Rodzice chcą 400 tys. zł odszkodowania, bo sąd odebrał im dziecko na dwa lata

- Syn chodził do szkoły, był czysto ubrany, miał przybory, odrobione lekcje - twierdzi mama Pawła w rozmowie z Polskim Radiem Wrocław. Sąd Rejonowy w Legnicy podjął jednak decyzję o umieszczeniu dziecka w ośrodku opiekuńczym, a później w domu dziecka. Chłopiec spędził tam ponad dwa lata. Teraz rodzice domagają się odszkodowania od skarbu państwa.
Rodzice dziecka złożyli pozew, w którym domagają się 400 tys. zł odszkodowania.

"Dziecko cierpiało"

- Wystąpiliśmy o odszkodowanie do skarbu państwa dla Pawła za to, że przebywał poza domem, że cierpiał męki - mówi Renata, mama chłopca w PRW .

Oskarżonym w sprawie jest sąd rejonowy i prezes sądu. - On podejmował decyzję i on tu jest winny - twierdzi mama. Po decyzji tego sądu w 2008 r. Paweł spędził 14 miesięcy w ośrodku opiekuńczym i dziewięć miesięcy w domu dziecka.

Problemy między rodzicami a szkołą

Przyczynkiem do pobytu chłopca w placówkach był konflikt na linii szkoła - rodzice. Zdaniem pedagogów chłopiec miał w domu złe wzorce. Rodzice nie zgadzali się z tymi zarzutami. Paweł był przenoszony kilka razy do innej szkoły. Jak tłumaczy matka chłopca, w ten sposób chciała chronić syna.

Biegli, którzy badali sprawę, są zdania, że dziecko zmieniało szkołę, ponieważ tak decydowali rodzice. - Nie podobało im się postępowanie nauczycieli wobec dziecka - tłumaczy Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

- Z opinii psychologicznych wynikało, że rodzice niewłaściwie postrzegali obowiązek szkolny. Wyrabiali w chłopcu niepotrzebną, złą opinię na temat nauczycieli. Poza tym dziecko nie odrabiało prac domowych - mówi Łukasiewicz.

Problemy z nauką

Zmiany szkół nie służyły chłopcu. Paweł uczył się coraz gorzej, brał udział w bójkach. Nauczyciele zalecili współpracę ze specjalistami. Rodzice wraz z Pawłem chodzili do ośrodka pomocy terapeutycznej dla dzieci i młodzieży. Jak twierdzi Ewa Dróżko, kierowniczka placówki, wykazywali zainteresowanie problemami syna, ale przerwali terapię.

Liliana Łukasiewicz wyjaśnia, że dziecko miało sprzeczność komunikatów pomiędzy tym, czego od niego wymagała szkoła, a co wpajali mu rodzice. Do tego dochodziły wypowiedzi opiekunów o nauczycielach. - W każdym przypadku, kiedy dziecku stawiane były jakieś wymagania, było to przez rodziców dyskredytowane - tłumaczy w PRW.

Decyzja o pozbawieniu praw

Sytuacją tego dziecka jako pierwsza zainteresowała się szkoła. - Stamtąd wpłynęła do nas informacja o niepokojących sygnałach, prawdopodobnie związanych z agresją - mówił w programie Interwencja w Polsacie Sławomir Masojć, rzecznik policji w Legnicy.

Policja przekazała informacje do sądu rodzinnego, który zajął się sprawą. Sąd Rejonowy w Legnicy potwierdził, że w domu nie było problemów alkoholowych czy innych patologicznych zachowań, zawiesił jednak rodzicom prawa rodzicielskie. Swoją decyzję uzasadnił tym, że źle wykonują obowiązki rodzicielskie. Sąd wielokrotnie podkreślał, że w tym wszystkim nikt nie kwestionował miłości rodziców. - Ta rodzina naprawdę się kocha - podkreślał Paweł Pratkowiecki, rzecznik prasowy sądu w Gazecie Wrocławskiej .

Objawienia matki

Matka chłopca mówiła, że specjaliści, którzy badali ją na zlecenie sądu, zarzucili jej zbytnią religijność. Kobieta przyznaje, że chodzi regularnie do kościoła. Problemem okazało się wyznanie, że miała kiedyś objawienia.

- Sędziowie próbowali wmówić mi, że jestem chora psychicznie - mówi pani Renata. Mama chłopca w rozmowie z księdzem przyznała bowiem, że w dzieciństwie miała objawienia. Ten powiedział, że dobrze by było, gdyby wybrała się do psychologa czy psychiatry na badanie. Kobieta zrobiła tak, jak duchowny jej zalecił. Obaj lekarze stwierdzili zgodnie, że mama Pawła jest zdrowa i nie ma żadnych zaburzeń psychicznych.

Niejawne posiedzenie sądu

Przez ponad dwa lata chłopiec przebywał poza domem, z dala od rodziców. Sąd zalecił rodzinie leczenie psychiatryczne oraz terapię rodzinną. Warunkiem, żeby odzyskać dziecko, było przedstawienie sądowi dowodów, że przyczyny, dla których interweniował, ustały. Pani Renata, której zarzucono chorobę psychiczną, odwiedzała różnych specjalistów i zbierała stosowne zaświadczenia o swoim stanie zdrowia.

Rodzice chłopca nie ukończyli żadnej terapii. Kilka miesięcy po tym, jak w sprawa nabrała medialnego charakteru, Paweł jednak wrócił do domu. Sąd zdecydował o tym na niejawnym posiedzeniu. Uzasadnienie w sprawie otrzymało klauzulę poufności.

Wyjazd do Anglii

Po tym, jak Paweł wrócił do domu, rodzice chłopca zdecydowali się całkiem zmienić środowisko i odciąć się od złych wspomnień. Razem z synem wyprowadzili się do Anglii. Jak twierdzą, chłopiec chodzi tam regularnie do szkoły i problemy, o których wcześniej mówili nauczyciele, zniknęły. Dziecko jednak bardzo ucierpiało przez tę rozłąkę. Paweł nie rozumiał, dlaczego przez tak długi czas nie mógł mieszkać z mamą i tatą.

Cztery lata po traumatycznych dla rodziny przeżyciach postanowili walczyć o odszkodowanie dla syna. Ich sprawę ma rozpatrywać Sąd Okręgowy w Legnicy.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: