"Czytamy - nie wiem, czy to prawda - że są politycy, który wzięli na kilometrówkę po 70-80 tys.". "Mówi pan o Sikorskim?"

Afera madrycka zdominowała pierwszą część dyskusji w "7. Dniu Tygodnia" w Radiu ZET. Wśród polityków panowała zaskakująca zgoda: niemal wszyscy podkreślali, że sprawa jest jasna - na niekorzyść Adama Hofmana i jego kolegów. Zgadzali się nawet byli partyjni sojusznicy Hofmana, Jacek Sasin i Jarosław Gowin. Ten ostatni wskazywał jednak, że warto przyjrzeć się podróżom innych polityków.
Po służbowej podróży do Madrytu Adama Hofmana, Antoniego Kamińskiego i Adama Rogackiego okazało się, że politycy wzięli z Sejmu 20 tys. zł zaliczki na podróż autem, zaś w rzeczywistości polecieli tanimi liniami lotniczymi, płacąc za bilety po kilkaset złotych. PiS usunął całą trójkę ze swoich szeregów. Politycy nie odwołali się od tej decyzji, nie komentowali też sprawy w mediach. Aż do teraz. W wywiadzie dla "wSieci" Adam Hofman przekonuje, że "żadnych nadużyć nie popełnił". W "7. Dniu Tygodnia" nikt w jego wersję nie wierzył.

"Mówi pan o marszałku Sikorskim, tak?"

- Nie zamierzam nikogo bronić ani atakować. Im dłużej trwa ta sprawa, tym więcej jest znaków zapytania, choć akurat nie w przypadku tych trzech posłów, bo w ich przypadku pojawiają się kolejne doniesienia, które, jeśli są prawdziwe, stawiają ich w nie najlepszym świetle - mówił, niezbyt wyraźnie wskazując, o co mu chodzi, Jarosław Gowin.

Poseł rozwinął jednak swoją myśl. - Daje mi do zastanowienia skala zarzutów wobec posła Girzyńskiego czy bardzo przeze mnie szanowanego posła Kazimierczaka z PO. Jeżeli się potwierdzi to, co przeczytałem, to skala zarzutów wobec nich była marginalna. A równocześnie czytamy - też nie wiem, czy to prawda - że są politycy, którzy przez te parę lat wzięli na kilometrówkę, czyli jazdę po kraju, po 70-80 tysięcy, mimo że dysponowali w tym czasie samochodem służbowym.

- Mówi pan o marszałku Sikorskim, tak? - dopytywała Olejnik.

Nie chcę wymieniać żadnego nazwiska - uchylił się Gowin. - Chciałbym, by doniesienia medialne zostały zweryfikowane przez Kancelarię Sejmu. Potrzebne jest ograniczenie wyjazdów posłów za granicę, nawet jeśli są całkowicie lege artis, to uważam, że to w dużej mierze jest turystyka. A mamy europosłów, nie ma powodów, żeby normalni posłowie tyle podróżowali po świecie - dodał.

Sasin: "Sikorski prowadzi śledztwo sam". "Po co pan mówi nieprawdę?"

Poruszony przez Gowina wątek podchwycił Jacek Sasin. - To, co w tej chwili się dzieje, to element walki politycznej. Marszałek Sikorski, który sam ma bardzo dużo na sumieniu, w tej sprawie prowadzi śledztwo sam, nie dopuszczając możliwości, żeby to było bardziej obiektywne... - stwierdził poseł PiS.

- Nie sam, prowadzi je komisja regulaminowa. Po co pan mówi nieprawdę? Audytorzy niezależni przeprowadzają to razem z komisją, w której wszystkie kluby mają przedstawicieli - zaprotestowała Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO.

Wcześniej Sasin, podobnie jak reszta zgromadzonych w audycji Moniki Olejnik polityków, o sprawie Hofmana wypowiadała się zaskakująco zgodnie. Sam Sasin stwierdził z początku, że "nie chciałby ciągnąć tematu". - Powiem szczerze: nie wiem za bardzo, jak się te delegacje zagraniczne rozlicza, nigdy nie korzystałem z delegacji zagranicznych Sejmu, więc nie chciałbym tego komentować - mówił. Naciskany przez Olejnik, która dopytywała, czy Hofman ma szansę na powrót do PiS, odparł, że sprawa została zamknięta i "zostało to wyraźnie powiedziane przez premiera Jarosława Kaczyńskiego". - Byłego premiera - przypomniała Olejnik. - Ale i przyszłego - odparł z nadzieją Sasin.

Politycy kpią i nie wierzą Hofmanowi

- Jeżeli się wcześniej rezerwuje bilet w tanich liniach, a potem się idzie i składa wniosek o 3300, bo tyle kosztuje ten bilet, który kupiła Kancelaria Sejmu, to wydaje mi się, że to nie jest do końca w porządku - mówiła Iwona Śledzińska-Katarasińska. - Hofman mówi, że nie chcieli szkodzić PiS podczas wyborów, a teraz powie prawdę... jeżeli to są standardy, na które mamy się zapatrywać, to ja za takie standardy dziękuję - stwierdziła. - Ja bym usprawiedliwiał panów posłów, bo podobno dobrze leczony kac może trwać dwa tygodnie, skoro się dwa tygodnie nie odezwali, to znaczy, że bardzo dobrze go leczyli - kpił Stanisław Żelichowski. - Skoro wzięli forsę... po co to robili? Wcześniej zarezerwował, miał bilet w kieszeni, kiedy poszedł do Sejmu po rozliczenie. Nie jest to w porządku - skwitował poseł PSL. - Nie ma o czym gadać, mówiąc językiem Bogusława Lindy - wtórował prezydencki doradca Tomasz Nałęcz.

Lewica: "Intencje oczywiste", "Nikt rozsądny nie da się nabrać"

- Żeby zaoszczędzić 2,5 tys. z hakiem, trzeba było wystąpić do Kancelarii Sejmu o wydanie ekwiwalentu za bilet lotniczy. Tam jest taki druczek, w którym się pisze powód wystąpienia o ekwiwalent. Z reguły posłowie zaznaczali tam "bo jadę samochodem". I czy to nazwiemy kilometrówką, czy nie, to intencje są oczywiste. Ja bym podszedł do tej sprawy w stylu "ciszej nad tą trumną". Hofman ma prawo się bronić, robi to tak, jak umie - skwitował Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu.

- Posilę się słowami Andrzeja Sapkowskiego: "Najbardziej brakowało mi twojego milczenia" - dodał Krzysztof Gawkowski z SLD. - I tak w skrócie można określić to, co robi Adam Hofman, bo obrona przez atak to stały rytuał, który nieraz widzieliśmy. Problem jest taki, że żaden rozsądny Polak i Polka nie da się nabrać na to, że ktoś kupił bilet za 800 zł, i mówi że kosztował 3300 zł - dodał.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!