"Kaczyński tworzy kordon sanitarny wokół siebie. Żeby mieć alibi: nie rządzę, bo wszyscy są przeciwko mnie"

Teza o sfałszowaniu wyborów samorządowych to wypróbowany sposób Jarosława Kaczyńskiego na mobilizację elektoratu. To bardzo ważne w przypadku partii, która od tak wielu lat nie uczestniczy w sprawowaniu władzy. - Kaczyński tworzy "kordon sanitarny" wokół swojej partii. Żeby mieć alibi: nie rządzę, bo wszyscy są przeciwko mnie - oceniał Cezary Michalski w TOK FM.
Powyborcza taktyka Prawa i Sprawiedliwości, forsowanie tezy o sfałszowaniu wyborów, nie jest zaskoczeniem dla Cezarego Michalskiego. Według publicysty "Krytyki Politycznej" ofensywa PiS ma na celu "przykrycie" porażki wyborczej oraz jeszcze większą mobilizację najtwardszego elektoratu.

- Zgłoszono sporo protestów wyborczych, ale jest ich mniej więcej tyle, ile po poprzednich wyborach. Gdzie są te tysiące mężów zaufania PiS, którzy mieli mieć podobno tysiące dowodów na fałszerstwa w wyborach do sejmików? Czy więc Kaczyński oszalał? Nie. On to zrobił na zimno, żeby scementować elektorat po kolejnej klęsce. On przegrał straszliwie, bo nadal nie uzyskał władzy na żadnym szczeblu samorządu. A w największych miastach w Polsce, gdzie rządził PiS - w Radomiu i Elblągu - stracili władzę - mówił Michalski w "Poranku Radia TOK FM".

Zdaniem publicysty podobną taktykę Jarosław Kaczyński wypróbował po katastrofie smoleńskiej. - Szybko wszedł w narrację zamachową, co od razu pozwoliło mu zrezygnować z zajmowania się błędami, które doprowadziły do katastrofy.

Wszyscy przeciwko nam!

Taktyka PiS była doskonale widoczna już kilka godzin po I turze wyborów samorządowych, kiedy sondaż dawał partii Jarosława Kaczyńskiego sporą przewagę nad PO. I nadzieję na objęcie władzy w kilku sejmikach wojewódzkich.

- Ostro zaatakował SLD i PSL. On tworzy "kordon sanitarny" wokół swojej partii. Żeby mieć alibi: nie rządzę, bo wszyscy są przeciwko mnie i dopiero jak rozpadnie się obecny system, to będę rządził - stwierdził publicysta "Krytyki Politycznej".

Ale Jan Wróbel wątpi, czy Jarosław Kaczyński faktycznie chce rządzić. Bo nawet tam, gdzie PiS mogłoby zapracować na sukces, decyzje prezesa to utrudniają. - Przecież w Warszawie była szansa. Mało znany w mieście kandydat, przeprowadzając poprawną kampanię, nie był humorystycznie daleko od wygranej. Jeśli zostałby zgłoszony dwa lata temu, to mogłoby być lepiej. Bo widać zmęczenie prezydenturą Hanny Gronkiewicz-Waltz. Gdyby więc Kaczyński naprawdę chciał wygrywać, nie wystawiałby Jacka Sasina na dwa miesiące przed wyborami - uważa gospodarz "Poranka Radia TOK FM".

Przypomnijmy, Jacek Sasin w II turze wyborów w Warszawie zdobył 41,36 proc. głosów. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz - 58,64 proc.

Więcej o: