"Bywa, że ktoś spowiada się z jedzenia mięsa w piątek, a nie zauważy, że pała nienawiścią do swojej rodziny"

- Ludzie już nie wyznają: "proszę księdza, nie odmówiłem trzy razy pacierza", tylko mówią: "proszę księdza, ja z Panem Jezusem nie rozmawiałem" - opowiada ks. Bogdan Bartołd. - Ludzie nie tylko wymieniają swoje grzechy. Oni szukają ich genezy - dodaje ks. Grzegorz Michalczyk. Ale czy zawsze tak wygląda spowiedź? O przeżywanie wiary w ten szczególny czas - świąt Bożego Narodzenia - zapytaliśmy dwóch księży.
Boże Narodzenie to "szaleństwo ze strony Boga" - mówi nam ks. Grzegorz Michalczyk z Duszpasterstwa Środowisk Twórczych. Ks. prałat Bogdan Bartołd przypomina z kolei, że święta to czas, by "w końcu pomyśleć trochę o sobie, żeby potem móc dać coś innym". Obu duchownych pytamy o dojrzewanie religijne i przeżywanie świąt - to rodzinne i to duchowe.

Istotą świąt Bożego Narodzenia jest...

Ks. Grzegorz Michalczyk z Duszpasterstwa Środowisk Twórczych: ...przyjście Chrystusa na ziemię. Najprościej mówiąc: wszechmogący Bóg stał się jednym z nas. Stał się kruchym, słabym człowiekiem, by przełamać w tym świecie wszystko, czego sami o własnych siłach przełamać nie możemy: zło, grzech, śmierć. Bóg stał się człowiekiem. I to nie królem w złotym pałacu, tylko małym dzieckiem położonym w biednym żłóbku. To szaleństwo ze strony Boga: dzieje się coś nieodwracalnego - Jezus Chrystus, Syn Boży, pozostaje człowiekiem na zawsze. Świadomość tego wydarzenia to źródło niesamowitej mocy i nadziei, gdy patrzymy na to, co nas przeraża i przerasta.

Ks. prałat Bogdan Bartołd z archikatedry warszawskiej: Dla chrześcijan te święta są jednymi z najważniejszych świąt liturgicznych. My, chrześcijanie, wierzymy, że Jezus Chrystus przychodzi do nas jako obiecany Zbawiciel. Ktoś, kto sprawił, że przyjaźń między człowiekiem a Bogiem została przywrócona.

W tym okresie więcej osób przychodzi do Kościoła niż zazwyczaj?

Ks. Bartołd: Oczywiście. Dziś, mimo swojego zabiegania i zajęcia się sprawami doczesnymi, mamy też możliwość wniknięcia w historię przygody z Bogiem. W okresie adwentu są organizowane dni skupienia i rekolekcje. Po to by człowiek oderwał się od świata doczesnego i pomyślał trochę o sobie.

O sobie?

Ks. Bartołd: Tak, o sobie. O swoim życiu duchowym. Z myślenia o sobie, z miłości do siebie samego, zaczyna się miłość do bliźniego. Oczywiście w kontekście miłości do Boga. Musimy mieć sami zaplecze duchowe, by umieć dzielić się z innymi. Nie wyobrażam się dzielić z innymi czymś, czego sam nie będę posiadał: bogactwem duchowym i wartościami.

Więcej osób też przystępuje w tym czasie do spowiedzi?

Ks. Michalczyk: Tak. Mam wrażenie, że osoby, które praktykują wiarę, stają się dziś bardziej dojrzałe religijnie. Nie tylko wymieniają grzechy, które popełniły, ale szukają też ich genezy. Umieją spojrzeć głębiej. Czasem fundamentalną kwestią jest nasz stosunek do ludzi, świata: to, czy uważam ludzi za wrogich, czy pielęgnuję relacje pełne nienawiści. Bywa tak, że ktoś wyspowiada się z jedzenia mięsa w piątek, a nie będzie dostrzegał, że pała nienawiścią wobec członków rodziny.

Zdarza się, że ludzie, którzy powierzchownie przeżywali swoją religijność, odchodzą z Kościoła. Ci, którzy zostają - choć przyznajmy: nie jest to dziś szczególnie modne - wierzą coraz głębiej. To zwłaszcza widać po młodych ludziach, których - wbrew temu, co się często mówi - nie jest tak mało w Kościele. Myślę, że w pewien sposób następuje oczyszczenie religijne.

Ks. Bartołd: Jestem księdzem prawie 30 lat i dostrzegam poprawę w tym, w jaki sposób Polacy się spowiadają. Nikt z nas nadal nie wychodzi poza 10 przykazań bożych i 5 kościelnych, różnica polega jednak na podejściu. Kiedyś mieliśmy podejście bardziej jurydyczne: nie modliłem się, ukradłem coś. Teraz jest więcej spowiedzi pogłębionych. Bóg nie jest traktowany wyłącznie jako prawodawca. Coraz więcej osób spowiada się z tego, że nie odpowiadają na miłość bożą. Ludzie już nie wyznają: "proszę księdza, nie odmówiłem trzy razy pacierza", tylko mówią: "proszę księdza, ja z Panem Jezusem nie rozmawiałem".

Ale są też i tacy, którzy świętują, ale nie z powodów religijnych. Mój znajomy - ateista - jeszcze nigdy nie odpuścił sobie pasterki.

Ks. Bartołd: Nie mamy bramki w drzwiach kościoła, która będzie badała naszą skalę wiary czy niewiary. Jezus mówi jasno: przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście. Być może ten znajomy po jakimś czasie, obcując z tą rzeczywistością duchową, zostanie obdarzony łaską wiary. Może jest poszukujący.

Z jednej strony rozumiem, że dla niewierzącego człowieka kontakty z Bogiem są kompletnie oderwane od rzeczywistości. Nie rozumiem jednak, kiedy taki ktoś stara mi się narzucić swój sposób widzenia i uważa, że powinienem swoje uczucia religijne zamknąć w takiej przestrzeni, w której nikt nie będzie ich widział i słyszał. To jest dyskryminacja najczystszej wody.

Ks. Michalczyk: Nieraz nawet zdeklarowani ateiści obchodzą święta. Przychodzą na pasterkę, bo mają sentyment z dzieciństwa, bo jest to element naszej kultury. Osobiście nie do końca ich rozumiem. Oczywiście nie ma żadnego zakazu, ale jestem daleki od tego, żeby zachęcać niewierzących, by uczestniczyli w religijnych obrzędach kościelnych. Nie widzę w tym sensu. Szanuję to, że są osobami niewierzącymi, ale jestem przekonany, że Eucharystia, liturgia, sakramenty są przeznaczone dla osób, które pragną bliskiej więzi z Chrystusem.

Pamiętam dyskusję sprzed kilku lat, gdy okazało się, że formalnie w Wigilię post nie obowiązuje. Wtedy podniosły się oburzone głosy niektórych ateistów, że Kościół odbiera najważniejsze elementy ich tradycji. Tylko czasem ta tradycja przypomina wydmuszkę: jest zwyczaj, ale nie ma istoty. Zresztą mówienie o poście wigilijnym to chyba hipokryzja, bo trudno znaleźć dzień, w którym człowiek byłby bardziej najedzony niż po zjedzeniu owej "postnej" kolacji.

To, że ludzie spotykają się z rodziną, dają sobie prezenty, nastawiają się na radosny czas, to tylko wydmuszka?

Ks. Michalczyk: Niekoniecznie. Nie wątpię, że osoby niewierzące mogą przeżywać te święta w sposób głęboki, dla siebie właściwy. Byłoby absurdem wymagać od niewierzącego, by obchodził święta religijnie. Myślę, że dobrze, jak ludzie przeżywają coś razem, jak siedzą przy stole, są otwarci na przebaczenie i pojednanie.

Z drugiej jednak strony nie można odciąć się od genezy tych świat. Nie możemy nagle zacząć mówić, że to nie są święta Bożego Narodzenia, tylko jakieś "święta zimowe", w ramach poprawności politycznej. To zjawisko jest już coraz częstsze w Europie. Słowo "Christmas" pojawia się coraz rzadziej. Dla ludzi wierzących powinno być istotne to, na ile dostrzegamy w tych dniach coś więcej niż tylko wymiar międzyludzkich relacji.

Ks. Bartołd: Współczesny świat proponuje nam choinkę, bombkę, dobra konsumpcyjne. Często te święta ograniczają się do tego, że mamy kilka dni wolnych od pracy, ewentualnie spotykamy się z rodziną. Jeśli aspekt duchowy będzie dominujący, to uświadomimy sobie, dlaczego obchodzimy Boże Narodzenie. Otworzymy się na bliskich. Zrozumiemy, że to, czego najbardziej potrzebują, to nie prezenty, ale coś o wiele bardziej cennego. Nasz czas. By ze sobą pobyć, porozmawiać. Może nawet pomodlić się przed wieczerzą wigilijną.

Według badań CBOS z 2011 roku 29 proc. Polaków uważa Boże Narodzenie za święto religijne. 51 proc. - za rodzinne.

Ks. Michalczyk: Święta Bożego Narodzenia to są święta rodzinne. Znajdą się więc osoby, które będą uznawały je za okazję do spotkania z innymi przy stole, rozmowy, zjedzenia dobrych potraw. Nie ma w tym nic złego. Są też osoby, które traktują święta jako dni wolne. Dziś coraz więcej osób wyjeżdża. Traktują te dni jako dodatkowe wakacje, kiedy można np. pojeździć na nartach.

Bywa, że jest to też ucieczka od rodziny. Znam przypadki, gdy rodzice, nie akceptując kolejnych nowych związków swoich dzieci, albo innych trudnych rodzinnych sytuacji, nie spędzają świąt w domu. Małżeństwo się rozpadło, pojawia się nowa osoba i problem: kogo zaprosić, kogo nie. Jak się ustosunkować do pierwszej żony syna, a jak do drugiej. Wtedy wyjazd jest ucieczką przed konfrontacją z rzeczywistością.

Ks. Bartołd: Jako ksiądz chciałbym, żeby wigilia miała charakter rodzinno-religijny. Wigilia chyba nie może się stać tylko i wyłącznie obrzędowością świecką. Jeśli ktoś nie ma w pełni przekonania religijnego, ale czyni jakieś dobro i tymi znakami się posługuje, może to być wstęp do czegoś więcej. Nie uważam, że wigilia jest zarezerwowana tylko dla tylko osób głęboko wierzących. Chrystus przychodzi do wszystkich, a szczególnie do tych, którzy się mają gorzej.

Więcej o:
Komentarze (158)
"Bywa, że ktoś spowiada się z jedzenia mięsa w piątek, a nie zauważy, że pała nienawiścią do swojej rodziny"
Zaloguj się
  • kalasanty18

    0

    Ks.Bartołd zwykł rozpoczynać homilie od słów: "Panie premierze Jarosławie Kaczyński"!

  • zerozer52

    Oceniono 1 raz 1

    A ja mam w doo...pie KK i żądam wyniesienia się go z kraju.

  • nonono778899

    0

    odnośnie tytułu, przecież to nasza polska - katolicka tradycja - czyli dwulicowość, czyż nie ? poza tym jak patrze na ten kraj i inne, jak sobie uchwalają te dni, święta i inne cuda na kiju, to tak jakby każdy od urodzenia miał już swój plan jakie dni obchodzić, gdzie być w tym czasie, nie wiem czy ktoś się nad tym zastanawia no patrząc na to to wygląda inaczej niż powinno

  • panto_krator

    Oceniono 2 razy 0

    Ciekawe rozważania, choć brakuje mi w nich podkreślenia, że każdy człowiek powinien dążyć do Zbawienia (własnego i cudzego), a "dobry nastrój" to dla Chrześcijanina sprawa drugo, albo trzeciorzędna.

  • papaleone

    Oceniono 4 razy 0

    Pamiętajcie, że dawanie pieniędzy dla księdza po kolędzie, to łapówka za życie wieczne!

  • sselrats

    Oceniono 2 razy 0

    Nie - waz - ne. Wazne,z e na tace daja i kasa do Watykanu idzie.

  • malpapolska2

    Oceniono 3 razy -1

    Prafrazujac samego Ghandiego;"chetnie stalbym sie nie wierzacym , tak jak kazdy z Was tu komentujacych, ale czujac tyle jadu i nienawisci-pozostane katolikiem, bo przynajmniej znam ten syf, i juz mnie niczym nie zaskoczy..."

  • dust-on-the-wind

    Oceniono 6 razy 0

    dzieki spowiedzi idiocie staremu dziadowi franciszkaninowi mój 16-letni syn )niegdyś ministrant!!!)stracił wiarę i przestał chodzić do kościoła. Nie wiem co ten stary cap mu powiedział ale chętnie obiłbym mu ten tepy ryj. Dzięki takim durniom księża do pustych ścian gadaja.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX