Girzyński: Nie mam sobie nic do zarzucenia ws. wyjazdów. Wyznaję zasadę: Bóg, honor, ojczyzna

- Nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii moich delegacji sejmowych - powiedział poseł Zbigniew Girzyński w TVN24. Oświadczył też, że w mediach ws. poselskich wyjazdów krąży wiele nieścisłości. Poseł tłumaczył ponadto, dlaczego wystąpił z PiS, skoro ?jest niewinny?.
- Rezygnacja z członkostwa klubowego i partyjnego w PiS była całkowicie moją decyzją. Nikt mnie do niej nie zmusił. Kiedy zorientowałem się, że przez niejasności moje ugrupowanie może mieć problemy, wystąpiłem z niego. W przyszłości ewentualnie będzie można rozmawiać o moim powrocie, oczywiście, kiedy wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane - oświadczył Girzyński w programie "Jeden na jeden" w TVN24.

Mówił o oskarżeniach, które pojawiły się pod jego adresem po doniesieniach mediów, jakoby nieprawidłowo rozliczył swój wyjazd służbowy do Paryża, na który zabrał też swoją matkę.

"W jaki sposób podróż się odbędzie, to sprawa posła"

Poseł wielokrotnie w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim podkreślał, że jest niewinny i nie ma sobie nic do zarzucenia. Zapytany, dlaczego nie próbował wyjaśnić sprawy bezpośrednio u marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego, odparł: - Pan marszałek Sikorski jako polityk konkurencyjnego ugrupowania nie jest odpowiednią osobą, by być sędzią nie tylko w mojej sprawie, ale i innych posłów. (W kwestii nieprawidłowości wyjazdów - red.) wszystko jest od początku rozgrywane przeciwko PiS. To m.in. za pośrednictwem mediów chcę wyjaśniać wątpliwości - zadeklarował Girzyński.

Oświadczył też, że nieprawdziwa jest informacja, jakoby jego matka poleciała z nim do Paryża za pieniądze Sejmu. - Była tam ze mną, ale zapłaciła ze swoich środków. To zresztą był jej pierwszy wyjazd zagraniczny - powiedział poseł. Według niego w mediach trwa nagonka na posłów. - W przestrzeni publicznej krąży błędna informacja, że posłowie rozliczają wyjazdy samochodowe. Parlamentarzyści podczas wyjazdów zagranicznych mają dwie możliwości: mogą albo otrzymać bilet zakupiony przez Kancelarię Sejmu, albo dostają ekwiwalent samolotowy, czyli równowartość najtańszego biletu. I wtedy to już jest sprawa każdego posła z osobna, w jaki sposób ta podróż się odbędzie - twierdzi Girzyński.

"Nie pamiętam wysokości ekwiwalentu"

- Jako jeden z nielicznych znam dokładnie przepisy dot. wyjazdów. Sześć lat temu zlikwidowano w Sejmie tzw. kilometrówki, aby podróże były tańsze. Lecąc do Paryża, kupiłem bilet we własnym zakresie, bo tak było dla mnie wygodniej. Podróżowanie w ten sposób daje mi większą swobodę i oszczędność czasu - powiedział b. poseł PiS. Oświadczył, że nie pamięta, w jakiej dokładnie wysokości ekwiwalent pieniężny otrzymał na podróż.

- Jestem w stanie udowodnić, że dzięki mnie na moich delegacjach skarb państwa zaoszczędził bardzo dużo pieniędzy. Jeśli ktoś sformułuje wobec mnie zarzut próby wyłudzenia, spotkam się z nim na drodze cywilnej - powiedział Girzyński, tłumacząc, że często wyjazdy indywidualnie organizowane przez posłów są tańsze niż te, na które bilety kupuje Kancelaria Sejmu.

"W razie zarzutów, zrzeknę się immunitetu"

Poseł powiedział, że choć nie ma za co przepraszać i tak to wcześniej uczynił z szacunku do osób, które uwierzyły w to, że może być winny. - Moi rodzice i nauczyciele wpajali mi zasadę Bóg, honor, ojczyzna. Bóg jest dla mnie najważniejszy, a honor został naruszony. Jak zostanie przywrócony, będę mógł rozmawiać z prezesem Kaczyńskim (o powrocie do PiS - red.). Dostaję wiele sygnałów solidarności także od członków tego ugrupowania. Jeśli prokuratura postawi mi zarzuty, zrzeknę się immunitetu. Ale ja nie mam sobie nic do zarzucenia! Zdaję sobie też sprawę z tego, że ta sprawa może być końcem mojej kariery politycznej - oświadczył Girzyński.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!