Nagrała zaczepki mężczyzn, które usłyszała, chodząc po mieście. Teraz dostaje listy z pogróżkami

Nagranie pokazujące, ile razy zwyczajnie ubrana kobieta jest zaczepiana przez mężczyzn na ulicy, obejrzało już ponad 14,5 miliona osób. Poza pozytywnym odzewem pojawiła się też agresja - bohaterka filmu i wspierająca akcję organizacja dostają listy z groźbami gwałtu i śmierci.
Kobieta ubrana w dżinsy i czarną koszulkę przez 10 godzin chodziła po Manhattanie. To wystarczyło, żeby zarejestrować ponad sto przypadków zaczepiania przez mężczyzn - komplementów, propozycji i prób nawiązania kontaktu, które mogą być dla kobiety bardzo niekomfortowe. Materiał został stworzony przez producenta Roba Blissa i aktorkę Shoshanę B. Roberts we współpracy z organizacją Hollaback!, która walczy z nękaniem kobiet na ulicy i przez dwa dni od opublikowania go w sieci obejrzano go ponad 14,5 mln razy. Zobacz wideo >>>

Listy z pogróżkami

Jak twierdzi Hollaback!, odzew na akcję był w większości pozytywny. - Otrzymaliśmy mnóstwo odpowiedzi, w których ludzie dziękują za zwrócenie uwagi na problem - mówi w rozmowie z "Wall Street Journal" Emily May, jedna z założycielek organizacji. Do organizacji oraz osobiście do aktorki przychodzą też jednak wulgarne komentarze, a także groźby gwałtu i śmierci. Część listów z pogróżkami została przekazana policji.

"Bałem się, że coś jej się stanie"

Bliss obawiał się o Roberts już podczas tworzenia materiału, mimo że szedł kilka kroków przed aktorką z kamerą ukrytą w plecaku. - Bałem się, że coś jej się stanie, że ktoś ją na przykład złapie - mówi "WSJ". Na filmie widać na przykład, że jeden z mężczyzn szedł obok Roberts przez pięć minut.

Dlaczego zaczepki mogą być molestowaniem?

Organizacja Hollaback! działa też w Polsce i skupia się właśnie na walce z molestowaniem w przestrzeni publicznej, przypominając między innymi, że zaczepki słowne również mogą być jego formą i dla wielu kobiet nie są akceptowalne.

Organizacja podkreśla na swojej stronie: "Niewinne komplementy i flirtowanie to zdecydowanie nie to samo co molestowanie w przestrzeni publicznej. Jeśli np. mężczyzna podchodzi do kobiety w miejscu publicznym, zagaduje ją, ale otrzymuje od niej sygnał braku zainteresowanie i akceptuje go, to nie popełnia żadnej zbrodni. Molestowaniem są już natomiast słowa i gesty, które przez drugą osobą są wyraźnie niepożądane, sprawiają jej dyskomfort czy są wyraźnie kierowane wbrew jej woli".

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!