Balcerowicz: Niebywale wspaniałomyślny program dla górników. Ale to nie reforma. Reformą jest całkowita prywatyzacja

- Redukcja zatrudnienia i cięcie kosztów powinny być oczyszczeniem pola przed szybką i całkowitą prywatyzacją - mówi Leszek Balcerowicz w ?Newsweeku?. Jego zdaniem porozumienie z górnikami to nie reforma, ale wstęp do reformy. Ekonomista ostro krytykuje rządy PO, która jego zdaniem tylko odwleka rozwiązywanie problemów.
Leszek Balcerowicz, były wicepremier i minister finansów, przekonuje w "Newsweeku", że porozumienie rządu z górnikami to nie reforma, ale jedynie wstęp do reformy górnictwa. "Redukcja zatrudnienia i cięcie kosztów powinny być oczyszczeniem pola przed szybką i całkowitą prywatyzacją" - wskazuje ekonomista. Zaznacza, że to jedyna skuteczna metoda odpolityczniania przedsiębiorstw.

"Od początku wiadomo, że taka polityka jest niedobra"

Balcerowicz przyznaje, że opór górników nie może dziwić, bowiem zależy im na państwowym właścicielu, czyli miękkim i ustępującym. Były premier ostro krytykuje dotowanie nierentownych kopalń. "To jest taka nasza mała Grecja, gdzie administracja otrzymywała trzynastki i czternastki, choć państwo zmierzało do bankructwa" - mówi.

Ekonomista nie zostawia też suchej nitki na rządach PO. Jego zdaniem zmiany powinny być głębsze i przeprowadzone wcześniej, jednak nie pozwala na to słynna strategia "ciepłej wody w kranie", czyli polityczny pragmatyzm, a nawet - jak chce Balcerowicz - oportunizm. "Od początku było wiadomo, że taka polityka jest niedobra. Odwleczone problemy i tak trzeba będzie kiedyś rozwiązać" - podkreśla ekonomista.

"To jest jakiś nowy marksizm"

Zdaniem Balcerowicza program restrukturyzacji górnictwa jest "niebywale wspaniałomyślny". "Gdy więc obserwujemy protesty związkowców z tak uprzywilejowanej grupy, należy czuć moralne oburzenie" - zaznacza. Ubolewa też nad faktem, że blokujący drogę obywatel byłby uznany za przestępcę, a czyniący to samo związkowiec jest patriotą, któremu przyklaskuje opozycja rządu.

Prowadzący wywiad Rafał Kalukin zauważa jednak, że protesty górników broniących swoich interesów są zrozumiałe. "Z faktu, że coś jest zrozumiałe, nie wynika, że jest usprawiedliwione" - ucina Balcerowicz. A pytany o to, czy kiedykolwiek był na dole, w kopalni, odpowiada: "To jest jakiś nowy marksizm. Nie byłeś na dole to niczego nie zrozumiesz" - denerwuje się.

Krytyka kapitalizmu? "Aberracja"

"Odrzucam mit wciąż jeszcze pokutujący wśród wielu intelektualistów, że tylko praca fizyczna jest wartościowa. Weźmy Karola Modzelewskiego, dla którego kapitalizm niezmiennie jest wrogiem i który wielbi tę swoją marksowską klasę robotniczą. A jeśli ktoś równie ciężko pracuje jako kupiec albo handlowiec, to jest już godnym pogardy kapitalistą?" - grzmi Balcerowicz. Kalukin kontruje - przecież Modzelewski jest coraz uważniej słuchany. "Jeśli ktoś już 50 lat temu wygłaszał opinie żałosne z intelektualnego punktu widzenia, to głosząc je nadal, staje się żałosny do kwadratu" - mówi ekonomista.

Balcerowicz uważa też, że krytycy kapitalizmu głoszą utopie i nie mają do zaproponowania nic w zamian. A nawet jeśli, sprowadza się to do "importu intelektualnej tandety z Zachodu". "Powtarzane w Polsce antykapitalistyczne kawałki są odgrzewanymi kotletami" - zaznacza ekonomista. I powtarza tezę, że "bycie antykapitalistą w kapitalizmie to lukratywne zajęcie".

Dodaje też, że antykapitalistyczne idee to "aberracja". "Dla ludzie rozpowszechniających je nie mam szacunku - ani za ich intelekt, ani za moralność" - kwituje.

Cała rozmowa w najnowszym "Newsweeku".