Podduszał żonę i groził śmiercią. Areszt dla funkcjonariusza więziennictwa

Trzy miesiące aresztu dla funkcjonariusza Zakładu Karnego w Chełmie. Za brutalną przemoc wobec żony: psychiczną, fizyczną, a także seksualną. 31-letni Bartłomiej K. trafił do celi w Lublinie, a nie w Chełmie, bo to jego rodzinne miasto i tu wszystkich zna.
Przemoc w domu funkcjonariusza więziennictwa miała trwać od lipca 2010 do września 2014 roku. - Funkcjonariusz usłyszał zarzut znęcania się nad żoną ze szczególnym okrucieństwem - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Stosował na żonie chwyty jak przy zatrzymaniu groźnego przestępcy

Oprócz wyzwisk i codziennego poniżania, również przy kilkuletniej córce, na porządku dziennym było też bicie czy kopanie ofiary, praktycznie po całym ciele. - Zarzut dotyczy również duszenia kobiety rękoma i paskiem skórzanym czy skakania po jej ciele - dodaje rzeczniczka prokuratury. Funkcjonariusz stosował też wobec żony chwyty, jakie stosują policjanci przy zatrzymaniu - tak zwane chwyty transportowe. Miał również szarpać kobietę za włosy czy kierować wobec niej groźby karalne. - W małżeństwie dochodziło również do gwałtów - mówi Syk-Jankowska.

Bartłomiej K., jak ustaliliśmy, jest zawieszony w obowiązkach służbowych i siedzi w areszcie. Ale w tej chwili najważniejsza, jak mówią śledczy, jest konsekwencja jego żony. By nie odmówiła składania wyjaśnień, bo jako osoba najbliższa ma takie prawo. - A skutek skorzystania z tego prawa jest taki, że nie bierze się pod uwagę złożonych wcześniej zeznań. I wtedy zapadają w takich sprawach wyroki uniewinniające - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska. By tak się nie stało, ofiara przemocy musi być konsekwentna w swoich działaniach i zeznaniach.

Inny przedstawiciel służb mundurowych - już wcześniej usłyszał wyrok

Na Lubelszczyźnie dwa lata temu był przypadek policjanta z komendy wojewódzkiej, który odpowiadał za znęcanie się nad żoną. Policjant - tak jak dziś funkcjonariusz więziennictwa - też siedział w areszcie. Jego żona trafiła do szpitala, m.in. ze złamanym nosem, ale to pobicie - nie było pierwsze. Wcześniej też były takie incydenty. Ofiara zeznała w prokuraturze, że myślała, że tej ostatniej awantury nie przeżyje.

Kobieta przez długi czas milczała, ale w końcu zdecydowała się mówić. Nie wycofała swoich zeznań, nie odmówiła składania wyjaśnień. Dzięki temu były policjant (ostatecznie zwolniony ze służby) dostał wyrok skazujący - dwa lata więzienia w zawieszeniu i obowiązkowy udział w terapii przemocy w rodzinie.