Merkel widzi UE bez Brytyjczyków. "Cameron ma nierealne oczekiwania. To dla niego czerwona linia"

David Cameron chce wyrzucić europejskich imigrantów z Wielkiej Brytanii. Angela Merkel stawia sprawę jasno: prędzej to Europa wyrzuci Brytyjczyków z Unii. Czy szykuje się wojna w Brukseli? - Merkel doskonale wie, że Cameron stawia oczekiwania niemożliwe do zrealizowania. Dla jego własnego dobra i dobra projektu europejskiego trzeba postawić tamę już w tej chwili - wyjaśnia Paweł Świeboda, szef demosEuropa.
David Cameron chce znieść swobodę przepływu ludzi w ramach Unii Europejskiej. Wcześniej zapowiedział renegocjowanie brytyjskiego członkostwa w UE i referendum w tej sprawie. Kwestia wolnego przemieszczania się ludzi ma być kluczową w planowanych rozmowach. Brytyjczykom chodzi o falę pracowników, głównie z nowych państw członkowskich, w tym Polski, którzy napłynęli na Wyspy Brytyjskie, i pobierane przez nich świadczenia społeczne.

"Cameron jest o krok od historycznego błędu"

Swoboda przemieszczania ludzi, obok przepływu kapitału i usług, to jeden z fundamentów traktatów europejskich. Dlatego na słowa Camerona według "Der Spiegel" ostro zareagowała kanclerz Angela Merkel. Miała stwierdzić, że szybciej zgodziłaby się na wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE niż kompromis w sprawie wolnego przepływu osób w ramach wspólnoty.

"The Guardian" w redakcyjnym komentarzu zauważa, że jeszcze niedawno byłoby nie do pomyślenia, by ważny europejski kraj dopuszczał możliwość wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE. Gazeta zaznacza, że Cameron "wystawia przyszłość Wielkiej Brytanii na duże ryzyko". "New York Times" idzie jeszcze dalej: "Cameron jest o krok od historycznego błędu".

"Brzmimy jak ekstremiści"

Dlaczego Cameron drażni Merkel? Paweł Świeboda, szef think-tanku demosEuropa, zaznacza, że brytyjski premier kontynuuje rozgrywanie problemów europejskich na wewnętrzny użytek. - Cameron staje się w coraz większym stopniu zakładnikiem opozycji z eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) - wskazuje analityk. Brytyjski premier licytuje się więc na popularny na Wyspach eurosceptycyzm.

"Financial Times" cytuje jednak jednego z konserwatywnych brytyjskich parlamentarzystów, który wskazuje, że mówienie o imigracji nie przysporzy partii Camerona głosów. - To sprawia, że brzmimy jak ekstremiści - wskazuje. Brytyjska gazeta zaznacza, że nowa, antyimigracyjna polityka Camerona nie pomogła mu ani sondażowo, ani w walce z UKIP.

Czerwona linia Merkel

Deklaracje Camerona odnośnie do limitów na przepływ imigrantów z innych państw członkowskich są, jak zaznacza Świeboda, w "oczywistej sprzeczności z prawem europejskim". - Wypowiedź Merkel należy interpretować jako czerwoną linię dla Camerona. Bo brytyjskie postulaty zaczynają wymykać się spod kontroli - wyjaśnia nasz rozmówca. Jego zdaniem Niemcy dostrzegają słabość Camerona na brytyjskim podwórku. Nie chcą jednak dopuścić, by umacniał swoją pozycję w polityce krajowej kosztem ustępstw czynionych przez Brukselę.

Gdyby Cameron przelicytował, granica nakreślona przez Merkel mogłaby okazać się granicą Unii Europejskiej. A Wielka Brytania znalazłaby się poza wspólnotą. "Financial Times" pyta: jeśli brytyjski premier uczyni kwestię imigrantów kluczem swojej polityki i nic nie osiągnie podczas negocjacji, jak będzie mógł później opowiadać się za pozostaniem w Unii? W podobnym tonie sprawę komentuje "New York Times": logika postępowania zmusi Camerona do wystąpienia z UE.

"Cameron nie ma nic do pokazania"

- Na razie jesteśmy od tego dalecy - uspokaja Świeboda. Podkreśla, że brytyjskiemu premierowi wcale nie śpieszno do rozbratu z Unią. - Ale po zapowiedziach, które poczynił, będzie musiał zademonstrować społeczeństwu i przeciwnikom politycznym, że wynegocjował pokaźny pakiet. Póki co nie ma nic do pokazania - wskazuje analityk. I dodaje, że brak nawet konkretnej listy brytyjskich postulatów, a do negocjacji jeszcze daleko. Zwłaszcza, że Cameron musi jeszcze wygrać przyszłoroczne wybory parlamentarne.

- Chodzi o to, żeby nie tworzyć faktów dokonanych, żeby Wielka Brytania nie uznawała za przesądzone, że coś uzyska, np. kwotowe ograniczenia w przepływie osób. O czymś takim nie może być mowy - zaznacza ekspert.

Tusk i Juncker na marginesie?

Korespondencyjna wymiana zdań między Cameronem i Merkel wskazuje, że w UE rysuje się kolejny konflikt, w który zaangażowane będą rządy państw członkowskich, a nie instytucje wspólnotowe. Jednak zdaniem Świebody w rozmowach z Brytyjczykami będzie wyraźnie uczestniczyła Komisja Europejska.

- Takie jest jej zadanie, ma stać na straży litery traktatu. Jeśli Cameron chce coś sensownego uzyskać, musi negocjować z Komisją Europejską. A Donald Tusk będzie wręcz w kluczowej roli jako przedstawiciel nowych państw członkowskich - podkreśla analityk. Bo to głównie Polacy, a nie Szwedzi czy Włosi, napływają na Wyspy.

Tusk wielokrotnie ścierał się już z Cameronem. W styczniu brytyjski premier mówił o Polakach wyłudzających świadczenia społeczne na Wyspach. W Polsce wybuchła burza, a Cameron poprosił polskiego szefa rządu o rozmowę telefoniczną. - To nie będzie miła rozmowa - zapowiadał Tusk. Dwa lata temu polska delegacja ostro spierała się z brytyjską w sprawie unijnych finansów. - Dwie godziny ostrej kłótni, ale możemy być spokojni - opisał negocjacje Tusk.

Kompromis? "Będzie trudno"

Według Świebody rozmowy z Cameronem będą jedną z ważniejszych misji Tuska. - Chodzi o wynegocjowanie sensownego kompromisu, który nie naruszy zasady swobodnego przepływu, a Cameronowi da szansę na pokazanie, że dba o interesy Brytyjczyków - wskazuje nasz rozmówca. Czy jednak taki kompromis jest osiągalny? - Będzie trudny - przyznaje. Chodzi bowiem o poważną korektę prawa europejskiego. A patrząc obiektywnie, trudno znaleźć ku temu powód.

Zdaniem szefa demosEuropa możliwe są drobne zmiany w funkcjonowaniu świadczeń społecznych tak, by imigranci mniej obciążali budżety goszczących ich państw. Wątpliwe jednak, by Bruksela zgodziła się na coś podobnego do dzisiejszych oczekiwań Camerona.

- Stąd zdecydowana reakcja Merkel. Ona doskonale wie, że Cameron stawia oczekiwania niemożliwe do zrealizowania. Dla jego własnego dobra i dobra projektu europejskiego trzeba postawić tamę już w tej chwili - skwitował.

Więcej o: