Stonoga bohaterem tropiącym nadużycia policji? "Ma 29 spraw karnych, skierowano go na badania psychiatryczne"

"DAM PRACĘ. Zatrudnię 10 osób do całodobowej obserwacji działań policji" - to fragment ogłoszenia, które pojawiło się na facebookowym profilu biznesmena Zbigniewa Stonogi. "Rośnie bohater narodowy", "trzymam kciuki" - gratulowali internauci. Ich zapał studzi policja. - Ten pan ma 29 spraw karnych, skierowano go też na badania psychiatryczne - mówi inspektor Mariusz Sokołowski.
Stonoga to biznesman znany z kontrowersyjnych akcji przeciwko policji i urzędowi skarbowemu. Dziś rozpoczął nową akcję: chce, by zatrudnieni przez niego pracownicy jeździli za radiowozami Komisariatu Policji Warszawa Białołęka i utrwalali kamerami przebieg służby funkcjonariuszy. Proponowane wynagrodzenie to 2,5 tys. złotych netto.



Post użytkownika Zbigniew Stonoga.


"Zaraz będziesz najbardziej znanym policjantem w Polsce"

Ostatnio do sieci trafił też nagrany przez biznesmena filmik, na którym wyzywa on policjanta. Jego zdaniem funkcjonariusz bezprawnie wjechał na prywatny teren jego salonu samochodowego, żeby skontrolować kierowcę. Stonoga twierdzi, że na początku zwracał się do funkcjonariusza kulturalnie, jednak kiedy ten odpowiedział mu niegrzecznie, zaczął na niego krzyczeć.

Na filmiku widzimy tylko część, w której policjant i biznesmen naskakują na siebie. Stonoga nazywa policjanta chamem i zapowiada, że funkcjonariusz "zaraz będzie najbardziej znanym policjantem w Polsce". Nie reaguje na prośbę wylegitymowania się, a policjant odmawia podania mu swojego imienia i nazwiska. Następnie Stonoga w wulgarnych słowach każe policjantowi opuścić prywatną posesję i stwierdza, że policji brakuje kultury.



Stonoga opublikował następnie filmik, w którym wyjaśnia swoje postępowanie. Mówi w nim, że od lat pomaga osobom pokrzywdzonym przez polskie prawo i instytucje publiczne, ponieważ sam niesłusznie przebywał przez 3,5 roku w więzieniu, a jego matka "została zamordowana".

Aby wyjaśnić sprawę, skontaktowaliśmy się z rzecznikiem prasowym komendanta głównego policji, inspektorem Mariuszem Sokołowskim. - Osobom, które bronią tego pana i chcą robić z niego bohatera, radzę się zastanowić, czy chciałyby zostać tak potraktowane. To mogło się przytrafić każdemu, kto mu się nie spodobał - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl.

"Ta osoba jest dobrze znana policji, wielokrotnie łamała prawo"

- Jeżeli ktoś chce nagrywać czynności policyjne ma takie prawo i może to robić; wtedy policjanci mogą włączyć do dokumentacji również samo nagranie, zabezpieczone od razu po wypełnieniu odpowiedniej dokumentacji. Każdego dnia przeprowadzamy ponad 30 tys. interwencji, w związku z popełnionymi przestępstwami zatrzymujemy też dziennie ok. tysiąca osób. Naprawdę, nie mamy się czego wstydzić - mówi o opublikowanym w sieci ogłoszeniu Sokołowski. Jak jednak dodaje, wiarygodność Stonogi jest kwestią dyskusyjną.

- Mamy do czynienia z osobą, której policja postawiła dzisiaj dwa zarzuty dotyczące zniesławienia funkcjonariuszy w związku z interwencją, z której film pojawia się w internecie. Ten człowiek został też skierowany na badania psychiatryczne - zaznacza rzecznik.

- Ta osoba jest dobrze znana policji, wielokrotnie łamała prawo: w tej chwili przeciwko niej prowadzonych jest 29 spraw karnych, do tego dochodzą jeszcze sprawy o charakterze cywilnym. Tym razem (w przypadku filmu z interwencji w komisie - przyp. red.) mamy do czynienia z agresją słowną wobec policjantów, a to jest przestępstwo. Za to będziemy rozliczać każdego, kto dopuszcza się znieważenia bądź zniesławienia funkcjonariuszy na służbie - mówi Sokołowski.

"Każdy powinien być jednak świadom swoich czynów"

- Nie jest też tak, że policjanci wjechali na teren komisu bezpodstawnie - ten pan, prowadząc komis, udostępnił auto z zasłoniętymi reklamą tablicami rejestracyjnymi, które wyjechało z jego posesji. Jest to wykroczenie i policjanci podjęli interwencję, do której byli zobowiązani; nie może być tak, że funkcjonariusze przejadą obok takiego samochodu i nie wykonają odpowiednich działań. Ta agresja słowna była nieuzasadniona i za to ten pan będzie odpowiadał przed sądem - tłumaczy inspektor.

- Jeśli mamy obiekcje co do tego, czy policjant postępuje odpowiednio, możemy zawsze skierować skargę do właściwego miejscowo komendanta. Każdy powinien być jednak świadom swoich czynów; to dotyczy również tego pana. Osobom, które go bronią i chcą robić z niego bohatera radzę się zastanowić, czy chciałyby zostać tak potraktowane. To mogło się przytrafić każdemu, kto nie spodobałby się temu panu - dodaje.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!
Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!