Cimoszewicz wieszczy upadek SLD: Znikną ze sceny po wyborach parlamentarnych. "Miller kończy kiepsko"

- SLD w wyniku swojej kiepskiej polityki stał się jak roślina, która niszczy wszystkie inne w otoczeniu - mówi Włodzimierz Cimoszewicz w rozmowie z "Newsweekiem". Ocenia też kandydatkę Sojuszu na urząd prezydenta: - Ma szansę pozytywnie zaskoczyć, choć początek był fatalny.
Ogłoszenie kandydatury Magdaleny Ogórek w wyborach prezydenckich z ramienia SLD był zaskakujący, również dla osób związanych z partią. Włodzimierz Cimoszewicz okazuje się mniej krytyczny wobec niej niż większość komentatorów. - Ta kandydatka ma szansę pozytywnie zaskoczyć. A jeśli jej się nie uda, to niewiele zaszkodzi SLD, podobnie jak i niewiele pomoże - ocenia w "Newsweeku" i dodaje, że Ogórek "będzie pewnie najlepiej wykształconym kandydatem w całej stawce".

Jednocześnie były premier przyznaje, że "początek był wprost fatalny". - Pani Ogórek prawdopodobnie popełniła błąd polegający na tym, że w momencie wyrażenia zgody nie powiedziała jasno dżentelmenom z SLD, że od tej chwili to ona decyduje o wszystkim i nie pozwoli na narzucanie jej czegokolwiek - mówi.

Postulat zmiany prawa "pochopny i radykalny"

Krytycznie ocenia też termin ogłoszenia kandydatury. - To niewątpliwy nietakt wobec rodziny Józefa i wszystkich, którzy emocjonalnie zareagowali na jego śmierć. To również błąd, ponieważ pani Ogórek znalazła się na starcie w bardzo niezręcznym położeniu - wyjaśnia.

Przestrzega też przed "pochopnymi i radykalnymi deklaracjami, jak ta o potrzebie zmiany całego prawa w Polsce".

SLD niszczy wszystko w otoczeniu

Cimoszewicz gorzko podsumowuje działania Leszka Millera. - Może jeszcze parę lat udawać, że to, co robi, jest poważną polityką, ale prawda jest taka, że od jakiegoś czasu nie jest to poważna polityka. Miller chyba zawsze był przekonany o wyższości socjotechniki nad budowaną przez lata wiarygodnością - stwierdza i dodaje: - Miller kończy kiepsko.

Wieszczy też rychły koniec Sojuszu na polskiej scenie politycznej. - Jest coraz bardziej prawdopodobne, że po najbliższych wyborach parlamentarnych partia zniknie ze sceny politycznej (...). SLD w wyniku swojej kiepskiej polityki stał się jak roślina, która niszczy wszystkie inne w otoczeniu - stwierdza. Podkreśla jednak, że elektorat SLD nie przeniesie swoich głosów na Janusza Palikota, którego przegrana "była łatwa do przewidzenia".

"Ryszard już się politycznie nie liczy"

Były premier mówi w wywiadzie o politycznych powrotach. Przeczuwa powrót Wojciecha Olejniczaka i Grzegorza Napieralskiego ("Może się okazać, że wyrzucający go z partii prędzej znikną ze sceny politycznej niż powracający"), jednak stanowczo zaprzecza temu, że wrócić powinien Aleksander Kwaśniewski. Zauważa, że w Polsce były prezydent nie stanowi poważnego autorytetu, ale jest szanowany i doceniany za granicą.

Kolejną osobą, która nie liczy się już w polityce jest zdaniem Cimoszewicza Ryszard Kalisz. - Ryszard rzeczywiście już się politycznie nie liczy - mówi. Podkreśla jednocześnie, że on sam nie zamierza wracać do polityki i nie żałuje decyzji o wycofaniu się z wyborów prezydenckich w 2005 r. - Obrona honoru i godności własnej, a także najbliższych, bywa trudna, ale zawsze powinna być oczywista. Wydaje mi się, że to nie ja powinienem żałować, że 10 lat temu w wyniku przestępstwa popełnionego wobec mnie musiałam się tak zachować. 20 lat temu coś podobnego zrobiono Oleksemu. W jego wypadku przeprosiny przyszły za późno. W moim jeszcze nikt się nawet nie zająknął - tłumaczy.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: