Ogórek kandydatką SLD. ''Zrobiła uczciwy doktorat. Nie wiem, po co jej to'', ''proces marginalizacji SLD''

- W żadnym poważnym państwie żadna poważna partia nie wysunęłaby na urząd prezydenta osoby, która nie pełniła istotnej funkcji, nie wygrała żadnych poważnych wyborów, nie stworzyła żadnego środowiska - pisze w ?Gazecie Wyborczej? Jacek Żakowski. Goście Janiny Paradowskiej w TOK FM zgodzili się, że wystawianie kandydata bez doświadczenia jest błędem.
- SLD poprzez wystawienie kandydatury Magdaleny Ogórek kontynuuje proces marginalizacji. Poważna do niedawna partia, która pretendowała do bycia trzecią siłą w Sejmie, po prostu się pogubiła. Widać wyraźnie, że zaczęły się tam ruchy odśrodkowe. Pani Ogórek jest rodzajem figowego listka kompromisu w tym ugrupowaniu - stwierdził prof. Janusz Czapiński na antenie TOK FM i dodał, że "możemy się z tego śmiać, ale działaczom nie powinno być do śmiechu".

Z kolei Jan Ordyński dziwił się, że Ogórek zgodziła się na kandydowanie. - Oglądałem jej publiczne występy, wypowiedzi na temat Kościoła w Polsce - zupełnie merytoryczne i wygłaszane bez podniecenia politycznego i tezy. Zrobiła uczciwy doktorat. Nie wiem, po co jej to - zastanawiał się. Dzień ogłoszenia kandydatury Ogórek nazwał skandalem.

"Kandydatka całej lewicy"

W piątek Leszek Miller ogłosił, że kandydatką SLD w wyborach na prezydenta Polski zostaje Magdalena Ogórek. - Jest symbolem odrodzenia zmiany pokoleniowej, symbolem otwarcia na młode europejskie pokolenie, jest symbolem zgody narodowej - mówił na konferencji prasowej szef Sojuszu.

Sama Ogórek podkreśliła, że chce być "kandydatką całej lewicy" i będzie zabiegać o wsparcie różnych środowisk.

Wiele osób zwróciło uwagę na niefortunny termin ogłoszenia kandydatury. Stało się to bowiem kilka godzin po tym, jak media podały, że nie żyje legenda lewicy Józef Oleksy.

Jeszcze jedna ładna dziewczyna

- Pani Ogórek się wyróżnia. Jest elegancką kobietą, merytoryczną ekspertką. Pytanie, czy to gwarantuje sukces? SLD w wyborach na prezydenta Warszawy również postawiło na nieznanego kandydata. Plakaty tego pana wisiały na każdym wiadukcie i to miało być takie nowe otwarcie i nowa twarz SLD. A uzyskał czwarte miejsce i 4,5 procent głosów - przypomniał Andrzej Godlewski.

W nawiązaniu do billboardów Paradowska stwierdziła, że w polskich miastach jest "tyle plakatów z ładnymi dziewczynami". - Jeszcze jeden plakat z ładną dziewczyną może równie dobrze reklamować pastę do zębów, herbatę, jak i urząd prezydenta - dodała.

Kandydat antyestablishmentowy

Ordyński upatruje w Magdalenie Ogórek kandydatkę dla osób zmęczonych politykami establishmentu. - Jeżeli PiS będzie dezawuować kandydaturę Bronisława Komorowskiego, a kampania będzie prowadzona w "tonie smoleńskim i zmory narodowej", to Ogórek może uzyskać "bezpieczny rezultat, około 7-8 proc".

- A skąd! - oburzył się Czapiński, który ocenia, że kandydatka SLD - w najlepszym wypadku - uzyska około 4 proc. głosów.

- Wiele osób będzie głosowało na nią jako na młodą, atrakcyjną kobietę i inteligentną odpowiedź. A na Korwin-Mikkego dlaczego tyle osób głosowało? Nie dlatego, że go tak kochają, tylko dlatego, że odrzucają towarzystwo, które teraz jest - stwierdził Ordyński i dodał: - To jest osoba, która nie uczestniczyła w życiu politycznym. Start w wyborach prezydenckich powinien być ukoronowaniem kariery, a nie początkiem.

Godlewski dziwił się też decyzją o zawieszeniu Grzegorza Napieralskiego w prawach członka partii. - On powinien być punktem odniesienia. Pięć lat temu uzyskał 15 proc. głosów. Teraz kandydat lewicowy powinien przynieść większe poparcie - zauważył.

- Jestem bardzo za promowaniem młodych, ale jestem też za tym, żeby zaczynali chociaż od samorządu. Urząd prezydenta RP wydaje mi się jednak sprawa poważną. Leszek Miller powinien wystartować normalnie jako lider partii - dodała Paradowska.

SLD balansuje na granicy błędu

Głos na temat kandydatury Magdaleny Ogórek jako kandydatki Sojuszu w wyborach prezydenckich komentowali dziś liczni komentatorzy. Eliza Olczyk zauważa w "Rzeczpospolitej", że niekoniecznie chodzi o to, żeby Magdalena Ogórek wybory wygrała. "Francuscy doradcy i tak zalecali Sojuszowi, by odpuścił sobie wybory prezydenckie, bo ich główny cel to jesienne wybory parlamentarne" - pisze. Dodaje, że właśnie tak patrząc na decyzję Sojuszu, Ogórek jest kandydatką idealną - zapewni partii Leszka Millera zainteresowanie mediów. 

Jest też jedno "ale": "Jeżeli Magdalena Ogórek osiągnie słaby wynik, poniżej 5 proc., to ostatecznie może przynieść partii więcej szkody niż pożytku. Bo gdy się balansuje na granicy progu wyborczego, a SLD od kilku tygodni jest właśnie w takiej sytuacji, to najmniejszy błąd może zepchnąć ugrupowanie w pozaparlamentarną otchłań" - pisze Olczyk.

Krytyczny jest za to Jacek Żakowski. W "Gazecie Wyborczej" pisze co prawda, że nic nie ma przeciwko Ogórek, a nawet ceni jej "wyważone poglądy i kompetencje w sprawie katolicyzmu", ale ma jedno poważne "przeciw": "W żadnym poważnym państwie żadna poważna partia nie wysunęłaby na urząd prezydenta osoby, która nie pełniła istotnej funkcji, nie wygrała żadnych poważnych wyborów, nie stworzyła żadnego środowiska, ani nie jest wielkim autorytetem w żadnej ważnej sprawie".

Wszystkie niezbędne kompetencje

Magdalena Ogórek jest doktorem nauk humanistycznych, pracowała w kancelariach Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera, w MSWiA, była ekspertką klubu SLD. Jest autorką książek "Polscy templariusze - mity i rzeczywistość" i "Beginki i waldensi na Śląsku i Morawach do końca XIV w.". Była też komentatorką i prezenterką telewizyjną. Zdaniem Millera "ma wszystkie niezbędne kompetencje, by sprawować urząd prezydenta RP".

Więcej o: