Porwania, tajemnicze samobójstwa. Na Krymie znikają Tatarzy

Według biura wysokiego komisarza ONZ "samoobrona Krymu" złożona m.in. z byłych i obecnych pracowników KGB, FSB i GRU stoi za tajemniczymi zniknięciami Tatarów, do których dochodzi na Krymie. Jak informuje "Rz", w ostatnich dwóch tygodniach słuch zaginął o czterech osobach. Porwaniom towarzyszą rewizje w tatarskich domach.
Na przejętym w marcu przez Rosjan Krymie zniknęło 10 Tatarów. Jak informuje "Rzeczpospolita", tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło do zniknięcia czterech młodych muzułmanów. Tatarzy nie mają wątpliwości - to porwania. Towarzyszom im rewizje w tatarskich domach i siedzibach organizacji społecznych.

Ostatnim, który zniknął, był 25-letni Edem Asanow. Został znaleziony - powieszony. Według milicji popełnił samobójstwo. Tatarzy nie wierzą w tę wersję.

Za porwaniami może stać tzw. samoobrona Krymu. Takie oskarżenie wprost postawiło biuro wysokiego komisarza ONZ ds. praw człowieka. Jak mówi w rozmowie z "Rz" lider krymskich Tatarów Mustafa Dżemilew, samoobronę tworzą m.in. byli i obecni pracownicy służb specjalnych Rosji i Ukrainy: KGB, FSB i GRU.

Według danych ONZ od czasu zajęcia Krymu przez Rosję tylko w głąb Ukrainy uciekło 18 tys. mieszkańców półwyspu. Nie wiadomo, ilu było wśród nich Tatarów. Jednym z pierwszych, któremu Rosjanie zabronili wjazdu na Krym, był Mustafa Dżemilew. Dziś razem z żoną mieszka w Kijowie. Dżemilew to laureat przyznanej w tym roku po raz pierwszy Nagrody Solidarności.

Nie ma danych dotyczących emigracji do Turcji, a tam właśnie wielu Tatarów ma rodziny.