Girzyński: "Bóg, honor, ojczyzna". Gugała: "To jest honor, ale złodziejski. Boga bym nie mieszał"

"Honorowe", "modelowe", "wzorcowe" - tak politycy PiS określają odejście z PiS Zbigniewa Girzyńskiego. Przemilczając zupełnie jego powód - zarzuty o wyłudzenie publicznych pieniędzy przez nieprawidłowe rozliczenia delegacji. - To są propagandowe zaklęcia PiS-u - nie pozostawia wątpliwości Jarosław Gugała z Polsatu. - To jest honor, ale złodziejski - dodaje.
Sprawa Zbigniewa Girzyńskiego potoczyła się błyskawicznie. W środę "Polityka" dotarła do wyników audytu poselskich delegacji. Śledczy wskazali na nieprawidłowości w rozliczeniach podróży Girzyńskiego, podobne do tych, które pogrążyły m.in. Adama Hofmana.

Girzyński śladem Hofmana

Już następnego dnia przed południem poseł oświadczył, że rezygnuje z klubu parlamentarnego i partii. Nieoficjalnie mówi się, że nie miał wyjścia: wcześniej Jarosław Kaczyński miał mu grozić wyrzuceniem z PiS.

Według "Newsweeka" Girzyński, podobnie jak wcześniej Hofman i dwaj pozostali posłowie, pobierał w Sejmie pieniądze za podróż samochodem, a potem leciał tańszym samolotem. W tym przypadku chodziło o podróż do Paryża. Poseł PiS odbył ją z matką.

Wzór cnót

- Kiedy zorientowałem się, że przez niejasności moje ugrupowanie może mieć problemy, wystąpiłem z niego - wyjaśniał później Girzyński. Tłumaczył, że jako jeden z nielicznych zna przepisy regulujące poselskie delegacje, niczego nie wyłudził, a nawet "zaoszczędził". - Moi rodzice i nauczyciele wpajali mi zasadę Bóg, honor, ojczyzna. Bóg jest dla mnie najważniejszy, a honor został naruszony - podkreślał.

Jednak Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, przekonywał, że zachowanie Girzyńskiego, czyli odejście z partii, jest właśnie "honorowe", a nawet "modelowe". - Oczekuję, że posłowie innych klubów parlamentarnych będą prezentować taką samą postawę. Chodzi o przyzwoitość, tak się należy zachowywać w takich sytuacjach - wskazywał Błaszczak.

Podkulony ogon

- To są propagandowe zaklęcia PiS-u, który stara się wyjść z tej haniebnej sprawy, pokazując, że z tego rodzaju sytuacjami radzi sobie lepiej niż skorumpowani konkurenci - ocenia linię obrony PiS Jarosław Gugała, dziennikarz Polsatu.

Partia Jarosława Kaczyńskiego, mówiąc o "modelowym" i "honorowym" odejściu Girzyńskiego, chce przykryć samą sprawę możliwego wyłudzania środków publicznych. Podobnie wcześniej robiła to, akcentując "błyskawiczne" wyrzucenie Adama Hofmana. Czy jednak szybkie reakcje, a nawet pokajanie się, zmazują winę polityków? Zdaniem Gugały - nie.

- To nie jest honorowe wyjście, to wycofanie się z podkulonym ogonem - mówi dziennikarz o rezygnacji Girzyńskiego. - Jeżeli złodziej się przyznał, że ukradł, nie widzę tu miejsca dla honoru. To jest honor, ale złodziejski. Absurdalne pomieszanie pojęć - wskazuje Gugała. - Na jego miejscu nie mieszałbym do tej sprawy Boga i ojczyzny - dodaje.

Politycy chronią partie

Co ciekawe, taktykę Girzyńskiego wcześniej, w mniejszej skali stosował Sławomir Nowak. Składając rezygnację z członkostwa w PO, były minister pisał, że nie chce "stawiać Platformy w niezręcznej sytuacji". Teraz Girzyński odchodzi, powołując się na "straty wizerunkowe PiS", podlewając to jednak "Bogiem, honorem i ojczyzną". Gugała zastrzega jednak, by tych spraw nie łączyć. - Nie można stawiać w jednym rzędzie Nowaka, który nikomu niczego nie ukradł - tylko nie zgłosił deklaracji majątkowej - ze złodziejami, którzy okradali kasę państwa. To dwa czyny zupełnie innej rangi - podkreśla.

Nasz rozmówca przypomina, że jak dotąd nie wymyślono ustroju lepszego niż demokracja, która musi być przecież oparta o partie polityczne. A mieszanie ze sobą honoru, Boga i możliwego wyłudzania publicznych pieniędzy nie służy ani społeczeństwu, ani państwu, ani tym bardziej demokracji. - Jesteśmy narodem bardzo boleśnie doświadczonym. Skoro już wybiliśmy się na niepodległość, to wszystko są świętości. Dekalog powinien być przestrzegany. A siódme przykazanie mówi: nie kradnij - kwituje Gugała.