Trzej Królowie przybyli do stajenki? Tylko ani oni królami nie byli, ani ich nie było trzech... [PYTAMY BIBLISTĘ]

Dla Józefa, Maryi i Jezusa nie było miejsca w gospodzie? Błąd! - Nie chodzi ani o gospodę, ani o zajazd w obcej miejscowości, tylko o kwaterę - miejsce w izbie, prawdopodobnie u rodziny Józefa - mówi nam świecki teolog prof. Michał Wojciechowski. To niejedyny fakt dotyczący narodzin Jezusa, o którym mogliście nie wiedzieć.
Czy Józef chciał się rozstać z Maryją? Dlaczego? Ilu było króli, którzy przybyli do Jezusa? Czy rzeczywiście byli królami? O to wszystko pytamy prof. Michała Wojciechowskiego, świeckiego teologa, autora książki "Bóg stał się dzieckiem. Objaśnienie Ewangelii dzieciństwa Jezusa".

Karolina Słowik, Gazeta.pl: Skąd wiemy, kiedy narodził się Jezus?

Prof. dr hab. Michał Wojciechowski: Tę datę obliczono pod koniec epoki starożytności. Według kalendarza rzymskiego był to rok 754 od założenia Rzymu. Tę datę przyjęto w średniowieczu za punkt początkowy kalendarza, pierwszy rok kalendarza chrześcijańskiego.

Ale Jezus nie urodził się w 1 roku n.e.

- W istocie było to 8 lub 7 lat wcześniej. Ta informacja jest dziś powszechnie znana. Można łatwo to sprawdzić, zaglądając do tabeli chronologicznej Biblii Tysiąclecia czy do encyklopedii. Pierwszą wskazówkę znajdziemy w Ewangelii według św. Łukasza, która wspomina, że Oktawian August zarządził spis ludności w Imperium Rzymskim. O tym, że odbył się w 8 roku p.n.e., informuje nas napis wykuty w kamieniu. Dodatkowo możemy wysnuć wniosek, że Jezus urodził się trochę wcześniej, bo między jego narodzinami a śmiercią Heroda ewangelia opisuje wiele wydarzeń.

Józef, by się zarejestrować, wyruszył z Maryją z jej domu rodzinnego w Nazarecie do Betlejem - miasta jego przodków. Jak wyglądał wtedy spis powszechny? Po co właściwie go prowadzono?

- Głównym celem spisu - z punktu widzenia władzy rzymskiej - były kwestie podatkowe. August chciał ustalić status i liczbę obywateli rzymskich, bo podatki płacono w zależności od statusu i miejsca zamieszkania. Warto pamiętać, że obywatelem wówczas mógł być tylko pełnoletni mężczyzna pochodzący z klasy średniej, który był zasymilowany z klasą rzymską. Rejestrowano też, czy dany obywatel miał żonę i dzieci.

Z wyników spisu wynika, że obywateli rzymskich było ponad milion, natomiast cała ludność imperium jest obliczana na dobre kilkadziesiąt milionów. Na pewno nie wszyscy podróżowali w czasie spisu. Ale dla mieszkańca imperium korzystniej było zarejestrować się tam, skąd pochodził, i tam, gdzie miał ewentualnie kawałek ziemi - stąd podróż Józefa i Maryi.

Józef z Maryją, która była już w zaawansowanej ciąży, by dotrzeć z Nazaretu do Betlejem, musiał pokonać około 163 km. Według Google Maps taka droga może zająć 38 godzin, gdy idzie się pieszo. Musiało to zająć co najmniej dwa dni.

- Zajęło na pewno więcej niż dwa dni. Maryja mogła jechać na ośle, zresztą tak pokazuje ikonografia.

Gdy już przybyli do Betlejem, Ewangelia św. Łukasza wspomina, że "nie było dla nich miejsca w gospodzie".

- Nie chodzi ani o gospodę, ani o zajazd w obcej miejscowości, tylko o kwaterę - miejsce w izbie, prawdopodobnie u rodziny Józefa. Ówczesne domy były niewielkie, zbudowane z gliny. Dzieliły się na izbę i oborę dla zwierząt. Prawdopodobnie u krewnych Józefa izba była zatłoczona. Wygodniej więc im było się położyć na pryczy obok zwierząt.

Dziś wyobrażamy sobie to jako szopkę lub czasem grotę. Pierwsi chrześcijanie przyjęli jednak, że Jezus urodził się w grocie. To skojarzenie ma związek z wypasem zwierząt. Gdy pasły się dalej od domu, to zapędzano je na noc do grot. To był powszechny zwyczaj w rejonie śródziemnomorskim.

"Maryja znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie" - czytamy w Ewangelii św. Mateusza. To znaczy, że chciał się rozstać z Maryją?

- Miał wątpliwości. Małżeństwo żydowskie jest dwuetapowe. Pierwszy etap to zaręczyny: mąż i żona byli sobie ślubowani, ale nie zamieszkiwali jeszcze razem. W tym czasie dopuszczano już współżycie, bo zerwanie tego związku wymagałoby rozwodu. Natomiast drugi etap to była przeprowadzka żony do domu męża. Maria i Józef byli już sobie przyrzeczeni, ale nie zamieszkali jeszcze razem i nie współżyli - co podkreśla ewangelia.

Wiadomość o ciąży musiała więc Józefa zbulwersować. Jako przyzwoity człowiek nie chciał robić skandalu czy oskarżać żony o zdradę małżeńską. Postanowił rozwieść się i wyprowadzić. Wówczas dziecko uchodziłoby za jego, a on mieszkałby oddzielnie. Tak to sobie po ludzku wyobraził. Potem jednak otrzymał objawienie, że dziecko poczęło się w wyniku bożej interwencji. W oczach świata Jezus uchodził za syna Józefa.

Trzej Królowie przybyli do stajenki, bo zobaczyli gwiazdę, która może wcale gwiazdą nie była. Dziś mówi się, że była to kometa lub zbliżenie się na niebie dwóch planet.

- W starożytności gwiazdami nazywano zarówno same gwiazdy, jak i planety, komety i meteoryty. Niektórzy uważają to za cud lub za legendę. Jednak większość uczonych skłania się ku opinii, że było to zjawisko astronomiczne. Klasyczna hipoteza Keplera sprzed ponad czterech wieków głosi, że było to zbliżenie na niebie Jowisza i Saturna w 7 roku p.n.e. W pobliżu był jeszcze Mars, więc musiało być to wyjątkowe zjawisko. Te gwiazdy dobrze wpisują się też w kontekst. Jowisz był gwiazdą królewską, a Saturn symbolizował m.in. naród żydowski.

Nasze dni tygodnia pochodzą od siedmiu ciał niebieskich, co zachowało się w nazwach angielskich: Sunday to dzień słońca, Monday - dzień księżyca, Saturday - Saturna. Z tego względu, że na sobotę przypada szabat, skojarzono planetę Saturn z narodem żydowskim. Jowisz obok Saturna oznaczał więc narodzenie króla żydowskiego.

Kim byli Trzej Królowie ze Wschodu?

- Nie wiemy, jak się nazywali ani ilu ich było. Później legenda dorobiła im godność królewską, imiona - Kacper, Melchior i Baltazar. Ustalono też, że było ich trzech, choć ewangelia o tym nie wspomina. Wymienione są tylko trzy różne dary. To byli mędrcy, a właściwie magowie. Magami nazywano astrologów w Babilonie i Persji, ale dokładnie nie wiemy, skąd pochodzili.

Na pewno byli obserwatorami nieba. Ich wnioski były jednak niedokładne, bo wyruszyli do Jerozolimy, by pytać o narodziny syna królewskiego. To zaniepokoiło Heroda - okrutnego i podejrzliwego władcę. Uznał to za szkodliwe plotki, bo syn mu się nie urodził w ostatnim czasie. Pozwolił jednak mędrcom szukać nowego króla, po czym próbował się go pozbyć, mordując dzieci.

Dlaczego?

- Może to i był bezbożnik, ale wierzył we wróżby. Zresztą rzeź niewiniątek też uchodzi często za legendę.

Święta Rodzina ustrzegła się przed nią, bo wcześniej udała się do Egiptu. Znowu pieszo. Tym razem do pokonania było około 600 km. Jak to możliwe, by pokonać taką trasę z małym dzieckiem?

- Ludzie kiedyś podróżowali w ten sposób. Egipt był jednym z ważniejszych krajów Imperium Rzymskiego. Droga wzdłuż morza była bardzo uczęszczana. Stały przy niej liczne gospody, ludzie maszerowali tłumnie.

Dziś też odbywają się piesze pielgrzymki do Częstochowy. Najdłuższa trasa liczy ponad 600 km. Ci, którzy przejdą tę trasę, nie uważają tego za specjalny wyczyn. Wtedy innej możliwości nie było. Bogatsi mieli konie, a biedniejsi podróżowali pieszo, brali muła lub osła do dźwigania bagażu.

Pojawiają się tezy, że Jezus nie przyszedł na świat w grudniu, tylko na przełomie kwietnia i maja. Dowodem na to mają być pasterze, którzy nie mogli pasać owiec zimą.

- Jeśli chodzi o pasterzy, to rozumowanie jest błędne. Począwszy od jesiennych deszczów, trawa tam jest najlepsza. To nie jest nasz klimat. Problem z paszą jest latem, kiedy wszystko wysycha. W starożytności obchodzono narodziny Jezusa zimą. Najpierw w styczniu, w okolicach naszego dzisiejszego święta Trzech Króli. Począwszy od IV wieku, przeniesiono święto na 25 grudnia, dłuższą noc w roku.

Czy pierwsi chrześcijanie obchodzili święta Bożego Narodzenia?

- Dokładnie tego nie wiemy. Możemy z pewnością stwierdzić, że narodziny traktowano jako objawienie się Chrystusa światu i łączono je ze świętem, które dziś obchodzimy jako święto Trzech Króli. Wtedy oznaczało pojawienie się świadków narodzin Jezusa. Narodziny łączono też ze świętem chrztu Jezusa w Jordanie, gdzie przed Janem Chrzcicielem i tłumem Jezus znów wystąpił publicznie. Te wydarzenia nazywamy świętem epifanii, czyli objawieniem dla świata.

Niektórzy twierdzą, że data 25 grudnia została zapożyczona od pogańskiego święta boga słońca.

- Tak, nawiązano do tego terminu. Może z zamiarem "ochrzczenia" go. Ale nie przypadkiem: to najdłuższa noc w roku, po której następuje coraz dłuższy dzień, który ma symbolizować Chrystusa jako nowe światło.

Warto też zwrócić uwagę na to, że starożytni chrześcijanie nie traktowali wierzeń pogańskich jak rzeczy szatańskiej, tylko niedoskonałej. Potępiali kult bożków, ale nie odrzucali dobrych intencji w poszukiwaniu Boga. Dlatego nawiązywali do ich zwyczajów, sztuki, moralności, filozofii.

Prof. dr hab. Michał Wojciechowski - pierwszy świecki profesor teologii w Polsce. Studiował na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie oraz Instytucie Katolickim w Paryżu. Pracował na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Obecnie wykłada na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Zajmuje się biblistyką i historią świata starożytnego epoki Nowego Testamentu. Jest autorem książki "Bóg stał się dzieckiem. Objaśnienie Ewangelii dzieciństwa Jezusa".