Informatyka i chemia tylko w pierwszej klasie, za to religia... przez trzy lata liceum, dwa razy w tygodniu. "Powrót do średniowiecza"

Praktycznie bez chemii i informatyki w klasie matematyczno-fizycznej w liceum? Taki przykład opisał nam słuchacz z Poznania, ojciec licealisty zbulwersowany tym, że przyszli inżynierowie nie mają możliwości nauki np. chemii w drugiej czy trzeciej klasie. - Za to religii jest aż nadto - mówi Piotr Zujewski.
A minister nauki zdziwiona. Za to od wykładowców słyszymy: "Najpierw skraca się naukę w liceum, a potem na studiach trzeba robić młodzieży zajęcia wyrównawcze. Bo studenci mają duże braki". Z matematyki, chemii czy fizyki.

Słuchacz TOK FM: Skąd te "białe plamy" w cyklu nauki w liceum?

Pan Piotr Zujewski, inżynier, jest ojcem ucznia pierwszej klasy liceum o profilu matematyczno-inżynieryjnym, z rozszerzonym programem nauczania matematyki i fizyki. Słuchacz TOK FM mocno się zdziwił, gdy syn przyniósł do domu rozpiskę z przedmiotami, których będzie się uczył w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie liceum.

- Moją uwagę przykuła "biała plama" w kilku przedmiotach w klasie drugiej i trzeciej - mówi pan Piotr. O jaką "białą plamę" chodzi? O lekcje np. z chemii, informatyki czy biologii, których w drugiej i trzeciej klasie w ogóle nie przewidziano. Są tylko w klasie pierwszej i to zaledwie jedna godzina w tygodniu. - A przecież chemia dla przyszłego inżyniera może być bardzo przydatna, np. jakby chciał się zająć polimerami, biochemią czy inżynierią materiałową. Już nie mówiąc o informatyce - dodaje nasz rozmówca.

Pan Piotr zwraca uwagę na coś jeszcze, co bardzo jasno wynika z tabelki: - Mamy taki figielek: dwie godziny lekcyjne religii przez trzy lata liceum - domyślam się, że w klasie drugiej i trzeciej jedna godzina religii będzie o profilu biologicznym, a druga chemicznym. Jest to powrót do średniowiecza - nie ma wątpliwości ojciec licealisty.

"Coś tu nie gra"

Słuchacz próbował interweniować: zaczął od szkoły, ale nic nie wskórał. - Rozmawiałem z dyrektorem, który w tej kwestii nic nie może zrobić, ponieważ jest to program zatwierdzony przez kuratorium. Zadałem pytanie retoryczne: czy na politechnice kierunki obejmują tylko naukę matematyki i fizyki; a gdzie jest miejsce chemii i biologii? - mówi Piotr Zujewski.

Dzwonił również do ministerstwa, ale i tu niewiele zdziałał, więc postanowił napisać też do nas. - Z jednej strony obcina się te lekcje w liceum, a z drugiej strony na uczelniach wyższych organizuje się dla nowych studentów zajęcia wyrównawcze. To jest, mogę powiedzieć wprost, niedorzeczność i absurd - dodaje. Nie zdradza, o jaką szkołę chodzi, bo - jak podkreśla - potrzebne są zmiany systemowe, a nie w jednej konkretnej placówce oświatowej.

Minister nauki: "Jestem zaskoczona"

Jak to możliwe, że w klasie sprofilowanej niejako technicznie, chemia czy informatyka jest tylko w pierwszym roku nauki w liceum? Minister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Lena Kolarska-Bobińska była tym zaskoczona. - Jestem zaskoczona, że na takim profilu nie ma więcej takich zajęć, bo większa liczba godzin wydawałaby się czymś naturalnym i zrozumiałym. Ja nie bardzo mogę ingerować czy wpływać, bo są to kwestie minister edukacji. Ale mogę poradzić, by domagać się i w szkole, i w kuratorium, by zajęć choćby z informatyki było więcej, bo przecież informatyka przydaje się wszędzie - mówi minister nauki.

Z kolei na nasze pytanie, czy rzeczywiście musi być tak, że na uczelniach trzeba organizować zajęcia wyrównawcze, pani minister odpowiada, że nie widzi w tym nic złego. - Myślę, że każdy uniwersytet czy politechnika powinien organizować zajęcia dokształcające, zresztą różnego typu, nie tylko z danego przedmiotu. Ale dobrze by było, aby także szkoły średnie bardziej myślały o takich zajęciach - zajęciach w małych grupach, na przykład takich, które właśnie mają trudności z nauką - dodaje szefowa resortu.

Wykładowca-matematyk: "Zamyka się młodym ludziom możliwość wyboru"

To, że młodzież, która trafia na studia, ma braki np. w przedmiotach ścisłych, potwierdzają wykładowcy. - Bywa, że nie znają podstaw fizyki, że praktycznie w ogóle w szkole nie robili zadań, nie potrafią się do nich zabrać - mówi, proszący o anonimowość, profesor na jednej z państwowych uczelni.

To samo słyszymy od matematyka, wieloletniego wykładowcy, dr Janusza Szustera z Katedry Matematyki Stosowanej na Wydziale Podstaw Techniki Politechniki Lubelskiej. - W mojej ocenie winę za słabsze przygotowanie studentów ponosi zbyt wczesna specjalizacja w szkole średniej. To, że nie ma np. chemii w większym wymiarze na drugim czy trzecim roku nauki w liceum, to bez wątpienia strata dla młodzieży, bo to zamyka im możliwość wyboru. Oczywiście, można prywatnie szukać wiedzy, ale przecież po to jest szkoła, aby to szkoła danego ucznia przygotowała - mówi nauczyciel akademicki.

Sam wielokrotnie prowadził zajęcia wyrównujące wiedzę i przyznaje, że braki wśród studentów są spore. Bywa, że mają problemy z naprawdę podstawowymi rachunkami, bo na co dzień używają kalkulatorów. Poza tym, zdaniem dr. Szustera, początek studiowania nie jest dobrym czasem na wyrównywanie wiedzy. - Zdecydowanie to nie jest ten moment. Bo przecież młody człowiek musi się na studiach odnaleźć, spadają na niego ciosy z różnych przedmiotów - z przedmiotów, na których to, co robi się na zajęciach wyrównawczych, powinno być już dogłębnie opanowane - mówi wykładowca.

Zna wielu studentów, którzy z jednej strony starają się dokształcać, ale jednocześnie muszą sobie radzić z bieżącym rozwiązywaniem zadań, rozstrzyganiem problemów na zajęciach na danym kierunku. I mają z tym olbrzymi problem.

MEN: "Każdy uczeń ma szansę rzetelnie i gruntownie przygotować się w szkole do podjęcia studiów"

Pytania w sprawie "białych plam" wysłaliśmy też do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Pytaliśmy m.in. jak MEN to ocenia i czy tak być powinno. Ministerstwo jednak problemu nie widzi. Dostaliśmy odpowiedź, z której wynika, że w ślad za zmianami w podstawie programowej, wprowadzanej sukcesywnie od roku szkolnego 2009/2010, zmieniła się również organizacja kształcenia w szkołach ponadgimnazjalnych.

"Zasadnicza zmiana polega na zespoleniu programowym gimnazjum i I klasy liceum ogólnokształcącego, które pozwala w ciągu czterech lat nauki w pełni zrealizować zakres podstawowy kształcenia ogólnego. Następnie w klasach II i III liceum ogólnokształcącego uczniowie uczą się wybranych przez siebie przedmiotów w zakresie rozszerzonym po to, by dobrze przygotować się do planowanego kierunku studiów" - napisała nam rzeczniczka MEN, Joanna Dębek.

MEN przekonuje, że w nowej ramówce na każdy z przedmiotów rozszerzonych przeznacza się 6-8 godzin w cyklu kształcenia, podczas gdy w poprzedniej - na wszystkie przedmioty rozszerzone było łącznie 10 godzin w cyklu. "Dzięki niemal trzykrotnie większej liczbie godzin - 29 zamiast 10 - przeznaczonych w liceach na nauczanie wybranych przez ucznia przedmiotów w zakresie rozszerzonym i uzupełniającym, każdy uczeń ma szansę rzetelnie i gruntownie przygotować się w szkole do podjęcia studiów" - dowodzi rzeczniczka MEN.

Wszystko prawda, tylko że Syn naszego słuchacza, pana Piotra, jest w klasie matematycznej: i matematykę, i fizykę ma na poziomie rozszerzonym. - Tu godzin jest rzeczywiście sporo - przyznaje słuchacz. Tyle, że jedno nie powinno - jego zdaniem - wykluczać drugiego. Bo to, że jest 5 godzin fizyki, nie powinno oznaczać automatycznie, że w drugiej klasie np. nie ma w ogóle chemii czy informatyki. A tak to wygląda.