Co Lisicki i Terlikowski będą robić na marszu PiS? Zaremba wyjaśnia

Paweł Lisicki, Tomasz Terlikowski i bracia Karnowscy znaleźli się w komitecie honorowym planowanego na 13 grudnia marszu PiS. - Ci ludzie uznają, że czasy są szczególne, specyficzne, i w tej jednej konkretnej sprawie stają obok polityków, manifestując swój obywatelski sprzeciw. Mają do tego pełne prawo - tłumaczył w Poranku Radia TOK FM Piotr Zaremba z tygodnika ?W Sieci?.
W komitecie honorowym planowanego na 13 grudnia marszu PiS "w obronie demokracji i wolności mediów" znaleźli się m.in. Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Do Rzeczy", Tomasz Terlikowski, szef Telewizji Republika, oraz Jacek i Michał Karnowscy z "W Sieci".

Obywatelski sprzeciw?

Daniel Passent w serwisie Polityka.pl stwierdził, że obecność dziennikarzy w partyjnym marszu go nie dziwi. "Oni są na swoim miejscu". Więcej wątpliwości miała w Poranku Radia TOK FM Dominika Wielowieyska. Próbował je rozwiać Piotr Zaremba, publicysta "W Sieci".

- Jestem dość przywiązany do modelu rozgraniczenia, dystansu między dziennikarzami a politykami - wyznał. - Choć były czasy, gdy takiej zasady nie było. Przypomnę, że były czasy, kiedy Adam Michnik był naczelnym "Gazety Wyborczej" i jednocześnie posłem w latach 1989-91. Ale rozumiem, uznał, że czasy są normalne i to powinno być rozdzielone - stwierdził.

- Ci ludzie uznają, że czasy są szczególne, specyficzne, i w tej jednej konkretnej sprawie stają obok polityków, manifestując swój obywatelski sprzeciw. Mają do tego pełne prawo - dodał, mówiąc o dziennikarzach.

"Wolałbym nie być przytulony do polityka"

Agata Nowakowska z "Gazety Wyborczej" zauważyła, że niektórzy dziennikarze pracują w mediach finansowanych bezpośrednio przez partię polityczną. - "Gazeta Polska" jest finansowana przez PiS.

I ci dziennikarze wchodzą do komitetu honorowego, mówiąc: to nie jest polityczne, robimy to jako obywatele. To kuriozalne! - podkreśliła.

- Łatwo mówić dziennikarzom obficie finansowanym z budżetu państwa przez falę reklam - zgryźliwie odparł Zaremba. Zaznaczył, że "przed wojną" w Polsce gazety funkcjonowały jako organy partii politycznych. - I nikt się temu nie dziwił - zaznaczył.

- Tradycja kształtuje się na zasadzie realiów. Ponieważ strona prawicowa jest słabsza, przytula się do polityków - wyjaśniał publicysta. - Nie mówię, że to jest dobre, wolałbym nie być przytulony do polityka. Ale robienie z tego tytułu zarzutu... - wskazywał.

Polityzacja mediów

- Ci dziennikarze reprezentują poglądy PiS-owskie, tak jak wy reprezentujecie poglądy drugiej strony. I stopień zaangażowania politycznego jest porównywalny - podkreślał. Zarzucił też Janinie Paradowskiej, że weszła do komitetu poparcia akcesji Polski do Unii Europejskiej. - Zasiadała tam z politykami i nikt nie pytał, czy jest zależna, czy niezależna - zauważył.

- Żyjemy w czasach, kiedy polska scena polityczna i medialna podzieliły się do tego stopnia na tzw. prawicową, konserwatywną i liberalną, że właściwie doszło do polityzacji mediów - skwitowała dr Karolina Wigura-Kuisz, socjolożka z UW.