Tabloidy zdobyły nagranie z bójki Wiplera. "Fakt": Nie zaatakował policjantów. "SE": Wyjątkowa brutalność służb. Co naprawdę pokazuje film? [WIDEO]

"Super Express" i "Fakt" dotarły do nagrania z monitoringu, przedstawiającego bójkę Przemysława Wiplera z policjantami pod klubem nocnym w Warszawie. - Film nie pozostawia wątpliwości, to policjant napadł na posła - ocenia "Fakt". "SE" jest ostrożniejszy: poseł się zataczał, ale funkcjonariusze działali nieudolnie - podkreśla. Na nagraniu zarejestrowano całe zajście, ale film jest pozbawiony dźwięku. Widzimy tylko wyrywającego się Wiplera i policjantów, którzy nie szczędzą siły.
"SE" udało się dotrzeć do nagrania z monitoringu, przedstawiającego akcję policji pod warszawskim klubem. Zanim doszło do bójki, Wiplerowi, który miał rzekomo obrażać funckjonariuszy i "przemocą zmuszać ich do zaniechania czynności":



Czy wideo jednoznacznie potwierdza wersję policji bądź Wiplera?

Pierwszą rzeczą, jaką można wywnioskować z nagrania jest to, że Wipler nie bił policjantów. Widać jednak, że poseł nie chce odejść, krzyczy coś w kierunku funkcjonariuszy (wideo jest pozbawione dźwięku, więc nie wiemy co), a przewrócony na ziemię kopie i się wyrywa. Prześledziliśmy nagranie - oto jego zarys:



Interwencję, do której włączył się Wipler, trudno nazwać awanturą - policjanci nie zachowywali się brutalnie w stosunku do mężczyzny, nie widać, żeby ta sytuacja wymagała włączenia się osoby trzeciej. Film nie wskazuje na to, że poseł rzeczywiście powinien był zareagować i np. powstrzymać policjantów przed użyciem siły.



Nie wiemy również, co krzyczał do funkcjonariuszy Wipler, ale nagranie nie pozostawia wątpliwości co do tego, że policjanci nie szczędzili pałek. Przestają bić posła dopiero, gdy na miejscu pojawiają się nieumundurowani policjanci i pomagają skuć polityka.



"Nie mogę się doczekać, kiedy wszyscy zobaczą nagrania z monitoringu"

Do nagrań dotarł też "Fakt"; dziennik twierdzi, że nagranie obala wersję policji, według której to poseł miał zaatakować policjantów.



To, że to nie Wipler wszczął bójkę przed klubem przy ul. Mazowieckiej w Warszawie, już wczoraj na Twitterze sugerował dziennikarz "Rzeczpospolitej" Jacek Nizinkiewicz:



Podobnego zdania był dziennikarz telewizji Republika Bartłomiej Maślankiewicz, który zapowiadał, że jeśli "SE" nie opublikuje nagrania, on je upubliczni. Jak zaznaczał, sam wcześniej dotarł do filmu znajdującego się w aktach sprawy:





Dwie wersje wydarzeń

Przypomnijmy: poseł Przemysław Wipler 30 października 2013 roku wybrał się do jednego z warszawskich klubów, aby świętować fakt, że po raz piąty zostanie ojcem. Zabawa przerodziła się jednak w kłótnię; po wyjściu z lokalu Wipler miał się zachowywać agresywnie, więc zainteresowali się nim policjanci, którzy przyjechali do innego zdarzenia. Funkcjonariusze twierdzą, że nie wiedzieli na początku, kim jest awanturujący się mężczyzna. Świadkowie zdarzenia mówili, że Wipler krzyczał do mundurowych: "wy k...rwy!", "wy ch...je, pedały!". Gdy zaczął szarpać policjantów, ci próbowali go obezwładnić.

Po interwencji policji Wipler trafił do szpitala przy ul. Czerniakowskiej. Stamtąd informował opinię publiczną o swoim stanie i komentował wersję wydarzeń przedstawianą przez policję. Jak zaznaczał, to on był ofiarą w całej sprawie i został pobity przez policjantów. "Wciąż jestem w szpitalu. Tomografia, RTG, seria innych badań. (...) obrażenia klatki piersiowej, szyi, głowy i nie tylko. Oddałem krew, poproszę o monitoring" - pisał. Radio ZET opublikowało też jego zdjęcie zrobione w placówce:



Na konferencji prasowej zorganizowanej następnego dnia Wipler potwierdził, że badanie krwi wykazało u niego 1,4 promila alkoholu. - Miałem tyle alkoholu we krwi, ile przy mojej wadze ma się po wypiciu jednego wina. Te 1,4 promila to jest tyle, ile osoba stukilogramowa ma po wypiciu jednej butelki wina - podkreślał. Poseł tłumaczył też, że "włączył się" do bójki mającej miejsce pod klubem. - Nie wiedziałem, kto bierze udział w awanturze. Próbowałem włączyć się tak, żeby ta sprawa się zakończyła - przyznał.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!