Passent: Ks. Oko, generał armii zgorszenia, obraża ateistów. A gdyby takim językiem mówić o wierzących...

"Słowa ks. Oko stanowią kliniczny przykład obrażania ateistów" - pisze w najnowszej "Polityce" Daniel Passent. Publicysta wytyka, że gdyby takim językiem, jakim posługuje się duchowny, mówić o wierzących, byłoby wielkie oburzenie. Ale że mówi o ateistach...
Passent w najnowszym wydaniu "Polityki" pochyla się nad dwiema sprawami: listem naukowców w sprawie klerykalizacji Polski oraz wywiadem udzielonym "Naszemu Dziennikowi" przez ks. Dariusza Oko. Te dwie sprawy się łączą.

"Kościół, jak każda legalnie działająca organizacja, ma pełne prawo wyrażania swoich poglądów w rozmaitych kwestiach, zwłaszcza moralnych, oraz do podejmowania działań w celu wprowadzania w życie swych postulatów, ale w granicach obowiązującego prawa. Z tego jednak nie wynika, że owe postulaty - wszystkie i zawsze - mają być akceptowane i realizowane przez władze publiczne" - napisali intelektualiści na łamach "Gazety Wyborczej".

Daniel Passent przytacza natomiast w swoim felietonie właśnie wypowiedź jednego z duchownych - ks. Dariusza Oko, "jednego z generałów armii zgorszenia". Ten w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" stwierdził m.in., że "ludzie zniewoleni przez ateizm i seks są zdolni do strasznych rzeczy. Nieprzypadkowo największe zbrodnie w dziejach popełniali ateiści".

"Chyba jednak ksiądz doktor się myli, wielkich zbrodni dokonywano zarówno pod hasłem 'religia to opium dla mas', jak i 'Gott mit uns'" - wytyka Passent.

Obrażanie ateistów

Zdaniem publicysty "Polityki" słowa ks. Oko stanowią "kliniczny przykład obrażania ateistów, o którym piszą znakomici sygnatariusze apelu do władz RP". "Bóg im zapłać za to, że zabrali głos" - podkreśla Passent.

Co jeszcze mówił Oko? Na przykład, że "tak zwane wyzwolenie seksualne jest w istocie seksualnym zniewoleniem, w którym to nie rozum kieruje pożądaniem, ale pożądanie rozumem - jakby koń woźnicą. Dochodzi do seksualnego rozpasania, które trzeba jakoś usprawiedliwić, do którego trzeba dorobić jakąś teorię - na przykład gender. Tę teorię usiłuje się potem przemocą i podstępem w sposób totalitarny narzucić wszystkim, aby jeszcze lepiej się samemu usprawiedliwić".

"Gdyby takim tonem pisano o ludziach wierzących, 'zdegradowanych, zniszczonych przez wiarę, ofiarach totalitarnego Kościoła' niechybnie odezwałaby się armia zgorszonych i nadszedłby tysiąc listów, że lincz i że przemoc" - puentuje Passent.

Cały felieton w najnowszym wydaniu "Polityki".