Pitera: Przez lata potępialiśmy ministrów za używanie służbowych samochodów. A teraz? [U LISA]

- Przysłuchuję się ze zdumieniem: wcześniej przez lata cały czas potępialiśmy ministrów, że używają służbowych samochodów do wykonywania mandatu posła - mówiła w programie ?Tomasz Lis na żywo? w TVP2 Julia Pitera. Jak dodała, większość osób zapomina, że czas pracy kierowców tych aut jest ograniczony, a ich wyjazdy w delegację musiałyby być dodatkowo płatne.
Temat poselskich rozliczeń ws. używania prywatnych aut do celów służbowych zdominował program Tomasza Lisa. Jako pierwsza do sprawy odniosła się Barbara Nowacka, która zwracała uwagę przede wszystkim na etyczne aspekty doniesień "Wprost".

- Jeśli mówimy o kwestiach prawnych, to tym zajmą się prawnicy. Uważam natomiast, że jest bardzo poważny problem etyczny. Myślę, że Radosław Sikorski jako człowiek obyty zna pewne standardy i miał świadomość, czy jeździł samochodem prywatnym w delegacje czy nie - przekonywała posłanka "Twojego Ruchu". Jak dodała, "Sikorski prawdopodobnie złamał te standardy, wykorzystując możliwość wzięcia kilometrówki, choć prawdopodobnie nie używał prywatnego samochodu". - Nie mam co do tego pewności, ale oczekuję od polityków przestrzegania pewnych zasad - zaznaczyła.

- Takie zachowania 5, 6 posłów rzutują na to, jak jest odbierana cała reszta, to ciąży na wszystkich pozostałych. Bardzo wiele osób rozlicza się uczciwie, ale zarówno sprawa trójki madryckiej, jak i te niejasności nadwerężają zaufanie do wszystkich - zaznaczyła Nowacka.

Pitera: Kierowca samochodu służbowego ma określony czas pracy

- Pani wypowiedź, a także inne głosy na ten temat, to cały splot insynuacji. Pani nie ma pewności, ale rzuca podejrzenia, pani nie wie na pewno, ale sądzi, że prawdopodobnie tak jest. Albo ktoś łamie prawo, albo tego nie robi - oponował Roman Giertych.

W podobnym tonie wypowiadała się Julia Pitera, która tłumaczyła, jak wyglądają rozliczenia z podróży prywatnymi autami. - Każdy poseł dostaje 12 tys. 150 zł miesięcznie na biuro poselskie. W tym się mieszczą wszystkie wydatki, również to, co nazywamy dzisiaj "kilometrówką": prawo dla każdego posła do przejazdu 3,5 tys. km miesięcznie. To maksymalna liczba kilometrów, za które można otrzymać zwrot. Właśnie one są decydujące, a nie wartość tankowania czy wydatków na benzynę. Sama kwota jest zależna od narzuconego z góry przelicznika - mówiła.

- Ja całej tej dyskusji przysłuchuję się ze zdumieniem: wcześniej przez lata cały czas potępialiśmy ministrów, że używają służbowych samochodów do wykonywania mandatu posła. Mówiło się o tym, że minister ma samochód tylko do tego, żeby jeździć do pracy, a jeśli jedzie gdziekolwiek indziej, to powinien używać właśnie prywatnego auta i przeznaczonych na ten cel pieniędzy - przypomniała europosłanka.

- Wszyscy ci, którzy mówią, że należy wykorzystywać samochód służbowy do absolutnie wszystkiego, skoro minister go ma, powinni pamiętać, że kierowcy mają z góry określony limit pracy i to często wykraczałoby poza jednego kierowcę. Mało tego, trzeba byłoby im opłacić hotel i dzienną dietę, co znacznie podwyższałoby koszta - tłumaczyła Pitera.

Kurski: Nie przypominam sobie dziesiątków twittów Sikorskiego z dożynek

Innego zdania był Jacek Kurski. - Afera jest, bo polega na tym, że pan Sikorski nie potrafi udowodnić, że przejechał tyle kilometrów, ile zadeklarował. Marszałek Sejmu tym się różni od innych osób, że ma całodobową ochronę BOR-u. Do tego stopnia, że wysyła swoją asystę nawet po to, by kupowali mu pizzę - kpił Jacek Kurski. B. poseł wymienił również nazwiska innych ministrów którzy posiadając służbowe auto, nie pobrali ani złotówki kilometrówki. Wśród nich znaleźli się według niego m.in. Donald Tusk, Grzegorz Schetyna. Joanna Mucha czy Vincent Rostowski.

W kolejnej części rozmowy polityk zwracał też uwagę, że w dzisiejszych czasach za potwierdzenie podróży Sikorskiego wystarczyłyby np. wpisy na Twitterze. - A jakoś nie przypominam sobie tych dziesiątków twittów z dożynek w kujawsko-pomorskim - ironizował. W odpowiedzi Pitera zapytała, czy może się zwrócić do Kancelarii Sejmu o kwoty, które Kurski wydawał na podróże np. 2012 roku. - Ciekawa jestem, czy będzie pan umiał powiedzieć, gdzie pan dokładnie wtedy był? - pytała posłanka. - I czy twitty były - dopytywał Giertych.

B. minister edukacji odniósł się też do słów Kurskiego, który mówił wcześniej, że w ramach wykonywania swoich obowiązków służbowych "jeździł non stop". - Ja pana cały czas widziałem w Sejmie - nie dowierzał.

"Tylko najważniejsze osoby w państwie są chronione przez całą dobę"

Giertych zwrócił też uwagę, że powszechną praktyką ministrów jest rezygnowanie z ochrony np. wieczorami, gdy udają się na spotkania. - To nie jest prawdą, że osoby są chronione przez BOR przez całą dobę. Tak się dzieje tylko w przypadku premiera i prezydenta. Inne osoby są często opuszczane przez ochronę, bo same z niej rezygnują. Też tak robiłem jako minister - podkreślił.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!