W piątek lekarze 12 mln Polaków nie otworzą gabinetów. Czym jest i skąd się wzięło Porozumienie Zielonogórskie?

W piątek 13 tys. lekarzy zrzeszonych w Porozumieniu Zielonogórskim nie otworzy gabinetów. Mają pod opieką 12 mln pacjentów. To silna karta przetargowa. Co roku organizacja grozi zamknięciem gabinetów i stawia warunki Ministerstwu Zdrowia. Skąd się wzięli?
Nie ma porozumienia pomiędzy Ministerstwem Zdrowia a częścią lekarzy w sprawie kontraktów na 2015 rok. 40 proc. gabinetów lekarskich może być zamkniętych od 2 stycznia. Resort dogadał się m.in. z Porozumieniem Pracodawców Ochrony Zdrowia. Ale z Porozumieniem Zielonogórskim i trzykrotnie mniejszym Kolegium Lekarzy Rodzinnych - nie.

Co to jest PZ?

Dziś Porozumieniu szefuje Jacek Krajewski, lekarz rodzinny z Dolnego Śląska. PZ działa w 14 województwach i zrzesza 13 tys. lekarzy z całej Polski. Opiekują się oni 12 milionami pacjentów. To silna karta przetargowa.

Inicjatywa lekarzy rodzinnych z Zielonej Góry powstała w 2003 roku i szybko rozrosła się w Federację Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia. Zażarcie walczy o to, by zmiany forsowane przez Ministerstwo Zdrowia lub NFZ w żaden sposób nie odbiły się na członkach PZ.

Są skuteczni. Powtarzający się niemal co roku szantaż "1 stycznia nie otworzymy gabinetów" działa.

Co roku groźba: Nie otworzymy gabinetów

W 2004 roku, kiedy negocjacje z resortem nie dały efektu, drzwi gabinetów faktycznie zostały po raz pierwszy zamknięte i choć trwało to zaledwie kilka dni, spowodowało chaos i długie kolejki w przyszpitalnych przychodniach. Ludzie byli wściekli.

Na przełomie 2005 i 2006 roku negocjacje z ministrem zdrowia (wówczas Zbigniewem Religą) trwały jeszcze w sylwestrową noc.

W 2007 roku jeden z członków PZ - Marek Twardowski - został wiceministrem zdrowia w rządzie PO. Nie spodobało się to części lekarzy, a wkrótce trójka inicjatorów PZ - Elżbieta Tomiak, Robert Sapa i Janusz Tylewicz - opuściła szeregi organizacji.

Rok temu awantura wybuchła o eWUŚ. Fundusz zapowiadał, że po 1 stycznia nie będzie płacił za pacjentów, których prawa do świadczeń nie potwierdza elektroniczny system weryfikacji ubezpieczonych, ale ostatecznie z tego zapisu Fundusz się wycofał. Z kolei w 2012 roku na receptach lekarzy zrzeszonych w OPZL i PZ pojawiły się słynne pieczątki "refundacja do decyzji NFZ".

"Federacja ma na celu ochronę praw i reprezentowanie interesów swoich członków wobec dysponentów publicznych i prywatnych środków przeznaczonych na finansowanie usług medycznych, związków zawodowych, organów władzy i administracji państwowej, organów samorządu terytorialnego oraz innych organizacji".

Co to oznacza? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze.

Chcemy więcej pieniędzy i wolnego w środę po południu

W tym roku kierownictwo PZ nie chciało zgodzić się na dodatkowe obowiązki dla lekarzy rodzinnych w związku z wprowadzeniem od 1 stycznia tzw. pakietu onkologicznego. O nieścisłościach przepisów i procedur pisaliśmy już w połowie grudnia.

Lekarze PZ domagali się, by resort określił minimalny czas trwania wizyty na 15 minut, zmniejszenia biurokracji i liczby badań lub zwiększył stawkę za jednego pacjenta. Teraz stawka bazowa to 8 zł.

17 grudnia zgodzili się na zwiększenie finansowania podstawowej opieki zdrowotnej o 1 mld 100 tys. zł. Teraz - według relacji ministra zdrowia - domagają się 2 mld zł.

Inne żądania PZ to - wg Arłukowicza - wnoszenie przez pacjentów opłaty za "przekroczenie progu przychodni", możliwość zamknięcia przychodni na 20 dni roboczych w roku, skrócenie czasu pracy przychodni w każdą drugą środę miesiąca do godziny 14 oraz zrezygnowanie ze szkoleń z zakresu onkologii dla lekarzy rodzinnych i zniesienie kontroli jakości świadczonych usług.

Obie strony kopią na ślepo

- Trzeba płacić za leczenie pacjentów, a nie za to, że ktoś się zapisał do lekarza. To nie jest wina ministra, tylko osób, które reformę przygotowały - komentowała w TOK FM Joanna Solska z tygodnika "Polityka". Podkreślała jednak, że jeśli po Nowym Roku w przychodniach będzie bałagan, Arłukowicz może zapłacić stanowiskiem.

Zdaniem Solskiej lekarze przestraszyli się pakietu onkologicznego i nie wiedzą, ile on ich tak naprawdę będzie kosztował. - Nie wiem, skąd się wzięła kwota 2 mld złotych - mówiła.

- Lekarze z Porozumienia zachowują się nie do końca odpowiedzialnie - stwierdziła w TOK FM Solska. - Wszyscy rodzinni nie są zadowoleni z ustaleń. Mają swoje uwagi i one są zasadne. Ale nie wolno używać takiej broni, że się pacjenta nie wpuszcza do przychodni. Obie strony konfliktu poruszają się na ślepo.

Urlopy były ważniejsze, teraz na noże

Utyskiwanie lekarzy na pakiet onkologiczny pojawiły się niedawno, choć rozmowy z resortem trwały od kilku miesięcy. - Oni jeszcze kilka dni temu rozmawiali o tym, żeby przychodnia mogła pójść na urlop! - oburzała się Solska. - Obie strony zachowują się nie fair w stosunku do pacjentów - stwierdziła Solska.

I zauważyła, że obie strony zaostrzają stanowiska. - Ale lekarze nie mają prawa mówić, że - jak taksówkarze - będą brali pieniądze za otwarcie drzwi. Brak pieniędzy na służbę zdrowia jest problemem ważnym, ale o tym się nie rozmawia dwa dni przed końcem roku - powiedziała dziennikarka "Polityki" w TOK FM.

Nie chodzi o pieniądze, tylko o chaos

Powszechne są komentarze, że lekarze robią "skok na kasę" i próbują wyszarpnąć jak najwięcej dla siebie. Z tym nie zgadza się Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej: Wszystkich dotknie chaos związany z nieudolnym wprowadzaniem pakietu onkologicznego. Jest on elementem fatalnego rozwiązania, które się szykuje Polakom od 2015 roku. Minister usłyszał od praktycznie wszystkich, że system jest źle przygotowany.

Co będzie 2 stycznia?

Porozumienie Zielonogórskie działa w większości województw - lekarzy, którzy należą do PZ, jest od kilkunastu do kilkudziesięciu proc. W mateczniku organizacji - woj. lubuskim - problem w piątek 2 stycznia może być największy. Aż czterech na pięciu rodzinnych nie podpisało umów z NFZ na przyszły rok.

Niestety, w wielu powiatach będzie podobnie - szpitale powiatowe staną się jedynym miejscem pomocy. W województwach podlaskim, podkarpackim, lubelskim, warmińsko-mazurskim ponad 50 proc. przychodni nie ma kontraktów na przyszły rok i nie rozpocznie 2 stycznia pracy.

Plan B ministra Bartosza Arłukowicza oznacza, że na szpitalnych oddziałach ratunkowych czy w izbach przyjęć może być na prawdę gorąco - na razie nie wiadomo, czy negocjacje zostaną wznowione. Teraz trwa festiwal oskarżeń - minister zdrowa, zarzuca lekarzom rodzinnym szantaż i skok na kasę, a lekarze ministrowi manipulację i kłamstwa.