Bortnowska: Biskupi boją się "propagowania homoseksualizmu". A to przecież to samo co "propagowanie niebieskich oczu"

- Biskupi są przekonani, że orientacja homoseksualna jest zgubna, boją się, że ludzie o tej skłonności będą ją narzucać innym. Propagować. Ale propagowanie homoseksualizmu jest jak propagowanie niebieskich oczu. To jest coś poza naszym wyborem - mówi Halina Bortnowska, teolożka.
Pierwsza sesja synodu zawiodła tych, którzy uważali, że papież Franciszek postulujący rozmowę o obecności rozwodników czy homoseksualistów w Kościele spaliła na panewce. - Ci ludzie są ochrzczeni, tyle że żyją w takich, a nie innych związkach. Moim zdaniem nie można ich wykluczać z Kościoła, wymagać od nich podporządkowania się wszystkim wymogom moralnym - mówi w "Newsweeku" Halina Bortnowska, teolożka. Krytykuje też tworzenie "specjalnego" duszpasterstwa.

- Biskupi są przekonani, że orientacja homoseksualna jest zgubna, boją się, że ludzie o tej skłonności będą ją narzucać innym. Propagować. Ale propagowanie homoseksualizmu jest jak propagowanie niebieskich oczu. To jest coś poza naszym wyborem. Naszym wyborem może być tylko życie bez ukrywania się, w zgodzie ze sobą. A w środowisku katolickim jest tak, że każdy, kto się odsłoni, musi się liczyć z tym, że oberwie, będzie w praktyce pogardzany i upominany w sposób trudny do zniesienia. Niedawno poznałam grupę Wiara i Tęcza stworzoną przez osoby LGBT, w której czułam się jak za dawnych czasów w duszpasterstwie akademickim. Promieniuje z nich radość z naszej wiary - cieszymy się, że się odnaleźliśmy na gruncie naszej wiary - mówi Bortnowska.

Cała rozmowa w najnowszym wydaniu tygodnika "Newsweek".

Więcej o: