Porozumienie Zielonogórskie: Arłukowicz nie jest partnerem do rozmów. Rzucił w nas oskarżeniami

Zdaniem Porozumienia Zielonogórskiego to Bartosz Arłukowicz zerwał negocjacje. - Na konferencji wygłosił kilka tez, które wypaczają przebieg rozmów. Próbował oczernić naszą grupę - mówił Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie. Dr Marek Twardowski, który prowadził rozmowy, stwierdził, że Arłukowicz nie jest dla niego partnerem do rozmów.
- Wszystko miało spaść na lekarzy. Minister jest fantastyczny. Tymczasem lekarze onkolodzy mówią, że to co stworzył minister, jest beznadziejne - mówił dr Marek Twardowski, członek zarządu Federacji na konferencji Porozumienia Zielonogórskiego (PZ).

- Przyszedłem na te rozmowy i to, co zobaczyłem, przerosło moje oczekiwania. To spotkanie miało się zakończyć porozumieniem, ale minister od początku nie zakładał takiego scenariusza. Odpowiadał "nie" albo w ogóle się nie ustosunkowywał. To są kłamstwa Arłukowicza. Manipuluje opinią publiczną. Chce zdewaluować pracę lekarzy - podsumował.

Fiasko rozmów ministra z PZ

Przedstawiciele PZ nawiązali do fiaska poniedziałkowych rozmów z resortem zdrowia ws. funkcjonowania podstawowej opieki zdrowotnej w 2015 r. Oznacza to, że od 2 stycznia zamkniętych może być ok. 40 proc. gabinetów POZ w całej Polsce.

Minister zdrowia zarzucił PZ "próbę szantażu" innych lekarzy oraz pacjentów. Poinformował też, że działacze Porozumienia Zielonogórskiego zgłosili w poniedziałek kolejne żądania, w tym zwiększenia finansowania podstawowej opieki zdrowotnej o 2 mld zł. Zaznaczył, że dziwi to o tyle, że jeszcze 17 grudnia PZ zgadzało się na kwotę 1,1 mld zł, którą proponuje resort zdrowia.

W tym roku kolejnych negocjacji MZ z lekarzami już nie będzie.

"Arłukowicz nie jest partnerem do rozmów"

Negocjacje prowadził dr Twardowski na wyraźną prośbę ministra, "bo on nie umie się dogadać z Porozumieniem Zielonogórskim". - Byłem na najdziwniejszych negocjacjach w moim życiu. Arłukowicz nie jest partnerem do rozmów. Rozmawiałem z Sikorskim, z Religą, Kopacz, ale to był pewien poziom. Strony obie były trudne, chciały się porozumieć, ale rozmowy kończyły się porozumieniem. Praktyki zawsze, poza incydentem z roku 2010 były otwarte - stwierdził Twardowski.

Ostatnie rozmowy nie przyniosły jednak rezultatów. - Ochrona zdrowia jest niedofinansowana cała. Minister Religa dobrze mówił, bo chciał, żeby składka zdrowotna wynosiła 13 proc. U nas jest 9 proc. Za tyle nikt zdroworozsądkowy nie jest w stanie zapewnić dobrej opieki obywatelom - mówił Twardowski. - Próbuje się, zrzucając winę na lekarzy, sprawić wrażenie, że rząd jest dobry. My walcząc o swoje, walczymy o pacjentów. Oni przychodzą do lekarza, a nie do rządu. Nie może być tak, że nie mamy należytych środków, żeby zdiagnozować pacjenta - podsumował Twardowski.

"Nie ma pacjentów, nie ma pieniędzy"

Porozumienie nie chce dać za wygraną, bo jak twierdzi, pieniędzy na leczenie w POZ w 2015 jest za mało. - W pierwszym etapie pan minister zabiera nam środki na leczenie, bo 1 stycznia ponad 2,5 mln pacjentów zaświeci się w systemie eWUŚ na czerwono - mówił Krajewski. Jak wyjaśnił ci pacjenci, nie będą mieli finansowanych świadczeń przez NFZ dopóki nie złożą deklaracji. - Nie ma pacjentów, nie ma pieniędzy - dodał.

- Pozostałe środki, które dokładał pan minister, to są pieniądze na narzędzia, dermatologię, okulistykę, obsługę i informatyzację. Razem tworzą stawkę kapitacyjną na każdego pacjenta to 136 zł 80 gr. Tymczasem badanie dodatkowe, które będziemy mieli wykonywać np. USG tarczycy czy jamy brzusznej, kosztuje od 50 do 100 zł, spirometria to jest ok. 45 zł. Jeśli wykonać te badania u każdego pacjenta, to one zjadają tę stawkę kapitacyjną - podsumował Krajewski.

Pacjent musiałby mieć nalepkę na czole: "nie dostałem się do POZ"

Krajewski stwierdził, że Porozumienie nie zażądało dodatkowo 2 mld zł tak, jak mówił Arłukowicz. - 2 mld pojawiły się dlatego, że po 17 grudnia minister zwołał konferencję, na której poinformował, że jeśli praktyki będą zamknięte po 1 stycznia, to za każdą wizytę w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym NFZ będzie płacił 45 zł. To my spodziewając się 160 mln wizyt pacjentów, wyliczyliśmy, że ta kwota musi być 2 mld wyższa - powiedział Twardowski.

A swoją drogą, powiem to jako były dyrektor szpitala, pacjent musiałby mieć nalepkę na czole: "nie dostałem się do POZ" lub "jestem z POZ-u". Ja nie umiem odróżnić pacjentów. Dlatego wiem, że nie otrzymałbym dodatkowego grosza - krytycznie ocenił pomysł wprowadzenia opłaty 45 zł Twardowski.

"Minister rzucił w nas oskarżeniami"

- Myśmy mówili o stawce dodatkowej 11 zł miesięcznie na pacjenta i żeby były dodatkowe środki np. dla chorych na cukrzycę - stwierdził. - Generalnie pan minister rzucił w nas pewnymi oskarżeniami. Próbował oczernić naszą grupę, która reprezentuje 14 województw, a w kraju skupia 5 tys. przychodni - dodał Krajewski.

Twardowski wyjaśnił, że we wspomnianej kwocie 11 zł są koszty utrzymania kliniki, personelu i przeprowadzenia dodatkowych badań. - Walczyliśmy to, żeby żaden lekarz w Polsce nie usłyszał, że oszczędza na zdrowiu pacjentów - mówił Krajewski.

- Możemy mieć zdanie, że nieprzygotowane reformy uderzają w możliwość sprawowania dobrej opieki nad pacjentem. Nie możemy pozwolić sobie na improwizację - stwierdził Krajewski i dodał, że związkowcom zależało na tym, aby sposób wprowadzania reformy przedyskutować. Tymczasem działacze z porozumienia odnieśli wrażenie, "że pan minister szuka pretekstów, żeby negocjację zakończyć".



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!


Bieńkowska, Putin, wybory... [NAJLEPSZE MEMY ROKU] >>>



Więcej o: