Nosal-Ikonowicz: Warszawa to miasto wielkich korporacji, które wyzyskują mieszkańców

- Warszawa to miasto wielkich korporacji, które wyzyskują, zatrudniając na umowy śmieciowe. Ludzie nie mają nic z tego, że one tutaj zarabiają - mówiła w Poranku Radia TOK FM Agata Nosal-Ikonowicz, kandydatka na prezydenta stolicy. - Przychodziliśmy na sesje Rady Miasta, mówiliśmy, że jest dzika reprywatyzacja. I przez lata nam mówiono, że to nasze wymysły - wskazywała.
Gościem Jacka Żakowskiego w Poranku Radia TOK FM była Agata Nosal-Ikonowicz, kandydatka na prezydenta Warszawy z ramienia KW Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza.

Jacek Żakowski: Po co pani kandyduje?

Agata Nosal-Ikonowicz: - Po to, żeby zmienić Warszawę.

Ale szans na wygraną nie ma żadnych.

- Ale trzeba o tym mówić. Bo pod względem PKB na głowę mieszkańca jesteśmy lepsi od Sztokholmu, a jakość życia w Warszawie jest niska, nie dba się o potrzeby mieszkańców, gmina nie realizuje podstawowych zadań w zakresie pomocy społecznej.

Jak nie realizuje, to trzeba do prokuratora.

- Udaje, że realizuje. Przeznacza tak niskie środki, że w ośrodkach pomocy społecznej jest miesięcznie 150 zł na podopiecznego. To pogarsza sytuację ludzi na rynku pracy, bo to miasto wielkich korporacji, które wyzyskują, zatrudniając na umowy śmieciowe. Ludzie nie mają nic z tego, że one tutaj zarabiają.

Jednak mają pracę. To też coś.

- Ale gdyby istniała pomoc społeczna, nikt nie brałby ofert pracy po 4 zł za godzinę.

Takie są oferty w Warszawie?

- W ochronie są. I chodzi o to, żeby ludzie odmawiali w takiej sytuacji podjęcia pracy. Wtedy rynek się ucywilizuje i korporacje będą musiały dawać lepsze oferty.

Czyli dawać więcej niż opieka społeczna.

- I nie będzie opłacało się podejmować pracy w totalnym stresie i upokorzeniu. Bo teraz człowiek jest do tego zmuszony.

To nowa interpretacja wielkiego sporu o umowy śmieciowe. Na ogół słyszymy, że wynikają z tego, że prawo na to pozwala. Pani teza jest taka, że inwazja umów śmieciowych jest skutkiem słabości systemu pomocy społecznej. A czy wie pani, co panią łączy z PO i PIS?

- Nie mam pojęcia.

Też by chcieli uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej. Wszyscy kandydaci tego chcą, a nie ma szansy, żeby się przepchnęła.

- Hanna Gronkiewicz-Waltz, druga osoba w PO, miała możliwość załatwienia tej sprawy. Poza tym prezydent miasta powinien angażować się w uchwalenie tej ustawy, prowadzić działalność propagandową. Nawet jeśli klub PO tego nie chce. Pamiętam, jak przychodziliśmy na sesje Rady Miasta, mówiliśmy, że jest dzika reprywatyzacja, że są nieprawidłowości, że nieruchomości odzyskują osoby na podstawie lipnych papierów. I przez lata nam mówiono, że to nasze wymysły, że wszystko jest OK. Dopiero teraz się okazało, że mieliśmy rację. Władza była jednak po stronie właścicieli.

Właścicieli?

- Odzyskiwaczy nieruchomości, a przeciwko lokatorom, obywatelom. I nie było żadnej pomocy. Ludzie nie wprowadzali się sami do tych nieruchomości, dziś odbieranych właścicielom. To zrobiło państwo i państwo musi ponieść konsekwencje, a nie poszczególni ludzie, którzy tracą mieszkania.

Gminy chcą, żeby ludzie sami dawali sobie radę. A ludzie jadą do Londynu.

- Bo nie ma mieszkań. Od 20 lat nie buduje się mieszkań komunalnych.

Warszawa się szczyci, że buduje coraz więcej.

- Ale jeszcze więcej traci w wyniku reprywatyzacji. I zasób maleje.

To co by pani zrobiła z tą reprywatyzacją? Bo ustawa brzmi dobrze, ale co w niej ma być?

- Jestem za tym, by oddawać jakiś procent wartości nieruchomości w formie odszkodowania. Ale obawiam się, że to będzie niemożliwe, bo inni odzyskali już całą nieruchomość.

Jednak coś trzeba będzie oddać i problemy z lokatorami będą narastały. I co?

- W moim projekcie ustawy zaproponowałam mieszkania zamienne. I to miałoby być zadanie zlecone powiatom, na które pieniądze są z budżetu państwa. I jeszcze są lokatorzy, którzy już utracili mieszkania. Te osoby też powinny dostać mieszkania od powiatu.

Pani nie wygra tych wyborów. To pewne. Kandyduje pani jeszcze na jakieś stanowisko?

- Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby zacząć rozmawiać z ludźmi, myśleć inaczej o budżecie miasta, który przecież jest złożony z naszych osobistych dochodów. I jest skandalem, że korporacje płacą bardzo mało podatków. Chodzi o to, że miasto jest nasze.

Więcej o: