Gosiewska odpowiada "SE". "Na wschodnią gościnność trzeba uważać i być asertywnym. Ja tę asertywność zawsze miałam"

- Nie byłam na żadnej imprezie. Jedyne, co się zgadza, to to, że faktycznie spóźniłam się pięć minut na odprawę. Rozważam kroki prawne - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Małgorzata Gosiewska. Odpowiada w ten sposób na zarzuty "Super Expressu", który pisał, że posłanka PiS pod wpływem alkoholu wywołała awanturę na charkowskiem lotnisku.
Małgorzata Gosiewska awanturowała się w święta z obsługą lotniska w Charkowie. Spóźniła się na odprawę i próbowała wstrzymać lot - donosi " Super Express". Wedle anonimowych źródeł dziennika Gosiewska, która wraz z partyjnym kolegą Piotrem Pyzikiem odwiedziła Donbas w celu spotkania się z tamtejszymi Polakami, w czasie lotniskowej awantury była pod wpływem alkoholu.

Podobną wersję wydarzeń przedstawiła w rozmowie z nami prosząca o anonimowość osoba znająca szczegóły incydentu.

- Oboje byli pijani, jakby przyjechali prosto z imprezy. Krzyczeli do obsługi: "My, Polacy, wam tutaj pomagamy, a wy nie chcecie nam lotu wstrzymać?!". Wyglądało to naprawdę niezręcznie, szczególnie że robiły to osoby - wydawałoby się - na poziomie - opowiadał nasz rozmówca. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy także samą Małgorzatę Gosiewską.

"Nie byłam na żadnej imprezie"

Posłanka PiS podkreśla, że "Super Express" przedstawił nieprawdziwą wersję wydarzeń z lotniska w Charkowie. - Nie byłam na żadnej imprezie. Jedyne, co się zgadza, to to, że faktycznie spóźniłam się pięć minut na odprawę na lotnisku i w związku z tym leciałam dzień później, opłaciwszy dodatkowo zakupiony bilet - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl. Zaznacza też, mając zapewne na uwadze niedawną sprawę "posłów madryckich", że jej wizyta nie była opłacana przez Kancelarię Sejmu.

- Co więcej, wykorzystano też moje zdjęcia z Facebooka, które umieściłam tam w czasie drogi powrotnej. Było to podczas sześciogodzinnego oczekiwania na lotnisku w Kijowie na przesiadkę. To kolejne nadużycie - twierdzi Gosiewska i podkreśla, że "rozważa kroki prawne" wobec tabloidu.

"Trzeba być asertywnym"

- Każdy, kto mnie zna, wie, że pod wpływem alkoholu mnie nikt nie widział. Nie nadużywam alkoholu, nie mam w zwyczaju tego robić. A już szczególnie będąc gdzieś na dalekim wyjeździe i wykonując swoje obowiązki - zapewnia posłanka PiS i podkreśla, że o żadnej awanturze nie mogło być mowy.

- Byłam na lotnisku, prosiliśmy wraz z drugim posłem [Piotrem Pyzikiem] panią, która już zamknęła odprawę, by jednak nas przepuściła, że to nie jest duże spóźnienie, że nie zablokowałoby wylotu samolotu w żaden sposób. No ale pani była nieubłagana i wskazała nam miejsce, gdzie możemy sprawdzić następny lot. Tak uczyniliśmy - zapewnia posłanka i podkreśla, że oskarżenia wobec niej formułowane są tylko na podstawie anonimowych źródeł.

A co z wytłumaczeniem, którego udzieliła "Super Expressowi", mówiąc o "jednym piwie"? - Jeśli z miejsca noclegowego trzeba wyjść przed piątą, to tak naprawdę człowiek nie kładzie się już spać. To jest nie ranek, tylko przedłużenie nocy - ostatnie rozmowy, ostatnie pożegnania - mówi posłanka o godzinach poprzedzających jej planowany odlot z Charkowa.

Gosiewska przekonuje też, że jest wyczulona na "wschodnią gościnność" i nie pozwoliłaby sobie na nadużywanie alkoholu. - Zawsze wszystkich na tę sprawę uczulałam, m.in. gdy organizowałam misje obserwacyjne polskiego Sejmu do Gruzji. Po wielokroć mówiłam, jak Wschód jest gościnny i jak bardzo należy na tę gościnność uważać, i jak bardzo być asertywnym. I ja tę asertywność zawsze miałam - zapewnia.

"Rząd kłamał w sprawie ewakuacji Polaków"

Gosiewska w rozmowie z nami mówiła także o celu swojej wizyty na Ukrainie. - Pojechałam tam zobaczyć, jak w rzeczywistości, a nie w deklaracjach, wygląda polska pomoc humanitarna i sytuacja Polaków na Wschodzie - tłumaczy i podkreśla, że rządowe obietnice były dalekie od stanu faktycznego.

- Rząd po raz kolejny nas okłamał - nas, parlamentarzystów z Komisji Łączności z Polakami za Granicą i polskie społeczeństwo, ale przede wszystkim okłamani zostali Polacy znajdujący się w Donbasie w trudnej sytuacji. Nimi się po prostu zabawiono - mówi posłanka PiS. Zwraca uwagę, że polska pomoc humanitarna nie trafiła bowiem wcale do rąk Polaków. - Polskie organizacje nie były przewidziane jako odbiorcy tej pomocy - zauważa.

Gosiewska dodaje również, że Polacy mieszkający w Donbasie od tygodni byli zwodzeni w sprawie ich ewakuacji do Polski.

- To dramatyczna gra ludzkim losem i cierpieniem, ponieważ pierwotnie wskazywano, że jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia samochody z pomocą humanitarną będą mogły część Polaków zabrać w drogę powrotną - zauważa posłanka. Dodaje, że później obiecywano przeprowadzić całą akcję przed Nowym Rokiem, ale jak na razie wciąż do ewakuacji nie doszło (MSW poinformowało, że będzie ona przeprowadzona między 12 a 31 stycznia).

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!


Bieńkowska, Putin, wybory... [NAJLEPSZE MEMY ROKU] >>>



Więcej o: