Gowin: Łatwo potępiać Kwaśniewskiego i Millera ws. więzień CIA. Ja jestem jednoznacznie po ich stronie

- Nie powinniśmy zapominać, kto był w tych więzieniach. Byli to ludzie, którzy bez zmrużenia oka wysyłali na śmierć tysiące niewinnych ludzi - tak Jarosław Gowin komentował sprawę przesłuchań przeprowadzanych przez CIA. Jak zaznaczył, nie jest wśród osób krytykujących Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera ws. więzień Agencji w Polsce.
- Dziś łatwo jest potępiać Kwaśniewskiego i Millera. Ja w tej sprawie jestem jednoznacznie po ich stronie. Wtedy byliśmy wszyscy wstrząśnięci wydarzeniami z 11.09.2001, oni zdecydowali się na współpracę z Amerykanami, także w formie ustanowienia eksterytorialnego więzienia - powiedział szef Polski Razem.

- Od tamtego czasu mieliśmy dwóch prezydentów i pięciu premierów, żadna z tych osób nie zająknęła się ani słowem o więzieniach CIA i to wystawia im bardzo dobre świadectwo - stwierdził Gowin. - Kwestia więzień CIA jest wstydliwa dla Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy politycy wystawili na szwank bezpieczeństwo swoich obywateli i sojuszników. Dyplomacja amerykańska bardzo straciła na wiarygodności - ocenił.

"Minister sprawiedliwości nie miał nic wspólnego z więzieniami CIA"

Gowin zaznaczył, że jeśli zarzut o przyjęciu pieniędzy przez polski rząd w zamian za przyjęcie więźniów, okazałby się prawdziwy, to "ta sprawa nie budziłaby jego pochwały".

Na pytanie Konrada Piaseckiego, czy jako minister sprawiedliwości wiedział o więzieniu w Kiejkutach, Gowin odpowiedział wymijająco, że "różnych rzeczy się dowiadywał, ale prokuratura nie podlegała wtedy Ministerstwu Sprawiedliwości, które nie miało z tym nic wspólnego".

Piasecki zatem zapytał wprost: - Czy dwa lata temu, mówiąc, że teza o więzieniach CIA w Polsce jest nieprawdziwa, pan skłamał? - Podtrzymuję to, co powiedziałem. To, co robiłem i robię, służy interesowi narodowemu - odpowiedział Gowin.

Gowin nie wierzy Sikorskiemu ws. "kilometrówek"

Szef Polski Razem odniósł się też do zarzutów wobec marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego o tym, że jego wydatki na służbowe podróże prywatnym samochodem są podejrzanie wysokie. - Poprosiłem mojego szefa biura poselskiego o zestawienie, ile sam wyjeździłem, gdy sam byłem ministrem. Od poniedziałku do piątku posługiwałem się samochodem służbowym, a w weekendy jeździłem do okręgu. Wydałem kilka tysięcy w ciągu roku. Jestem więc skłonny uwierzyć, że minister Arłukowicz i marszałek Sikorski wyjeździli bardzo intensywnie po kilka tysięcy, ale nie po kilkadziesiąt - powiedział.

Gowin dodał, że "część posłów pracuje na to, by odebrać temu zawodowi autorytet". Powiedział też, że po zbadaniu sprawy tzw. kilometrówek nie stawia to trójki byłych posłów PiS: Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego w najlepszym świetle. - Nie przyjąłbym Hofmana do Polski Razem - zaznaczył.

"Wynik PKW rozmija się z intencjami Polaków"

Komentując marsz PiS 13 grudnia, Gowin przyznał: - Nie jestem szczęśliwy z tej daty, ale PiS zawsze wtedy organizuje marsz. Nie da się ściągnąć dwa razy w grudniu wielu tysięcy osób do Warszawy - powiedział.

Polityk wspomniał też o wyborach samorządowych, które odbyły się w listopadzie. - Wierzę, że przekonamy Polaków do tego, że nad urnami wydarzyły się złe cuda. Mam stuprocentową pewność, że wynik przedstawiony przez PKW rozmijał się z intencjami Polaków, którzy głosowali - powiedział. Przyznał, że początkowo, do momentu ogłoszenia wyników uważał, że zarzuty PiS o fałszowaniu wyborów "są wyssane z palca". - Ale teraz wiem, że wybory w Polsce mogą być fałszowane - dodał Gowin.

O tajnych operacjach CIA i historii służb specjalnych przeczytaj w książkach >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!


10 tys. Niemców przeciw "islamizacji Zachodu": "Niech wracają do siebie">>