Sienkiewicz: Kaczyński już wie, że nawet wygrana za rok nie da mu władzy. Dlatego będzie coraz bardziej brutalny

- Jarosław Kaczyński nie ma innego politycznego instrumentarium, niż liczenie na katastrofę tego państwa i wmawianie wszystkim, że ta katastrofa już nastąpiła. I wie już, że nawet wygrana za rok nie przybliży go do władzy. Zatem będzie coraz bardziej brutalny, będzie coraz bardziej kołysał tym państwem - mówi w rozmowie z ?Krytyką Polityczną? b. szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.
Zdaniem Sienkiewicza PiS postanowił zdobyć władzę w Polce, krzycząc "koniec Polski!", ale partia ta nie ma żadnej mocy reformatorskiej ani projektu na wzmocnienie państwa.

- PiS mówi, że sobie z tymi wszystkimi problemami (o których mówi - red.) poradzi, bo uważa, że będzie w stanie wprowadzić taki reżim państwa stanu wyjątkowego, w którym te bariery znikną. Ale przecież my (...) dobrze znamy tych ludzi (...). I wiemy, że oni żadnego nadzwyczajnego potencjału nie mają. Ani żadnych pomysłów. Widzieliśmy rządzenie w ich wykonaniu - mówi były minister.

Zdaniem Sienkiewicza, prezes PiS ma świadomość słabości swojej partii. - Kaczyński nie ma innego politycznego instrumentarium, niż liczenie na katastrofę tego państwa i wmawianie wszystkim, że ta katastrofa już nastąpiła. Ma coraz słabszych ludzi, coraz gorzej zarządzanych, coraz bardziej zniecierpliwionych. Ma szklany sufit nad sobą - stwierdza były minister.

Sienkiewicz przekonuje ponadto: - (Kaczyński) wie już, że nawet symboliczna wygrana za rok, gdyby się tak zdarzyła, o jakiś procent czy ułamek procentu, nie przybliży go do władzy ani o milimetr. Zatem będzie szedł coraz bardziej na skróty, będzie coraz bardziej brutalny, będzie coraz bardziej kołysał tym państwem. I tylko jest pytanie, czy pójdą za tym emocje społeczne, czy nie - przekonuje były szef MSW.

Nie można wymagać od państwa wyjątkowej siły, jeśli jest ludziom obojętne

Sienkiewicz stwierdza także, że aby wprowadzić pozytywne zmiany w Polsce, potrzebna jest większa troska o kraj ze strony obywateli. - To państwo nie działa w społecznej pustce, nie można wymagać od państwa jakiejś wyjątkowej siły, jeśli większość obywateli jest wobec niego doskonale obojętna. Albo wobec państwa prezentuje postawę agresywnej ignorancji - mówi.

I dodaje: - Zmienić państwo (...) można tylko wtedy, kiedy nie mamy do czynienia z agresywną ignorancją wobec tego państwa, ale kiedy to państwo jest istotą troski nie mojej i kilkudziesięciu podobnych typów, ale kiedy jest przedmiotem troski większej części społeczeństwa.

Cały wywiad do przeczytania w "Krytyce Politycznej" >>

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: