Były ambasador RFN w USA: Do pokonania terroru IS potrzeba międzynarodowej koalicji

- Pokonanie terroru Państwa Islamskiego wymaga utworzenia szerokiej koalicji międzynarodowej również z udziałem Rosji, Chin i Iranu - mówi były ambasador RFN w USA i szef Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger.
Silvia Engels, dradio.de: USA zrzucają broń Kurdom walczącym z islamistami w Kobane. Czy to jest podyktowane lękiem USA przed wysłaniem własnych wojsk lądowych do walki z IS?

Wolfgang Ischinger: Lęk albo lepiej zaniepokojenie z powodu przenikania terrorystów z IS zdominowało nie tylko debatę w USA, ale również w Indiach czy na Bałkanach. Panuje zaniepokojenie rozprzestrzenianiem się wirusa o nazwie dżihadyzm - zwłaszcza w krajach, w których część mieszkańców stanowią osoby wyznania muzułmańskiego.

Niezależnie od tego, jak ważne są doraźne próby powstrzymania za pomocą środków militarnych dalszego przenikania islamistów z IS, trzeba zrozumieć, że samo bombardowanie ich celów nie przyniesie spodziewanego efektu. Do tego potrzeba czegoś więcej, niż tylko środków militarnych. Do tego potrzeba koncepcji politycznej, wspólnej strategii działania.

Jak mogłaby ona wyglądać?

- Wymienię tu trzy punkty. Po pierwsze: ważne, by w świecie islamskim przemówiły głosy rozsądku i człowieczeństwa. Cieszę się, że 120 uczonych islamskich wystosowało list, w którym wskazują na to, że IS nie reprezentuje nauk islamu.

Po drugie, potrzebna nam jest szeroka koalicja międzynarodowa. Każda następna bomba USA, która ewentualnie zabije dalsze osoby cywilne, automatycznie powiększy rzesze dżihadystów. Dlatego jest ważne, by włączyć również siły regionalne do walki z IS. Nie można pominąć ani Iranu, ani Rosji, ani Indii, ani też Chin.

Po trzecie nie wolno nam, Zachodowi, ustać w wysiłkach na rzecz pokonywania konfliktów w tym regionie. Nie jest w porządku, że w konflikcie izraelsko-palestyńskim znów odracza się sprawę rozwiązania, opartego na koncepcji dwóch państw.

Ale, czy widzi Pan jakiekolwiek oznaki, abstrahując od wymienionego przez Pana pierwszego punktu, że świat muzułmański odcina się od propagandy IS?

- Nie chciałbym być przesadnie optymistyczny, ale to prawda: widzę zalążki takich działań. To, że Arabia Saudyjska stanęła po stronie Zachodu w walce z IS, jest już wielkim krokiem naprzód. Musimy być odważni. I musimy przekonać naszych amerykańskich przyjaciół, że błędem jest wykluczanie z tych działań Iranu.

Uważam, że bez aktywnego udziału Iranu, ale też Rosji, trwałe rozwiązanie pokojowe w tym regionie; w Syrii, Iraku, Jemenie i tak dalej, nie będzie możliwe. Musimy połączyć siły.

Ale to nie będzie takie proste. Rosja, na przykład, nadal broni despoty z Damaszku, Baszara al-Assada. Interesy Turcji też nie współgrają z interesami Kurdów. Jeszcze inne są interesy Iranu, nie mówiąc już o interesach regionalnych władców. Jak Pan sobie to wyobraża?

- Nie przeczę, że jest to wielkie kompleksowe zadanie; że jest to sytuacja, w której konkurują ze sobą sprzeczne interesy. Ale mamy przecież doświadczoną elitę przywódczą na Zachodzie. Dlatego w moim przekonaniu jesteśmy w stanie utworzyć taką koalicję.

Rosjanie przypuszczalnie jeszcze bardziej boją się przenikania fundamentalistycznych sił islamskich, niż my w Europie Zachodniej. Dlatego myślę, że można na ten temat rozmawiać z Putinem i jego współpracownikami i szukać kompromisowych rozwiązań. To samo odnosi się do takich krajów jak Indie, które boją się przeniknięcia tendencji fundamentalistycznych z Pakistanu, ale i ich wzrostu we własnym kraju.