"Afera samolotowa" rozpętała burzę. Sejm sprawdzi też innych. Pod lupą m.in. wyjazdy do Strasburga

- Marszałek Sejmu zapowiada dalsze kontrole podróży trzech posłów PiS - podaje Radio ZET. Według informacji stacji sprawdzone zostaną też wyjazdy na sesje Zgromadzenia Parlamentarnego RE w Strasburgu. - Po 23 latach w polityce denerwuje mnie to, że momentami Sejm zamienia się w biuro turystyczne - oceniła w programie "7. dzień tygodnia" Ilona Śledzińska- Katarasińska.
Radio ZET podaje, że kontrole mają dotyczyć już nie tylko zagranicznych wyjazdów Adama Hofmana, Mariusza Antoniego Kamińskiego i Adama Rogackiego do Madrytu, Paryża i Izmiru. Na polecenie marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego sprawdzone zostaną też wyjazdy na sesje Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. 

Sesje te odbywają się cztery razy w roku i trwają tydzień. Z informacji Radia ZET wynika, że posłowie nie korzystali z noclegów rezerwowanych dla polskiej delegacji. To oczywiście jeszcze nie oznacza, że nie brali udziału w sesjach, ale ich obecność tam będzie sprawdzona - donosi stacja.

"Partnerki polityków nie są szkolone w tym, jak się mają zachowywać"

Temat "afery samolotowej" zdominował też program "7. dzień tygodnia" Moniki Olejnik w Radiu ZET. Zaproszeni goście jednogłośnie ocenili, że zachowanie polityków PiS - najpierw awantura na pokładzie samolotu, którą wywołały ich żony, a potem informacje o niejasnym finansowaniu podróży - było "naganne".

- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że lecę z żoną czy partnerką samolotem, kupuję wcześniej flaszkę wódki, przelewam to do pojemnika i potem pijemy ten alkohol. Nie wyobrażam sobie, jak można w ten sposób oszczędzać. I to jakie kwoty? 20, 30 zł. Jak można w ten sposób oszczędzać? - pytał Stanisław Żelichowski.

Poseł PSL był zdania, że politycy partii kupowali bilety z dużym wyprzedzeniem i w chwili składania wniosku o wyjazd wiedzieli już, że do Madrytu polecą samolotem (a nie, jak napisali w dokumencie, pojadą samochodem). Żelichowski dodał też, że posłów się szkoli w kwestii tego, jak powinni się zachowywać; takich szkoleń nie przechodzą jednak ich partnerki.

"Nie powinno być tolerancji dla takich zachowań"

- Chciałbym, żebyśmy powiedzieli pewne rzeczy bardzo poważnie: nie powinno być tolerancji dla zachowań, które każą domniemywać, że doszło do niewłaściwego wykorzystania grosza publicznego na cele prywatne - ocenił w odpowiedzi Jacek Sasin. - To nie powinno być tolerowane i my jako PiS to pokazujemy. Stąd taka ostra reakcja - tłumaczył. - Mam wrażenie, że pan Żelichowski trochę bagatelizuje tę sprawę - zaznaczył.

Poseł PiS dodał, że apeluje, by w innych partiach nie zamiatać takich spraw pod dywan. - Aby nie awansowały takie osoby jak marszałek Sikorski, które wydawały publiczne pieniądze na prywatne kolacje i nawet nie chciały ich potem zwrócić - podkreślił.

"Utworem, który najlepiej opisuje PiS, jest "Moralność pani Dulskiej"

Innego zdania był Tomasz Nałęcz. - Rozumiem kłopot pana Sasina, ale to nie jest metoda: mówić, że jesteśmy łotrami, ale wszyscy inni też nimi są. Ja już od dawna podejrzewałem, że utworem, który najlepiej opisuje PiS, jest "Moralność pani Dulskiej". Przykład Adama Hofmana... Ileż razy on przy tym stole nas pouczał o moralności, tak jak zresztą dzisiaj pan Sasin - kpił.

Doradca prezydenta ds. historii i dziedzictwa narodowego dodał jednak, że chciałby przestrzec Sasina przed "grzebaniem" Hofmana; jak mówił, pamięta, że w przeszłości polityk ten był wielokrotnie zawieszany, a Jarosław Kaczyński zawsze mu wybaczał. - Ja nie tracę nadziei, że on jeszcze do nas przyjdzie - zdradził Nałęcz.

"Czekam, aż wyborcy ukrócą funkcjonowanie klasy pasożytniczej"

- Oni oczywiście mają prawo się bronić, a my nie możemy jeszcze niczego przesądzać. Ale na razie te wyjaśnienia brzmią nieprzekonująco, a cała sprawa jest bardzo smutna: dotyczy trzech młodych, zdolnych posłów. To jest przykład na to, że polityka potrzebuje ludzi, którzy nie oprą się pokusom - był zdania Jarosław Gowin.

- Ja jako były minister mam wrażenie, że cała ta wymiana międzynarodowa jest w dużej mierze turystyką na koszt podatników europejskich. Czekam z utęsknieniem, aż europejscy wyborcy zaczną ukrócać funkcjonowanie klasy pasożytniczej. Ta ilość przywilejów jest powyżej wszelkiej przyzwoitości - zaznaczył.

Przewodniczący klubu parlamentarnego Sprawiedliwa Polska chwalił jednak Kaczyńskiego za zdecydowaną reakcję, odpowiednią chronologię działań i to, że tak szybko zabrał głos w całej sprawie.

"Trudno, żeby podczas jednego wyjazdu zachować się gorzej"

W przeciwieństwie do Gowina, Andrzej Rozenek nie przebierał w słowach. - Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z nieudanym wyłudzeniem pieniędzy z kancelarii Sejmu oraz chamstwem, butą i arogancją na pokładzie samolotu. Do tego należy dodać zignorowanie obowiązków poselskich oraz próbę mataczenia w tej sprawie. Trudno, żeby przy jednym wyjeździe zrobić więcej skandalicznych błędów i zachować się gorzej.

Poseł Twojego Ruchu zaznaczył jednak, że martwi go reakcja Kaczyńskiego, który "zbyt łatwo" odciął się od swoich posłów. Zdaniem Rozenka to może sprawiać wrażenie, że w szeregach ugrupowania były tylko trzy czarne owce - choć w rzeczywistości jest ich więcej. Członek zarządu partii jako przykład wymienił m.in. prof. Pawłowicz oraz mylnie przypisał wpadki zmarłego Lecha Kaczyńskiego - m.in. słynną małpę w czerwonym - jego bratu Jarosławowi.

To wywołało kłótnię pomiędzy nim a Sasinem, który określił jego zachowanie mianem "żenującego". - Cała ta partia (PiS - przyp. red.) jest zakłamana - bronił Rozenek.

"Niech wszyscy Polacy dowiedzą się, czy inni też łamią prawo"

- SLD złoży zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie - zapowiedział sekretarz generalny ugrupowania Krzysztof Gawkowski. - Można odnieść wrażenie, że żony posłów na pokładzie samolotu świętowały co innego, a mianowicie udany przekręt - tłumaczył.

- Akurat ci posłowie zostali złapani na gorącym uczynku, ale ja nie wykluczam, że inni też tak robili. Marszałek Sikorski słusznie mówi, że teraz będzie żądał przynoszenia kwitów ze stacji benzynowych - wtrąciła prowadząca.

- Ja powiem jeszcze więcej: jeżeli marszałek Sikorski zapowiedział audyt wszystkich wyjazdów, to nie powinno być tak, że on jest dostępny tylko dla szefów klubów parlamentarnych. Niech on będzie jawny, niech wszyscy Polacy dowiedzą się, czy podczas ostatniej kadencji działy się takie rzeczy. A jeżeli dochodziło do łamania prawa, to trzeba wyciągnąć konsekwencje.

"Jeżeli coś ważnego dzieje się w Sejmie, w PO nie ma zgody na wyjazd"

- Nawet ton tej dyskusji uświadamia mi, że powaga parlamentu zależy nie tylko od zachowania poszczególnych posłów, ale i tego, jak ze sobą rozmawiają. Ja w tej chwili nie mam pewności, czy ta kolejność wskazuje rzeczywiście na zaplanowane działania i wyłudzenie publicznych pieniędzy; musimy poczekać co najmniej do środy, wtedy się tego dowiemy - mówiła w odpowiedzi Iwona Śledzińska-Katarasińska. Posłanka PO dodała też, że zabieranie na takie wyjazdy żon już sugeruje, jaki charakter będzie miała podróż.

Dziennikarka podkreśliła też, że jej zdaniem audyt jest bardzo dobrym pomysłem. Jak dodała, nie boi się o kontrole posłów PO, bo sama wyraża zgodę na ich wyjazdy. - Mniej więcej co drugi wyjazd to brak zgody. Jeżeli coś się tu ważnego dzieje, jeżeli jest posiedzenie Sejmu, to nie ma zgody na wyjazd, jeżeli to są tylko komisje. Ta częstotliwość podróży, która momentami zamienia Sejm w biuro turystyczne, mnie po 23 latach w polityce bardzo denerwuje - zaznaczyła. Posłanka zgodziła się też, że reakcja Kaczyńskiego "była jedyną możliwą na tydzień przed wyborami, ale oczywiście reakcją bardzo dobrą".

Śledzińska-Katarasińska została też zapytana o to, dlaczego w takim razie b. minister transportu Sławomir Nowak nadal jest członkiem PO. - My nie spalimy posła Nowaka na stosie, a zdaje się, że tylko to by państwa satysfakcjonowało. On wystąpił z partii, przestał być szefem regionu i członkiem zarządu krajowego, zrzekł się też błyskawicznie immunitetu. W klubie PO jest dlatego, że nie stało się nic, co by sprawiło, że chcielibyśmy go wyrzucić - mówiła. Tłumaczenia te nie przekonały jednak posłów opozycji, którzy zarzucili Platformie, że to ona z kolei ma "podwójne standardy".

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!