Girzyński: Wybory trzeba powtórzyć. Nałęcz: Uszanujcie wyborców. Gawkowski: PKW podpaliło Polskę [U OLEJNIK]

Zbigniew Girzyński z PiS w programie Moniki Olejnik "Siódmy dzień tygodnia" zasugerował, że wyniki wyborów są sfałszowane. - Wybory powinny być powtórzone - dodał. Z kolei Krzysztof Gawkowski z SLD stwierdził, że to PKW "podpaliło Polskę". Podczas programu goście - tradycyjnie - przekrzykiwali się i wchodzili sobie w słowo. Olejnik jednak starła się z Girzyńskim o... jej wykształcenie.
- Do tej pory nie sondaże, ale badania exit poll pokrywały się z wynikami wyborów. W tym przypadku frekwencję trafili w 100 proc., a wynik PiS został zaniżony o 7 proc. i o tyle podskoczył wynik PSL. To rodzi zasadnicze wątpliwości - powiedział Zbigniew Girzyński w programie Moniki Olejnik "Siódmy dzień tygodnia" w Radiu ZET. - Wszystkim powinno zależeć, żeby było uczciwie, a nie wszystkim zależy. Wybory powinny być powtórzone - skwitował.

Krzysztof Gawkowski (SLD) wprawdzie zaprzeczył, by wybory były sfałszowane, ale wyraził przekonanie, że można je powtórzyć. - Niech PO i PSL nie tworzy przeświadczenia, że można zamykać oczy i kryć to, co się wydarzyło. A działo się źle. Nie zakłamujcie rzeczywistości - podkreślił. Winę za ''podpalenie Polski'' zrzucił na PKW, bo nie potrafiła w jasny sposób przedstawić procesu, w którym uczestniczy. - Sędzia Jaworski mógł powiedzieć: słuchajcie, mamy problemy. Wyniki ogłosimy w piątek. Nie zrobił tego - mówił Gawkowski.

Z kolei Tomasz Nałęcz z Kancelarii Prezydenta zaapelował, by "uszanować werdykt wyborców". - Już za tydzień zobaczycie, do czego doprowadziliście. Zobaczycie, ile osób nie pójdzie na wybory - powiedział.

Kempa: chcemy być strażnikiem demokracji

- Została podważona podstawowa zasada konstytucyjna zaufania do państwa - podsumowała przebieg wyborów samorządowych Beata Kempa z Solidarnej Polski. - Jak społeczeństwo ma głosować, skoro nie jest poinformowane? Jak ja mam zachęcić do głosowania, jeśli wielu mówi: państwo mój głos poniewiera? - pytała.

Dodała też, że władza jest niekompetentna. "Goni od afery do afery", przyzwala na "dziadostwo i nieprawidłowości". - Dziadostwo dotknęło najważniejszego fundamentu demokracji, jakim są wybory i nie ma na to zgody - podkreśliła.

Tej opinii sprzeciwiła się Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), która stwierdziła, że podważaniem wyników wyborów zarówno PiS, jak i SLD "obrażają ludzi, który głosowali", "obrażają 300 tysięcy, którzy pracowali w komisjach" i "obrażają Polskę".

- Rozumiem, że SLD nie może się pogodzić z porażką, ale PiS? - powiedziała posłanka. - Jeśli wygraliście, to o co chodzi? - zapytała. - Chcemy być strażnikami demokracji - odpowiedziała Beata Kempa. - Państwo nie wierzą, że wygrali, dlatego chcą powtórki wyborów - skomentowała Monika Olejnik. - Chcemy porządnie przeprowadzonych wyborów, a nie jakieś urny, śmietniki, brak informacji - ripostowała posłanka Solidarnej Polski.

Awantura o wykształcenie

Na końcu wybuchła dość niespodziewana awantura o wykształcenie. Zbigniew Girzyński wypomniał Monice Olejnik, że z jej wykształceniem nie może deprecjonować wypowiedzi prof. Jana Majchrowskiego (prawnika i politologa ) z UW, który uważa, że wybory powinny być powtórzone.

- A, czyli to nie konstytucjonalista? - dopytała Olejnik.

- Ja rozumiem, że pani, jako zootechnik, przyznaje łatkę konstytucjonalisty - rzucił Girzyński.

To dla dziennikarki było za dużo: Jestem magistrem inżynierem zootechnikiem. I chciałam powiedzieć, żeby pan w końcu przestał obrażać moją uczelnię - SGGW. I skończyłam studia podyplomowe na dziennikarstwie. Proszę mnie nie obrażać. Jest pan niegrzeczny - powiedziała Olejnik.

- A pani jest grzeczna?! Ooooooo!!! Pani tu jeszcze nigdy grzeczna nie była, a już zwłaszcza dla mnie - powiedział Girzyński.

Żelichowski: Wtargnięcie do PKW to naruszenie świętości

Komentowano też m.in. wtargnięcie demonstrantów do siedziby PKW. - To tak, jakby ktoś wtargnął do sali operacyjnej podczas zabiegu i popędzał chirurga, żeby szybciej kroił - mówił Stanisław Żelichowski z PSL. - Wybory są zawsze pewną świętością, a PKW strażnikiem świętego ognia - dodał.

Rację przyznał mu Zbigniew Girzyński (PiS) mówiąc, że nawet "najbardziej święte i uzasadnione oburzenie nie może uzasadniać tego typu aktów". Dodał, że ochrona budynku była kolejnym aspektem nieudolności Państwowej Komisji Wyborczej.

Skrytykował za to zatrzymanie dziennikarzy - fotoreportera PAP i reportera TV Republika, którzy byli w budynku PKW. Monika Olejnik przypomniała, że budynek okupowali ludzie, którzy noszą legitymacje prasowe. - Tu mówimy o dwóch różnych rzeczach. Tam były także zatrzymania dziennikarzy, którzy nie okupowali budynku, tylko relacjonowali przebieg - powiedział Girzyński. Natomiast zatrzymanie Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna ocenił jako prawidłowe, pod warunkiem, że "nie realizowali tam funkcji" dziennikarskich i brali udział w "akcji, która nie powinna mieć miejsca".

Z kolei Śledzińska-Katarasińska powiedziała, że według niej policja źle zakwalifikowała sprawę. - To nie było naruszenie miru. To było wtargnięcie - skwitowała. Dodała, że na materiałach filmowych z ataku na PKW widziała ''jej ukochanego posła Wiplera'', który ''w drugiej falandze stał na czele i prawie wyrywał futryny, co się stało jego specjalnością''.

Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu uważa, że to wina PiS i SLD. - Dwaj panowie Miller i Kaczyński wyściskali się i ogłosili, że wynik wyborów jest nieprawdziwy. Zrobili to przed ogłoszeniem wyników. I tym samym podważyli podstawy demokracji. A teraz słyszę głos wyparcia ze strony PiS. Że to nie oni - powiedział. To było za wiele dla Zbigniewa Girzyńskiego: To pan jest niepoważny. I pan kłamie - rzucił.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: