to "nieustanny zarzut tzw. prawicowych publicystów i nie wiadomo co zrobić, żeby go uchylić".

- Jest pan zadowolony z kampanii Dudy? - pyta dziennikarka. - Tak - odpowiada krótko prezes, dodając, że kampania tak naprawdę jeszcze w pełni nie ruszyła.

"Racjonalne działanie lewicy"

W kwestii szans kandydata PiS Kaczyński liczy na drugą turę, którą Duda wygra. Będzie miał jednak dużą pracę do wykonania wobec kontrkandydatów mniejszych partii, czyli PSL i SLD. Kandydaturę Magdaleny Ogórek nazwał przy tym interesującym pomysłem. - Ja bym tej kandydatury nie lekceważył - stwierdził. - Jeśli okazałoby się, że ma jaką taką orientację, że jest jakoś przygotowana, to ma szanse na dwucyfrowy wynik - jest młodą kobietą i będzie prawdopodobnie jedyną kandydatką. To może być racjonalne działanie lewicy - zaznaczył.

Kaczyński nie traktuje jednak Ogórek jako sojusznika w walce przeciwko Komorowskiemu. - Jej wysunięcie ma za zadanie przetrwanie SLD na scenie politycznej - ocenia.

"Nowy 1989 r."

Szanse na wygranie wyborów parlamentarnych przez partię opozycyjną Kaczyński ocenia pozytywnie. - Możemy wygrać, tylko potrzebna będzie wielka mobilizacja - mówi. - Myślę nawet, że może nastąpić nowy 1989 r. - o podobnej skali odrzucenia starego systemu - stwierdza prezes PiS, dodając, że w kraju rośnie potrzeba zmiany, która nie daje o sobie znać w badaniach opinii. Podobnie zmian mieli nie widzieć komuniści w roku 1989. - Przystąpili do wyborów, bo z badań im wychodziło, że będzie całkiem nieźle - tłumaczy Kaczyński.

- Nastrój zmiany rośnie podskórnie i widać to na co dzień w bezpośrednich kontaktach z ludźmi - dodaje. O wyborach myśli więc optymistycznie i uważa, że PiS nie będzie nawet potrzebował w Sejmie koalicji.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: